WAKACYJNY ROZDZIAŁ POJAWIA SIĘ MNIEJ WIĘCEJ W POŁOWIE LIPCA Z CZEGO JESTEM ZADOWOLONA BIORĄC POD UWAGĘ JAK ZAWALONE MAM TE WAKACJE. NAWET NIE WIECIE JAK MAŁO CZASU ZNAJDUJE NA PISANIE CO Z JEDNEJ STRONY MNIE CIESZY, BO WYPOCZYWAM, ALE Z DRUGIEJ SMUCI, BO LUBIĘ TO DLA WAS PISAĆ ;C MAM NADZIEJE, ŻE WAM SIĘ SPODOBA:) ODDAWAJCIE GŁOSY W ANKIECIE, KTÓRĄ DLA WAS PRZYGOTOWAŁAM I JESZCZE RAZ MIŁYCH, CIEPŁYCH, UDANYCH WAKACJI :)
-------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziły mnie promienie słoneczne wbijające się do pokoju przez odsłonięte okna. Delikatnie uchyliłam jedno oko, jednak w wyniku podrażnienia go jasnym światłem zamknęłam je z powrotem. Przeciągnęłam się delikatnie zahaczając ręką o coś będące obok mnie. Zerwałam się do pozycji siedzącej i zobaczyłam Nialla mamroczącego coś pod nosem.
-Co z Tobą?! -wydarłam się, aby chłopak zaczął rozumieć co się dzieje.
-Hm..?-podparł się na ramieniu przecierając oczy ze zmęczenia.
-Co Ty tu jeszcze robisz?! No już, wynoś się!-krzyczałam.
-Nicole..to po prostu..
-Nie chce tego słuchać!-przerwałam mu. Wstałam z łóżka i już miałam podejść do drzwi gdy poczułam ogromny ból w kostce. Zapomniałam, że jestem teraz nie do końca sprawna. Momentalnie upadłam na podłogę i złapałam się za bolące miejsce. Niall podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
-W porządku?-zapytał pełen troski.
-Jest. Wspaniale.-odpowiedziałam mu dość szorstko i sarkastycznie. Miałam już po dziurki w nosie tej jego udawanej troski i całej szopki, którą odpierdalał. Nienawidzę jego obecności, bliskości, troski, głosu, wyglądu, wszystkiego. Po prostu go nienawidzę!
-Może czegoś potrzebujesz? Chętnie pomogę.-zaoferował.
-Potrzebuje świętego kurwa spokoju. Tam są drzwi, przejdziesz przez nie, wyjdziesz na ogród i wypierdalaj!
Chłopak bez słowa opuścił mój pokój, a ja dostałam to czego chciałam. Jednak zaczęło mi się robić głupio, że go tak potraktowałam, przecież nie był niczemu winien. Na pewno zasnął przez przypadek, a ja wyjebałam go jak psa. Chwyciłam kule stojące obok łóżka i postanowiłam zejść na dół i przygotować sobie śniadanie. Trochę mi zajęło zanim zgramoliłam się ze schodów, ale w końcu mi się to udało. Otworzyłam śnieżnobiałą lodówkę i zaczęłam wyciągać z niej składniki potrzebne mi do naleśników. Wszystko było pięknie dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Dokuśtykałam do drzwi i uchyliłam je delikatnie. Moim oczom ukazał się Ian. Rozchyliłam usta ze zdziwienia i przyglądałam się chłopakowi. Nie wierzyłam, że to on, bo przecież skąd mógł wiedzieć gdzie mieszkam. Myślałam, że wcześniej będzie próbował się ze mną skontaktować choćby telefonicznie, a on tak po prostu przyszedł pod moje drzwi.
-Co tak stoisz? Nie przywitasz się ze mną?-wyrwał mnie z zamyślenia mówiąc pewnym siebie tonem.
-Co Ty tu..Jak? Czemu?-zadawałam pytania.
-Może mnie wpuścisz to pogadamy?-zapytał podnosząc jedną brew i wskazując za mnie.
-Um..t-tak, chodź.-Otworzyłam szerzej drzwi, aby mógł wejść do środka i zaprowadziłam go do salonu.
Usiedliśmy na kanapie naprzeciw siebie, a ja wpatrywałam się bez opamiętania w jego piękne brązowe oczy. W świetle dziennym był o wiele przystojniejszy niż za kierownicą podczas wyścigu.
-Już?-zapytał znów wyrywając mnie z zamyślenia. Zaśmiał się lekko, a moja twarz przybrała kolor czerwieni.
-Przepraszam..j-ja..
-W porządku. -Przerwał mi i posłał ciepły uśmiech.
-Jak mnie tu znalazłeś?-zapytałam w końcu.
-Stwierdziłem, że skoro znasz Nialla to Harrego też więc postanowiłem go zapytać, no i jest.-uśmiechnął się szeroko.
-Oh..-wydusiłam z siebie tylko tyle.
-Nie odzywałaś się od czasu wyścigu więc musiałem zrobić to pierwszy.-Cały czas się do mnie uśmiechał i było w tym coś..magicznego? Jego uśmiech był taki idealny, że nie dało się nie uśmiechnąć patrząc na niego. Ale co ja gadam? Jeszcze niedawno to samo sądziłam o Niallu. Chociaż..chyba uśmiech Iana nie równa się z tym szczerym Nialla.
-Nie zapytałam czy chcesz coś do picia?-Czułam się teraz trochę głupio, bo jest to raczej rzecz podstawowa mówiąca o manierach uh...zawsze zapominam i potem myślą, że jestem niewychowana.
-Nie, nie trzeba.-po raz setny tego dnia się zaśmiał. Co on? Jakiś niewyżyty ciągle się śmieje.
-Co Cię tak właściwie tu sprowadza?-zapytałam.
-Chciałem zobaczyć moją piękną towarzyszkę z wyścigów-skomplementował, a mnie pokrył rumieniec.
-A tak naprawdę to również chciałem obejrzeć okolice i wpadłem po drodze.-powiedział rozglądając się po pomieszczeniu.
-Po co?-zadałam pytanie szybciej niż pomyślałam.
-Wprowadzam się kilka ulic stąd i chciałem sprawdzić czy to na pewno miejsce, w którym chciałbym mieszkać.-skrzywił się.
-To całkiem fajna okolica. Tylko nie zbyt spokojna dużo klubów w okolicy.
-Lepsze to niż blaszaki..-westchnął.
-Mieszkasz na kontenerach*?-otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.
-Ta..co się tak dziwisz?-zapytał gdy zauważył jak na niego patrzę.
-Bo..Ty jesteś..taki..wychowany i zadbany, a tam są..no sam wiesz..-nie chciałam go urazić tym co mówiłam, ale chyba nie do końca mi to wyszło.
-Jestem tam można powiedzieć..szanowany.-uniósł lekko kącik ust, ale widać było, że jego humor zniknął.
-Oh..-już więcej nie chciałam mówić, ale jednak..-Czyli jesteś jak Niall i jego "ziomki"-pokazałam znak cudzysłowowa w powietrzu mówiąc o znajomych Nialla.
-Coś z tym stylu, ale nie bije ludzi bez powodu i nie znęcam się nad słabszymi..-powiedział z rozczarowaniem w głosie.
-Mogę wiedzieć co się między wami stało?-Brawo Nicole! Gratuluje! Widać, że nie masz dzisiaj pohamowania co do zadawania głupich pytań. -powiedziałam do siebie w myślach.
-Wiesz co ja już będę leciał mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.-Wstaw i w mgnieniu oka wyszedł z mojego domu. Coś jest na rzeczy. Nie był by taki gdyby nic się nie stało, a jednak..
Teraz nagle powróciła do mnie sytuacja sprzed godziny jak to w piękny sposób wyrzuciłam Nialla z mojego domu. Byłam co do niego nie w porządku. Nie powinnam go tak traktować biorąc pod uwagę fakt, że rzeczywiście się mną przeją i chciał pomóc, a ja odrzuciłam te pomoc. A teraz zostałam sama. Może nie do końca. Chwyciłam telefon i napisałam sms'a do Iana z zapytaniem o adres Harrego. Po kilku sekundach przyszła odpowiedź z dokładnym adresem. Ubrałam się w miare szybko jak na osobe z chorą nogą i wyszłam powoli z domu. Harry mieszkał 15 minut drogi ode mnie, ale z moją nogą zajęło mi to prawie godzine. Strasznie bolało, ale nie mam mowy żebym odpuściła, muszę z nim porozmawiać. W końcu stanęłam przed drzwiami do jego mieszkania i zapukałam delikatnie. Nic. Zapukałam głośniej. Wciąż nic. Może to niegrzeczne z mojej strony, ale postanowiłam sprawdzić czy drzwi są otwarte. Naparłam delikatnie dłonią na klamkę, a drzwi przede mną ustąpiły. Weszłam po cichu do mieszkania i szłam powoli wzdłuż korytarza. Nagle usłyszałam rozmowę dochodzącą prawdopodobnie z salonu. Zatrzymałam się i postanowiłam trochę podsłuchać gdy usłyszałam głos Nialla.
-Stary, ja nie wiem co robić..
-O czym mówisz?
-Ona mnie doprowadza do szału!-krzyknął.
-Kto? Nicole?-zadał mu głupie pytanie Harry. Wiadomo, że chodziło o mnie.
-Tak! Kiedy chce być dla niej miły ona po prostu wyrzuca mnie z domu!
-Czekaj..co?! Wyrzuciła Cie?
-No kurwa mówię przecież! Zawiozłem ją do tego jebanego szpitala, potem do jej pierdolonego domu i myślałem, że wszystko między nami w porządku skoro była dla mnie miła. Jak poszła spać to leżałem obok niej i tak jakoś mi się zasnęło, a ta rano kurwa zrobiła wielką awanture nawet nie wiem o co!-krzyczał. Aż się wystraszyłam. W jego głosie można było usłyszeć złość, ogromną, narastającą złość.
-Daj spokój. Może miała gorszy dzień
-Ty jej jeszcze bronisz? No nie..Mam dość tego jebanego zakładu! Chuj z waszymi pieniędzmi, nie chce ich! Nie chce mieć z nią nic wspólnego!-Jakiego zakładu? Byłam tylko zakładem tak? Łzy napłynęły mi do oczu, a ja już nie mogłam tego słuchać. Zaczęłam zmierzać w strone wyjścia kiedy usłyszałam kolejne rozpoczęte zdanie.
-Widzisz..to miał być zakład..a ja..ja..-łamał mu się głos kiedy mówił.-Ja chyba..chyba się w niej zakochałem..-Na te słowa po prostu stanęło mi serce. Minęło dopiero kilka tygodni, on nie może być we mnie zakochany. Nie może. Wyszłam na zewnątrz cicho zamykając drzwi i skierowałam się z powrotem do domu. Jestem rozdarta. Przed chwilą dowiedziałam się, że byłam tylko zakładem, ale jednak się we mnie zakochał..a może kłamał? Co ja mam o tym wszystkim myśleć? To takie do dupy. Ale nie sądzę żeby kiedykolwiek łączyło nas coś więcej. Muszę dać sobie spokój z tym gównem. Jestem zbyt naiwna.
Nie ma nas. Nigdy nie będzie. To wszystko to jedna wielka ściema. Coś takiego nie istnieje. Jesteśmy z dwóch innych światów i nigdy nie znajdziemy się w jednej bajce.
poniedziałek, 14 lipca 2014
niedziela, 6 lipca 2014
Information
Myślę, że każdy z was już wie, iż odeszłam z "Diamond". Duża część z was zaczęła na mnie naskakiwać, obrażać i obwiniać o moje odejście. Twierdzicie, że przeze mnie Wika została sama i, że jest to dziecinne z mojej strony. Z naszej perspektywy jako przyjaciółek nie jest to takie proste jak wam się wydaję. Myślicie, że po prostu odeszłam z dnia na dzień, ale to nie tak jest. Otóż ja i Wika mamy różne charaktery i lubimy się jednak często nasze ego nie pozwala drugiej na więcej i powstaje armagedon. Kłótnie najdłużej trwają do 3 dni co jest bardzo męczące. Kłótnia nie jest sprawą prostą ponieważ trzeba drugiej osobie przedstawić swoje zdanie co jednak dość boli gdy wszystko co ktoś o Tobie myśli wylatuje tak nagle. Wtedy można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o sobie jak i o innych. Ale nie o to chodzi po prostu przez coś takiego i dodatkowe problemy osobiste nie da się pracować, a co dopiero wspólnie. Dziwię się, że ten blog jeszcze nie zniknął biorąc pod uwagę mój brak czasu. Jestem pewna, że Wika poradzi sobie świetnie sama już zresztą pokazała to przy dwóch nowych rozdziałach i trzecim, który jest w trakcie pisania. Nigdy nie zostawie jej samej dlatego mam hasło do jej konta i czytam co pisze zanim opublikuje, jednak widać, że mojej pomocy jej nie potrzeba bo rozdziały są świetne. Mam nadzieje, że nie gniewacie się na mnie i wciąż będziecie z nami i naszymi blogami :)
Miłego popołudnia:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)