piątek, 28 marca 2014

Rozdział 2: Goat

Jeśli czytasz nie zaszkodzi Ci skomentować, to dla Ciebie sekunda, a dla nie duża motywacja do dalszej twórczości :) +Chcę wiedzieć ile was jest :)

Wbiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi z hukiem. Pozbyłam się torby z ramienia i rzuciłam się na łóżko. Schowałam głowę w poduszkę, a łzy mimowolnie zaczęły spływać zostawiając na niej ślady tuszu do rzęs. Nie potrafię zrozumieć co ja mu takiego zrobiłam, że postanowił się na mnie wyżywać. Może to trochę wyolbrzymiam, ale coś jest nie tak z tym kolesiem.
Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Zbiegłam po schodach z zamiarem otworzenia, ale zanim to zrobiłam spojrzałam w lustro powieszone w korytarzu. Wyglądałam strasznie. Przetarłam pozostałe ślady tuszu i otworzyłam drzwi z szerokim uśmiechem. Moim oczom ukazał się wysoki, umięśniony brunet z pudełkiem lodów w ręku. Wpuściłam Jessie'ego do środka i skierowałam się w stronę kuchni podczas gdy brunet cały czas podążał za mną. Wyjęłam dwie łyżki z szuflady i otworzyłam pudełko, które podał mi chłopak.
-Coś się stało? Jakaś cicha jesteś-przerwał niezręczną ciszę.
-Um..nie..w porządku..-wymusiłam uśmiech, by nie musieć się tłumaczyć.
-Czemu tak wybiegłaś ze szkoły? Wołałem Cię..-musiałeś zapytać? Ygh. Mam powiedzieć prawde czy skłamać? Przecież Jessie wie o co chodzi z Niall'em, ale czy powinnam go tym zanudzać? Przecież sam zapytał tępa strzało-skarciłam się w myślach.
-Ah..Luke wychodził, a ja nie miałam kluczy..musiałam się trochę pospieszyć żeby nie stać do 20 przed domem-zaśmiałam się. Całkiem nieźle mi poszło. Jestem coraz lepsza w kłamaniu, ale czy to dobrze? Przecież Jessie jest moim najlepszym przyjacielem nie powinnam go tak okłamywać.
-Na pewno? Nie wyglądasz na przekonaną..-drążył temat. Czyżby wiedział co jest na rzeczy? Nie jest głupi, jasne, że wie!
-Może obejrzymy jakiś film?-zmieniłam temat idąc po schodach prosto do swojego pokoju podczas gdy Jessie wciąż posłusznie szedł za mną.
-Jasne, czemu nie.-odpowiedział siadając na łóżko.
Chwyciłam laptopa i podałam Jessie'emu. Chłopak odpalił go, a ja w tym czasie szukałam kabla, aby podłączyć komputer do telewizora.
-Co to? Profil Horan'a?!-Kurde..nie wyszłam z facebook'a ostatnim razem. Super. Teraz wie, że sprawdzałam jego profil.
-Um..tak..chciałam coś sprawdzić..-Idiotko! Co ty gadasz!-skarciłam się. Przecież pomyśli, że mi odbiło po co miałabym sprawdzać coś na jego profilu? Byłam tam tylko żeby sprawdzić..właśnie po co ja tam weszłam? Sama nie wiem co wtedy chciałam..może po prostu zdobyć o nim jakieś informacje?
-Nadal Ci dokucza prawda?-zapytał kiedy siadałam obok niego. Pokiwałam twierdząco głową spuszczając ją w dół.
-Ale to nic..-podniosłam się i zabrałam mu laptopa, by podłączyć go do TV.
-Nic?! Przecież on Cię gnębi!-wykrzyczał tak głośno, że mogła usłyszeć go cała ulica.
-Uspokój się. Poradzę sobie-uspokajałam go włączając nasz ulubiony serial „American Horror Story”.
-A jak nie to..to nie wiem co.-zaśmiałam się z jego braku słów. Wtuliliśmy się w siebie zaczynając zjadać lody. Serial należał do bardzo ciekawych, a jednak zaczęłam lekko przysypiać. Byłam zmęczona całym tym dniem, wszystkimi wydarzeniami, a najbardziej Horan'em. Nawet się nie obejrzałam kiedy zasnęłam na torsie Jessie'ego.

**

-Wstawaj śpiochu-usłyszałam głos mojego przyjaciela. Co on tu robi? Przecież dzisiaj szkoła.
-Co..co Ty tu robisz..?-zapytałam zdezorientowana.
-Zasnęłaś na mnie..było już dosyć późno, twój brat wrócił i zaproponował mi nocke. Wcześnie rano pojechałem po książki, a teraz wróciłem żeby zabrać Cię do szkoły-ukazał rząd swoich białych zębów w szerokim uśmiechu.
-Nie musiałeś po mnie przychodzić sama bym trafiła do szkoły-zaśmiałam się.
-Wstawaj i nie marudź. Masz 10 minut, bo się spóźnimy-powiedział i opuścił mój pokój. To śmieszne, że mój przyjaciel nocuje w moim domu, a potem jeszcze raz tu przychodzi żebym nie zaspała do szkoły. Czuje się przez to jak jakiś 5-latek. Czasami mam wrażenie, że on i mój brat traktują mnie jak małe dziecko, którego na chwile nie można zostawić samemu, bo coś sobie zrobi. Wzięłam w dłoń ubrania i weszłam do łazienki. Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Ciepła woda otuliła całe moje ciało dając mi chwile relaksu, lecz nie na długo. Usłyszałam pukanie do drzwi i krzyk Jessie'ego.
-Pospiesz się! Mamy 5 minut!-Nawet chwili spokoju. Wyszłam spod prysznica wycierając całe swoje ciało białym ręcznikiem, a następnie ubierając na siebie wcześniej przygotowane ubranie. Weszłam do pokoju, chwyciłam torbe i zbiegłam po schodach na dół.
-No nareszcie! Myślałem, że już nigdy nie zejdziesz-A ten tylko narzeka. To mój rekord czasowy, mógłby docenić, a nie tylko narzeka.

**

Wparowaliśmy do szkoły jak tornado. Na korytarzach było już pusto co oznaczało początek lekcji. Pobiegliśmy szybko na piętro do sali od angielskiego. Oboje przeprosiliśmy za spóźnienie i zajęliśmy miejsca na końcu sali.
-Johnson. Jest Pani znowu spóźniona. W tym tygodniu zdarzyło się to Pani 3 razy dlatego też jestem zobowiązana zamknąć Panią w kozie po lekcjach-głos nauczycielki totalnie wybił mnie z równowagi. Jeszcze tego brakowało. Dlaczego nie mogę przychodzić do szkoły punktualnie tylko ciągle się spóźniam? Ale jedna godzina w kozie to nie koniec świata i tak nie mam zajęcia na dzisiejsze popołudnie.
Po zakończeniu wszystkich dzisiejszych lekcji skierowałam się do piwnicy gdzie znajdowała się koza jak również sala prób teatralnych. Bardzo często zastanawiałam się nad dołączeniem do tego kółka, ale chyba kiepska ze mnie aktorka. Weszłam ostrożnie do kozy rozglądając się dookoła. Były tu tylko 4 osoby w sumie to widziałam ich pierwszy raz odkąd chodzę do tej szkoły co znaczy, że nie bywając tu za często.
-O! Johnson, miło Panią widzieć-uśmiechnęła się do mnie nauczycielka, która mnie tu usadziła. Lubiłam ją, ale czasem była zbyt porywcza i za bardzo trzymała się ustalonych zasad. Inni nauczyciele na pewno, by mnie tu nie wsadzili przez głupie spóźnienia. Usiadłam w ławce na końcu przy oknie. Wyjęłam swojego iPoda i włożyłam słuchawki w uszy.
-Johnson! Żadnej muzyki!-krzyknęła w moim kierunku tak głośno, że mogłam ją usłyszeć przy piosence, która leciała. -Proszę mi to dać.-Wstałam z miejsca i zaniosłam jej mój odtwarzacz. I co teraz? Nie dość, że mi się nudzi to minęło dopiero 5 minut. Wpatrywałam się w widok za oknem, gdy w pewnym momencie można było usłyszeć grupę chłopaków wchodzących do sali. Jak na złość musiał to być Niall i jego koledzy.
-No proszę. Kogo my tu mamy-podszedł do mnie opierając się o stół.-To moje miejsce-powiedział pełnym ironii głosem. Jakby myślał, że to mnie przestraszy. Pff..ja byłam posrana jak tak na mnie patrzył. Starałam się udawać, że mnie to nie rusza, ale on był przerażający. W końcu zdobyłam się na odwagę i odpowiedziałam:
-Nie wydaje mi się-uśmiechnęłam się sarkastycznie, patrząc mu głęboko w oczy. Chwycił mój podbródek i stanął tak blisko, że nasze twarze dzieliły milimetry.
-Słuchaj. Albo ustąpisz mi tego miejsca, albo będziemy musieli inaczej porozmawiać-Czy on mnie właśnie szantażował?
-Ha..co mi zrobisz? Pobijesz?-zakpiłam, a on zrobił się, aż czerwony z gniewu. Widać, że nikt mu się wcześniej nie postawił. To śmieszne, że taka cicha dziewczyna może tak bardzo górować nad takim chłopakiem jak on. Uderzył ręką o ławkę tak głośno, że aż podskoczyłam. Miałam wrażenie jakby zaraz miał zebrać siły i mi przyłożyć. Na szczęście uratowała mnie nauczycielka mówiąc, że odsiedziałam swoje i mogę już wyjść. Odebrałam od niej mojego iPoda i wyszłam z sali tak szybko jak tylko mogłam.

**
Weszłam po cichu do domu wiedząc, że drzwi były otwarte. Nikt tak wcześnie nie wracał do domu dlatego też byłam przestraszona, że ktoś się włamał. Usłyszałam dźwięki dobiegające z kuchni. Szłam po cichu w jej kierunku, wyjrzałam zza framugi drzwi i ujrzałam kobietę ubraną w fartuch.
-Mama!-krzyknęłam. Ta momentalnie odwróciła się w moją stronę i mocno przytuliła. Nie wiedziałam jej od tygodnia. Z tatą są tak zapracowani, że rzadko kiedy są w domu, a jeśli to tylko w nocy kiedy już śpie.

-Co tu robisz?-zapytałam nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Tak bardzo się cieszyłam, że w końcu ją widze i to o tak wczesnej porze.
-A no wiesz..nie miałam wiele pracy na dziś więc wyrwałam się wcześniej -uśmiechnęła się do mnie i położyła na stole dwie porcje spaghetti.
-Czy to jest to słynne spaghetti, które robiła mi mama jak miałam 5 lat?-zapytałam śmiejąc się
-Oh kochanie..tak Cię przepraszam, że nie miałam dla Ciebie czasu. Wiesz, że staram się jak mogę, by znaleźć dla Ciebie i Luke'a chwile. Pracuje w dużej korporacji i nie mam jak dysponować czasem-jej mina od razu posmutniała. Mocno się do niej przytuliłam, by nie zaprzątała sobie tym głowy. Przecież świetnie sobie radze. Razem z Luke'iem nawzajem sobie pomagamy i jesteśmy bardzo zgodni.
-Mamo. W porządku, dajemy sobie rade nie musisz się o nas martwić. Powinnaś zacząć martwić się o swoje zdrowie, bo jesteś strasznie zapracowana-uśmiechnęłam się do niej, a ta spokojnie usiadła do stołu, by zaraz zacząć zjadać przygotowany przez nią obiad.
-A jak w szkole? Wszystko dobrze?-totalnie mnie tym pytaniem zdołowała. Od razu powrócił mi obraz Niall'a sprzed godziny kiedy to bezczelnie próbował wygonić mnie z miejsca, które zajęłam. Naprawdę nie chciałam martwić mamy, przecież to nic takiego..
-Um..okej..znowu nawet myślałam nad dołączeniem do kółka teatralnego.
-Naprawdę? To świetnie, od zawsze uważałam, że powinnaś spróbować-uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam jej gest. Lubiłam patrzeć kiedy się uśmiecha, wiedziałam wtedy, że jest szczęśliwa, a rzadko kiedy widzę ją uśmiechniętą..w ogóle to rzadko kiedy ją widzę w domu, ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że jest tutaj, teraz ze mną jest i mogę chociaż te kilka godzin z nią pobyć zanim znów wróci do czasochłonnej pracy.

Rozdział 2 pojawił się dosyć szybko. Wiem, wiem nudaaa..
Ale musicie trochę poczekać, aż zacznie się dziać ;p
Komentujcie co uważacie o tym rozdziale i zapraszam w przyszłym tygodniu na część 3
(Ten tytuł jest idiotyczny hahhahahah przepraszam <3)

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 1: First Day

Jeśli czytasz daj komentarz :)

Obudził mnie donośny dźwięk wydobywający się z mojego telefonu. Liczyłam na to, że uda mi się zaspać i nie iść do szkoły, której tak bardzo nienawidziłam. Rodzice nawet, by nie połapali, że sie tam nie pojawiłam, a Luke'owi wcisnęło by się jakaś bajeczkę, że źle sie poczułam. Ale nie! Ktoś musiał mnie obudzić..
Wyszukałam telefonu na szafce nie otwierając nawet oczu i przeciągnęłam palcem po ekranie. -Hallo?-odezwałam się zaspanym głosem.
-Wstawaj! Lekcje sie zaczynają, a Ciebie wciąż nie ma!-usłyszałam krzyk mojego przyjaciela. To oczywiste, tylko on ściągał by mnie do szkoły.
-Już wstaje..przyjdę na druga lekcje..-odpowiedziałam gramoląc się z łóżka.
-No ja mam nadzieje! Nie wyobrazam sobie siedzenia cały dzień samemu-zachichotał. Uwielbiałam to jaki był. Miał w sobie tyle pozytywnej energii, że trudno było sie nie uśmiechać rozmawiając z nim. Cieszę się, że trafił mi sie taki przyjaciel. Czasami wydaje mi sie, że na niego nie zasługuje. Czesto bywam dla niego niemiła przez moje humorki, które ciężko jest mi opanować, a on wciąż jest przy mnie.

** 
Przeszłam przez duże szklane drzwi i skierowałam sie do mojej szafki na końcu korytarza. Przyszłam tak, że akurat za dwie minuty miał być dzwonek. Dojście na drugi koniec korytarza było trochę męczące jednak fakt, że miałam szafkę tuż obok Jessie'ego bardzo mnie cieszył. Zawsze chodziliśmy razem na przerwach więc to ułatwiało nam sprawę, nie musieliśmy biegać po całej szkole żeby sie znaleźć. Kiedy w moich uszach rozbrzmiał dzwonek szkolny momentalnie doznałam szoku. Wszyscy wybiegli z klas tak szybko jakby sie paliło. Może tak bylo zawsze, ale nie zauważałam tego, bo przychodziłam punktualnie na pierwsza lekcje albo wcale. W każdym razie kiedy zobaczyłam Jessie'ego idącego w moim kierunku mimowolnie się uśmiechnęłam. Podszedł blizej i złożył buziaka na moim policzku jak co dzień na przywitanie.
-Ładnie to tak zostawiać mnie samego na chemii?!-zapytał z udawaną pretensją w głosie.
-Przepraszam Jessie..nie chciało mi sie w ogóle wstać..-westchnęłam spoglądając na swoje buty.
-No. Co sie dzieje?
-A musi sie coś dziać żeby nie mieć ochoty iść do szkoły?-nie powiem, zdziwiło mnie jego pytanie.
-Nie, ale skoro zostawiasz swojego przyjaciela na pastwę losu z chemiczką to coś jest na rzeczy-zaśmiał się lekko, a ja mu zawtórowałam. Jessie polozyl reke na moim barku "obejmując" mnie a ja objełam go w talii. Zawsze tak chodziliśmy. Wyglądaliśmy wtedy troche jak para, ale każdy wiedział, że jesteśmy jak rodzeństwo. Szliśmy długim korytarzem prosto pod sale od Historii. Nie przepadałam za tym przedmiotem dlatego zawsze z Jessie'm zrywaliśmy się i spędzaliśmy te lekcje gdzieś na mieście
-Może zostaniemy na tej lekcji?-zapytałam niepewnie patrząc w ziemie
-Jesteś chora?-dotknął mojego czoła w geście sprawdzenia czy nie mam temperatury
-Po prostu nie chce się narażać nie było mnie już na pierwszej lekcji..-to dziwne, ze minęło dopiero pól roku, a ja nie byłam na ani jednej historii nie licząc lekcji organizacyjnej. Naprawdę razem z Jessie'm nienawidzilismy tej lekcji, a szczególnie kolesia, który jej uczył. Z pozoru sympatyczny,przystojny 25-latek, ale jeśli pozna sie go blizej jest już mniej czarujący.

** 
Cisza!-można było usłyszec donośny krzyk nauczyciela historii. Nagle w całej sali rozmowy ucichły, a ludzie zajęli swoje miejsca.
-Miło Cię widzieć Johnson.-spojrzał na mnie a mnie oblał rumieniec myślalam ze zapadnę sie pod ziemie. Co ja sobie myślałam, ze przyjdę tak po prostu na lekcje na której nie było mnie pawie nigdy i wszystko będzie dobrze? Nie. Ja wcale nie myślałam. To bylo logiczne, ze nie będę tu niezauważona. Na szczęście Pan Herneson nie miał ochoty męczyć sie ze mna i olał to, ze w ogóle tu przyszłam.

**
 -To jak. Widzimy sie dzisiaj?-zapytał Jessie kiedy wyciągaliśmy potrzebne nam książki z szafek.
-Jasne. Wpadnij po obiedzie, a potem coś wymyślimy -posłałam mu szczery uśmiech i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Jednak coś uniemożliwiło mi to zadanie pchając mnie prosto na szafki. No tak..nie coś tylko ktoś i wcale nie taki "ktoś" tylko Niall Horan. Popchnął mnie prosto na szafki i odszedł śmiejąc się ze swoimi koleszkami. Nienawidziłam typa z całego serca. Nie dosyć, że bezczelny to jeszcze zero szacunku i jak tu takiego lubić? Nie dziwie sie, że nikt po za jego kumplami go nie lubi. Jest po prostu pojebany, nie da sie tego inaczej określić. No bo co powiedzieć o takim co znęca sie nad dziewczyna? Zero dobrego słowa. Najchętniej to bym mu wygarnęła, ale kto wie jak to sie skończy. Jeszcze mnie pobije i co? Luke'owi przecież nie powiem co jest grane, bo mu nogi z dupy powyrywa, a potem mnie oberwie się jeszcze bardziej, a Jessie uznał, że nie ma co z takim gadać, bo to tylko strata czasu. Nie myli się. Rozmowa z kimś takim nic nie zmieni pół mózg nie zrozumie.. Ciekawe co jego rodzice na jego zachowanie. Napewno nie są dumni z takiego syna..do nich pewnie też nie ma szacunku i obraża cały czas, a oni biedni muszą to znosić, bo to ich syn, ale takiego sobie wychowali to takiego mają.


Cześć.
Pierwszy rozdział nie jest mistrzowski, ale obiecuje, że się poprawie :c
Komentujcie jak przeczytacie, zmotywuje mnie to do dalszej pracy.
Dopiero zaczynam więc jakaś mniejsza pomoc z waszej strony typu polecenie bloga znajomym będzie wielką pomocą dla mnie.
Rozdział 2 powinien pojawić się jakoś w przyszłym tygodniu albo nawet w weekend :)



niedziela, 23 marca 2014

Prolog

Nazywam się Nicole. Nicole Johnson. Wielu osobą wydaję się, że moje życie jest wspaniałe.
Duży dom, bogaci rodzice, znajomi, najfajniejszy chłopak z pierwszych klas. Ale z mojej perspektywy wszystko jest na odwrót. Moje życie to jedno wielkie gówno. Moi rodzice wiecznie pochłonięci pracą nigdy nie mieli dla mnie czasu. Zostałam wychowana głównie przez mojego starszego brata Luke'a. Nie dość, że chodzi na studia to jeszcze musi opiekować się młodsza siostrą. W sumie to z Luke'iem dogadujemy się świetnie pomimo 5 lat różnicy. Moi znajomi zadają się ze mną ze względu na ilość pieniędzy jaką posiadam, a mój chłopak? Pff..prawie wcale się nie spotykamy..Jakby tego było mało to jestem w szkole nękana przez Niall'a Horan'a. Przez niego straciłam jakiekolwiek chęci chodzenia do szkoły. Nikt nie wie, że Horan mi dokucza prócz mojego przyjaciela Jessie'go. Nawet mojemu bratu nic nie powiedziałam, bo wiedziałam, że od razu mu przyłoży. Nie biorąc pod uwagę mojego „chłopaka” to strasznie podoba mi się Dominic, chłopak z 3 klasy. Nie moja liga. Wysoki, umieśniony, ciemne brązowe włosy w stylu „dopiero wstałem z łóżka” kapitan drużyny football'owej. Niestety ma dziewczyne..jest nią Chelsey, totalny plastik, zdzira i kapitan drużyny cheerleaderek. Nigdy nie miałabym u niego szans tą laską. Na początku roku próbowałam dołączyć do cheerleaderek jednak skąpe stroje to nie mój świat. Często biegam przed szkołą albo wieczorami to jest taki mój „sport”. W ten sposób się odprężam przed całym dniem dręczenia przez Niall'a.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Prolog za nami. Myśle, że rodział pierwszy pojawi się jakoś na dniach w tym tygodniu. Ze względu na dosyć sporą ilość nauki rozdziały będą co jakiś tydzień, dwa. Zależy jak będę mieć pomysły. Mam nadzieje, że będziecie czytać i nie zrezygnujecie gdy nie będzie rozdziałów trochę dłużej.
Proszę również o komentarze, które zmotywują mnie do dalszego działania. :)

Bohaterowie :)

Cześć i czołem!
Przedstawiam wam oto mojego pierwszego bloga prowadzonego samodzielnie. Łatwo mi nie będzie, bo zazwyczaj pisałam z Wiki, ale postanowiłyśmy spróbować swoich sił osobno. Link do bloga Wiki znajdziecie niżej;

http://psychiclovezm.blogspot.com/
Mam nadzieje, że postaracie się docenić i wesprzeć mnie podczas pisania :)


Nicole Johnson. (ur.15 maja 1997r.)
Ze względu na pracę rodziców musieli przenieść się
z L.A do Londynu. Jej ulubionym zajęciem jest
przesiadywanie z najlepszym przyjacielem Jessie'm.
Jako sport wyznaje tylko bieganie. Bardzo lubi czytać, ale
nie należy do zamulaczy i nudziarzy.



Niall Horan. (ur. 13.09.1994r.)
Pochodzenia Irlandzkiego, przeprowadził się do Londynu
ze względu na swoją przeszłość i chęć rozpoczęcia wszystkiego
od nowa. Szkolna udręka Nicole.
Jego najlepsi przyjaciele to Josh, Mike i Dominic.
Lubi imprezowy styl życia.



Luke Johnson. (ur.16.03.1992r.)
Brat Nicole.


Jessie Kaur.(ur.17.05.1997r.)
Najlepszy przyjaciel Nicole. Nie mają przed sobą
żadnych tajemnic. Najwięcej czasu spędzają w swoim
towarzystwie. Bardzo lubiany przez rodziców Nicole, którzy
mają nadzieje, że kiedyś zostaną parą.
Postacie drugoplanowe:
Jay Houghton-Chłopak Nicole. Nigdy nie ma dla niej czasu, wykręca się nauką lub wcześniej umówionym spotkaniem. Nie ma określonego powodu po co są razem.
Julliet Terry-przyjaciółka Nicole. Nie spędzają ze sobą tyle czasu co Nicole z Jessie'm, ale bardzo się lubią i zawsze mogą na siebie liczyć w babskich sprawach.
Dominic Smosh-wielka miłość Nicole niestety nie odwzajemniona. Kapitan drużyny footballowej. Chłopak kapitana drużyny cheerleaderek.
Chelsey Binerr-kapitan drużyny cheerleaderek. Największy wróg Nicole (nie licząc Niall'a)

Mam nadzieje, że wszystko jest ok. Postacie są wymysłem mojej wyobraźni i nie mają żadnego odwzorowania w życiu rzeczywistym. Prosiłabym także o komentarze pod rozdziałami i notkami, które zmotywują do dalszego działania :)