Jeśli czytasz nie zaszkodzi Ci skomentować, to dla Ciebie sekunda, a dla nie duża motywacja do dalszej twórczości :) +Chcę wiedzieć ile was jest :)
Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Zbiegłam po schodach z zamiarem otworzenia, ale zanim to zrobiłam spojrzałam w lustro powieszone w korytarzu. Wyglądałam strasznie. Przetarłam pozostałe ślady tuszu i otworzyłam drzwi z szerokim uśmiechem. Moim oczom ukazał się wysoki, umięśniony brunet z pudełkiem lodów w ręku. Wpuściłam Jessie'ego do środka i skierowałam się w stronę kuchni podczas gdy brunet cały czas podążał za mną. Wyjęłam dwie łyżki z szuflady i otworzyłam pudełko, które podał mi chłopak.
-Coś się stało? Jakaś cicha jesteś-przerwał niezręczną ciszę.
-Um..nie..w porządku..-wymusiłam uśmiech, by nie musieć się tłumaczyć.
-Czemu tak wybiegłaś ze szkoły? Wołałem Cię..-musiałeś zapytać? Ygh. Mam powiedzieć prawde czy skłamać? Przecież Jessie wie o co chodzi z Niall'em, ale czy powinnam go tym zanudzać? Przecież sam zapytał tępa strzało-skarciłam się w myślach.
-Ah..Luke wychodził, a ja nie miałam kluczy..musiałam się trochę pospieszyć żeby nie stać do 20 przed domem-zaśmiałam się. Całkiem nieźle mi poszło. Jestem coraz lepsza w kłamaniu, ale czy to dobrze? Przecież Jessie jest moim najlepszym przyjacielem nie powinnam go tak okłamywać.
-Na pewno? Nie wyglądasz na przekonaną..-drążył temat. Czyżby wiedział co jest na rzeczy? Nie jest głupi, jasne, że wie!
-Może obejrzymy jakiś film?-zmieniłam temat idąc po schodach prosto do swojego pokoju podczas gdy Jessie wciąż posłusznie szedł za mną.
-Jasne, czemu nie.-odpowiedział siadając na łóżko.
Chwyciłam laptopa i podałam Jessie'emu. Chłopak odpalił go, a ja w tym czasie szukałam kabla, aby podłączyć komputer do telewizora.
-Co to? Profil Horan'a?!-Kurde..nie wyszłam z facebook'a ostatnim razem. Super. Teraz wie, że sprawdzałam jego profil.
-Um..tak..chciałam coś sprawdzić..-Idiotko! Co ty gadasz!-skarciłam się. Przecież pomyśli, że mi odbiło po co miałabym sprawdzać coś na jego profilu? Byłam tam tylko żeby sprawdzić..właśnie po co ja tam weszłam? Sama nie wiem co wtedy chciałam..może po prostu zdobyć o nim jakieś informacje?
-Nadal Ci dokucza prawda?-zapytał kiedy siadałam obok niego. Pokiwałam twierdząco głową spuszczając ją w dół.
-Ale to nic..-podniosłam się i zabrałam mu laptopa, by podłączyć go do TV.
-Nic?! Przecież on Cię gnębi!-wykrzyczał tak głośno, że mogła usłyszeć go cała ulica.
-Uspokój się. Poradzę sobie-uspokajałam go włączając nasz ulubiony serial „American Horror Story”.
-A jak nie to..to nie wiem co.-zaśmiałam się z jego braku słów. Wtuliliśmy się w siebie zaczynając zjadać lody. Serial należał do bardzo ciekawych, a jednak zaczęłam lekko przysypiać. Byłam zmęczona całym tym dniem, wszystkimi wydarzeniami, a najbardziej Horan'em. Nawet się nie obejrzałam kiedy zasnęłam na torsie Jessie'ego.
**
-Wstawaj śpiochu-usłyszałam głos mojego przyjaciela. Co on tu robi? Przecież dzisiaj szkoła.
-Co..co Ty tu robisz..?-zapytałam zdezorientowana.
-Zasnęłaś na mnie..było już dosyć późno, twój brat wrócił i zaproponował mi nocke. Wcześnie rano pojechałem po książki, a teraz wróciłem żeby zabrać Cię do szkoły-ukazał rząd swoich białych zębów w szerokim uśmiechu.
-Nie musiałeś po mnie przychodzić sama bym trafiła do szkoły-zaśmiałam się.
-Wstawaj i nie marudź. Masz 10 minut, bo się spóźnimy-powiedział i opuścił mój pokój. To śmieszne, że mój przyjaciel nocuje w moim domu, a potem jeszcze raz tu przychodzi żebym nie zaspała do szkoły. Czuje się przez to jak jakiś 5-latek. Czasami mam wrażenie, że on i mój brat traktują mnie jak małe dziecko, którego na chwile nie można zostawić samemu, bo coś sobie zrobi. Wzięłam w dłoń ubrania i weszłam do łazienki. Zdjęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Ciepła woda otuliła całe moje ciało dając mi chwile relaksu, lecz nie na długo. Usłyszałam pukanie do drzwi i krzyk Jessie'ego.
-Pospiesz się! Mamy 5 minut!-Nawet
chwili spokoju. Wyszłam spod prysznica wycierając całe swoje ciało
białym ręcznikiem, a następnie ubierając na siebie wcześniej
przygotowane ubranie. Weszłam do pokoju, chwyciłam torbe i zbiegłam
po schodach na dół.
-No nareszcie! Myślałem, że już nigdy nie zejdziesz-A ten tylko narzeka. To mój rekord czasowy, mógłby docenić, a nie tylko narzeka.
**
Wparowaliśmy do szkoły jak tornado. Na korytarzach było już pusto co oznaczało początek lekcji. Pobiegliśmy szybko na piętro do sali od angielskiego. Oboje przeprosiliśmy za spóźnienie i zajęliśmy miejsca na końcu sali.
-Johnson. Jest Pani znowu spóźniona. W tym tygodniu zdarzyło się to Pani 3 razy dlatego też jestem zobowiązana zamknąć Panią w kozie po lekcjach-głos nauczycielki totalnie wybił mnie z równowagi. Jeszcze tego brakowało. Dlaczego nie mogę przychodzić do szkoły punktualnie tylko ciągle się spóźniam? Ale jedna godzina w kozie to nie koniec świata i tak nie mam zajęcia na dzisiejsze popołudnie.
Po zakończeniu wszystkich dzisiejszych lekcji skierowałam się do piwnicy gdzie znajdowała się koza jak również sala prób teatralnych. Bardzo często zastanawiałam się nad dołączeniem do tego kółka, ale chyba kiepska ze mnie aktorka. Weszłam ostrożnie do kozy rozglądając się dookoła. Były tu tylko 4 osoby w sumie to widziałam ich pierwszy raz odkąd chodzę do tej szkoły co znaczy, że nie bywając tu za często.
-O! Johnson, miło Panią widzieć-uśmiechnęła się do mnie nauczycielka, która mnie tu usadziła. Lubiłam ją, ale czasem była zbyt porywcza i za bardzo trzymała się ustalonych zasad. Inni nauczyciele na pewno, by mnie tu nie wsadzili przez głupie spóźnienia. Usiadłam w ławce na końcu przy oknie. Wyjęłam swojego iPoda i włożyłam słuchawki w uszy.
-Johnson! Żadnej muzyki!-krzyknęła w moim kierunku tak głośno, że mogłam ją usłyszeć przy piosence, która leciała. -Proszę mi to dać.-Wstałam z miejsca i zaniosłam jej mój odtwarzacz. I co teraz? Nie dość, że mi się nudzi to minęło dopiero 5 minut. Wpatrywałam się w widok za oknem, gdy w pewnym momencie można było usłyszeć grupę chłopaków wchodzących do sali. Jak na złość musiał to być Niall i jego koledzy.
-No proszę. Kogo my tu mamy-podszedł do mnie opierając się o stół.-To moje miejsce-powiedział pełnym ironii głosem. Jakby myślał, że to mnie przestraszy. Pff..ja byłam posrana jak tak na mnie patrzył. Starałam się udawać, że mnie to nie rusza, ale on był przerażający. W końcu zdobyłam się na odwagę i odpowiedziałam:
-Nie wydaje mi się-uśmiechnęłam się sarkastycznie, patrząc mu głęboko w oczy. Chwycił mój podbródek i stanął tak blisko, że nasze twarze dzieliły milimetry.
-Słuchaj. Albo ustąpisz mi tego miejsca, albo będziemy musieli inaczej porozmawiać-Czy on mnie właśnie szantażował?
-Ha..co mi zrobisz? Pobijesz?-zakpiłam, a on zrobił się, aż czerwony z gniewu. Widać, że nikt mu się wcześniej nie postawił. To śmieszne, że taka cicha dziewczyna może tak bardzo górować nad takim chłopakiem jak on. Uderzył ręką o ławkę tak głośno, że aż podskoczyłam. Miałam wrażenie jakby zaraz miał zebrać siły i mi przyłożyć. Na szczęście uratowała mnie nauczycielka mówiąc, że odsiedziałam swoje i mogę już wyjść. Odebrałam od niej mojego iPoda i wyszłam z sali tak szybko jak tylko mogłam.
**
Weszłam po cichu do domu wiedząc, że drzwi były otwarte. Nikt tak wcześnie nie wracał do domu dlatego też byłam przestraszona, że ktoś się włamał. Usłyszałam dźwięki dobiegające z kuchni. Szłam po cichu w jej kierunku, wyjrzałam zza framugi drzwi i ujrzałam kobietę ubraną w fartuch.
-Mama!-krzyknęłam. Ta momentalnie odwróciła się w moją stronę i mocno przytuliła. Nie wiedziałam jej od tygodnia. Z tatą są tak zapracowani, że rzadko kiedy są w domu, a jeśli to tylko w nocy kiedy już śpie.
-No nareszcie! Myślałem, że już nigdy nie zejdziesz-A ten tylko narzeka. To mój rekord czasowy, mógłby docenić, a nie tylko narzeka.
**
Wparowaliśmy do szkoły jak tornado. Na korytarzach było już pusto co oznaczało początek lekcji. Pobiegliśmy szybko na piętro do sali od angielskiego. Oboje przeprosiliśmy za spóźnienie i zajęliśmy miejsca na końcu sali.
-Johnson. Jest Pani znowu spóźniona. W tym tygodniu zdarzyło się to Pani 3 razy dlatego też jestem zobowiązana zamknąć Panią w kozie po lekcjach-głos nauczycielki totalnie wybił mnie z równowagi. Jeszcze tego brakowało. Dlaczego nie mogę przychodzić do szkoły punktualnie tylko ciągle się spóźniam? Ale jedna godzina w kozie to nie koniec świata i tak nie mam zajęcia na dzisiejsze popołudnie.
Po zakończeniu wszystkich dzisiejszych lekcji skierowałam się do piwnicy gdzie znajdowała się koza jak również sala prób teatralnych. Bardzo często zastanawiałam się nad dołączeniem do tego kółka, ale chyba kiepska ze mnie aktorka. Weszłam ostrożnie do kozy rozglądając się dookoła. Były tu tylko 4 osoby w sumie to widziałam ich pierwszy raz odkąd chodzę do tej szkoły co znaczy, że nie bywając tu za często.
-O! Johnson, miło Panią widzieć-uśmiechnęła się do mnie nauczycielka, która mnie tu usadziła. Lubiłam ją, ale czasem była zbyt porywcza i za bardzo trzymała się ustalonych zasad. Inni nauczyciele na pewno, by mnie tu nie wsadzili przez głupie spóźnienia. Usiadłam w ławce na końcu przy oknie. Wyjęłam swojego iPoda i włożyłam słuchawki w uszy.
-Johnson! Żadnej muzyki!-krzyknęła w moim kierunku tak głośno, że mogłam ją usłyszeć przy piosence, która leciała. -Proszę mi to dać.-Wstałam z miejsca i zaniosłam jej mój odtwarzacz. I co teraz? Nie dość, że mi się nudzi to minęło dopiero 5 minut. Wpatrywałam się w widok za oknem, gdy w pewnym momencie można było usłyszeć grupę chłopaków wchodzących do sali. Jak na złość musiał to być Niall i jego koledzy.
-No proszę. Kogo my tu mamy-podszedł do mnie opierając się o stół.-To moje miejsce-powiedział pełnym ironii głosem. Jakby myślał, że to mnie przestraszy. Pff..ja byłam posrana jak tak na mnie patrzył. Starałam się udawać, że mnie to nie rusza, ale on był przerażający. W końcu zdobyłam się na odwagę i odpowiedziałam:
-Nie wydaje mi się-uśmiechnęłam się sarkastycznie, patrząc mu głęboko w oczy. Chwycił mój podbródek i stanął tak blisko, że nasze twarze dzieliły milimetry.
-Słuchaj. Albo ustąpisz mi tego miejsca, albo będziemy musieli inaczej porozmawiać-Czy on mnie właśnie szantażował?
-Ha..co mi zrobisz? Pobijesz?-zakpiłam, a on zrobił się, aż czerwony z gniewu. Widać, że nikt mu się wcześniej nie postawił. To śmieszne, że taka cicha dziewczyna może tak bardzo górować nad takim chłopakiem jak on. Uderzył ręką o ławkę tak głośno, że aż podskoczyłam. Miałam wrażenie jakby zaraz miał zebrać siły i mi przyłożyć. Na szczęście uratowała mnie nauczycielka mówiąc, że odsiedziałam swoje i mogę już wyjść. Odebrałam od niej mojego iPoda i wyszłam z sali tak szybko jak tylko mogłam.
**
Weszłam po cichu do domu wiedząc, że drzwi były otwarte. Nikt tak wcześnie nie wracał do domu dlatego też byłam przestraszona, że ktoś się włamał. Usłyszałam dźwięki dobiegające z kuchni. Szłam po cichu w jej kierunku, wyjrzałam zza framugi drzwi i ujrzałam kobietę ubraną w fartuch.
-Mama!-krzyknęłam. Ta momentalnie odwróciła się w moją stronę i mocno przytuliła. Nie wiedziałam jej od tygodnia. Z tatą są tak zapracowani, że rzadko kiedy są w domu, a jeśli to tylko w nocy kiedy już śpie.
-Co tu robisz?-zapytałam nie mogąc
powstrzymać uśmiechu. Tak bardzo się cieszyłam, że w końcu ją
widze i to o tak wczesnej porze.
-A no wiesz..nie miałam wiele pracy na dziś więc wyrwałam się wcześniej -uśmiechnęła się do mnie i położyła na stole dwie porcje spaghetti.
-Czy to jest to słynne spaghetti, które robiła mi mama jak miałam 5 lat?-zapytałam śmiejąc się
-Oh kochanie..tak Cię przepraszam, że nie miałam dla Ciebie czasu. Wiesz, że staram się jak mogę, by znaleźć dla Ciebie i Luke'a chwile. Pracuje w dużej korporacji i nie mam jak dysponować czasem-jej mina od razu posmutniała. Mocno się do niej przytuliłam, by nie zaprzątała sobie tym głowy. Przecież świetnie sobie radze. Razem z Luke'iem nawzajem sobie pomagamy i jesteśmy bardzo zgodni.
-Mamo. W porządku, dajemy sobie rade nie musisz się o nas martwić. Powinnaś zacząć martwić się o swoje zdrowie, bo jesteś strasznie zapracowana-uśmiechnęłam się do niej, a ta spokojnie usiadła do stołu, by zaraz zacząć zjadać przygotowany przez nią obiad.
-A jak w szkole? Wszystko dobrze?-totalnie mnie tym pytaniem zdołowała. Od razu powrócił mi obraz Niall'a sprzed godziny kiedy to bezczelnie próbował wygonić mnie z miejsca, które zajęłam. Naprawdę nie chciałam martwić mamy, przecież to nic takiego..
-Um..okej..znowu nawet myślałam nad dołączeniem do kółka teatralnego.
-Naprawdę? To świetnie, od zawsze uważałam, że powinnaś spróbować-uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam jej gest. Lubiłam patrzeć kiedy się uśmiecha, wiedziałam wtedy, że jest szczęśliwa, a rzadko kiedy widzę ją uśmiechniętą..w ogóle to rzadko kiedy ją widzę w domu, ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że jest tutaj, teraz ze mną jest i mogę chociaż te kilka godzin z nią pobyć zanim znów wróci do czasochłonnej pracy.
Rozdział 2 pojawił się dosyć szybko. Wiem, wiem nudaaa..
Ale musicie trochę poczekać, aż zacznie się dziać ;p
Komentujcie co uważacie o tym rozdziale i zapraszam w przyszłym tygodniu na część 3
(Ten tytuł jest idiotyczny hahhahahah przepraszam <3)
-A no wiesz..nie miałam wiele pracy na dziś więc wyrwałam się wcześniej -uśmiechnęła się do mnie i położyła na stole dwie porcje spaghetti.
-Czy to jest to słynne spaghetti, które robiła mi mama jak miałam 5 lat?-zapytałam śmiejąc się
-Oh kochanie..tak Cię przepraszam, że nie miałam dla Ciebie czasu. Wiesz, że staram się jak mogę, by znaleźć dla Ciebie i Luke'a chwile. Pracuje w dużej korporacji i nie mam jak dysponować czasem-jej mina od razu posmutniała. Mocno się do niej przytuliłam, by nie zaprzątała sobie tym głowy. Przecież świetnie sobie radze. Razem z Luke'iem nawzajem sobie pomagamy i jesteśmy bardzo zgodni.
-Mamo. W porządku, dajemy sobie rade nie musisz się o nas martwić. Powinnaś zacząć martwić się o swoje zdrowie, bo jesteś strasznie zapracowana-uśmiechnęłam się do niej, a ta spokojnie usiadła do stołu, by zaraz zacząć zjadać przygotowany przez nią obiad.
-A jak w szkole? Wszystko dobrze?-totalnie mnie tym pytaniem zdołowała. Od razu powrócił mi obraz Niall'a sprzed godziny kiedy to bezczelnie próbował wygonić mnie z miejsca, które zajęłam. Naprawdę nie chciałam martwić mamy, przecież to nic takiego..
-Um..okej..znowu nawet myślałam nad dołączeniem do kółka teatralnego.
-Naprawdę? To świetnie, od zawsze uważałam, że powinnaś spróbować-uśmiechnęła się do mnie szeroko, a ja odwzajemniłam jej gest. Lubiłam patrzeć kiedy się uśmiecha, wiedziałam wtedy, że jest szczęśliwa, a rzadko kiedy widzę ją uśmiechniętą..w ogóle to rzadko kiedy ją widzę w domu, ale to nieważne. Najważniejsze jest to, że jest tutaj, teraz ze mną jest i mogę chociaż te kilka godzin z nią pobyć zanim znów wróci do czasochłonnej pracy.
Rozdział 2 pojawił się dosyć szybko. Wiem, wiem nudaaa..
Ale musicie trochę poczekać, aż zacznie się dziać ;p
Komentujcie co uważacie o tym rozdziale i zapraszam w przyszłym tygodniu na część 3
(Ten tytuł jest idiotyczny hahhahahah przepraszam <3)



