poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 14: I like you

Niall's Pov
-Może ja pójde do Nicole skończyć ten projekt i dam sobie w końcu spokój..-powiedziałem do Harry'ego.
-Może nie jestem najlepszym doradcą, ale uciekanie od uczucia nie ma sensu.
-Nie mów mi co ma sens, a co nie dobra?!-wydarłem się. Nie mogę ciągle udawać grzecznego. Każdy wie, że nie jestem i nie będę. Chcę być sobą, a jak na razie zmieniam się w jakiegoś lalusia przez jedną głupią, nic nie wartą laske. Wyszedłem z mieszkania przyjaciela i skierowałem się w strone domu Nicole. Jak jej tam nie będzie to dostane kurwicy. Skończymy dzisiaj ten projekt i nie obchodzi mnie czy jej się chce czy też nie ma czasu. Skończymy to dzisiaj i nigdy więcej sie do siebie nie odezwiemy. Jedynie, że zachce mi się z niej pośmiać w szkole. Dotarłem pod dom dziewczyny i delikatnie zapukałem w drewniane drzwi.
-Tak?-otworzyła mi dość dojrzała brunetka na oko koło czterdziestki. Nie była tak bardzo podobna do Nicole więc pomyślałem, że nie może być jej mamą, ale gdyby spojrzałem kobiecie w oczy nie dało się nie zauważyć, że są dokładnie takie same jak Nicole. No może troszkę ciemniejsze, ale jest to chyba jedyna rzecz jaką mają wspólną z wyglądu.
-Dzień dobry.-przywitałem się.-Zastałem Nicole?-zapytał tak żeby nie wyszło, że jestem niewychowany. Chwila..przecież ja właśnie taki jestem..Zresztą..
-Um..tak myśle, że jest u siebie w pokoju..ale nie polecam teraz konfrontacji z nią..-była dość zmieszana i uważnie obserwowała moje zachowanie. Wpuściła mnie do środka, a ja od razu skierowałem się po schodach w góre. Zapukałem w drzwi, a następnie nie czekając na żadną odpowiedź wszedłem do środka.
-Czego?!-zapytała trzymając głowe ukrytą w poduszkach.
-Przyszedłem..
-Wyjdź!-przerwała mi. Już na wstępie zostaje wyproszony. Nawet nie zdążyłem powiedzieć nic niestosownego. Nie zdążyłem powiedzieć nic.
-Nicole..
-Powiedziałam, że masz wyjść! Masz coś jeszcze do dodania?!- wykrzyczała patrząc mi prosto w oczy.
-Płakałaś? -zapytałem. Miała całe czerwone i podpuchnięte oczy. Oczywiście, że płakała debilu-skarciłem się w myślach.
-Co Cię to interesuje..-burknęła.
-Coś się stało? Wiesz, że..
-Ty się jeszcze pytasz?!
-Kurwa...przychodze tu w celu pogodzenia się i dokończenia projektu, a Ty na wejściu masz jakiś problem!- Nie wytrzymałem. Musiałem dać upust emocjom. Wstała i przemieściła się by usiąść na krześle przy biurku i wpatrywać sie w przestrzeń za oknem. Nic nie powiedziała. Tylko patrzyła. Zaczęło mnie powoli wkurwiać jej zachowanie, ale może rzeczywiście coś się stało albo ma okres i wahania hormonów kurwa.
-Wiem..-szepnęła nie odrywając wzroku od okna.
-Co wiesz?-zapytałem.
-Wszytko..-znów szepnęła. Zaraz z nią kurwa zwariuje. Gdybym mógł to juz dawno bym jej przywalił.
-Kurwa Nicole!-krzyknąłem głośniej niż zamierzałem. Ciekawe co myśli sobie jej mama kiedy słyszy jak się tak wydzieram.
-To był zakład..-mówiła cicho między szlochami.
-Co? O czym Ty mówisz?
-Byłam u Harry'ego..słyszałam co mówiłeś..to był głupi zakład..-mówiła wciąż urywając.-Nie sądziłam, że tak bardzo liczą sie dla Ciebie pieniądze..
-To nie tak..-próbowałem wytłumaczyć.
-A jak?! Powiedz mi jak..-jej głos się łamał. Naprawdę ją zraniłem. Jak ja mogłem być taki głupi..
-Ja..to rzeczywiście był zakład, ale ja z niego zrezygnowałem..naprawdę..naprawdę Cię polubiłem..-powiedziałem to co myśle. Nie będę okłamywał ani jej ani siebie. W sumie to może trochę ją okłamuje, ale jest dobrze dopóki tego nie wie. Wstała i mocno się we mnie wtuliła.

Nicole's pov
Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Tak po prostu mu uwierzyłam i zaczęłam się do niego kleić. Nie potrafie zrozumieć co się ze mną dzieje. Płakałam jakąś godzine żeby usłyszeć od niego, że naprawdę mnie lubi? Boże jaka ja głupia..Wystarczyła chwila żebym znów była mu posłuszna. Nienawidzę go. Z całego serca go nienawidzę, ale nie potrafie go puścić. Kurwa. W końcu zaczęło robić się trochę niezręcznie biorąc pod uwage, że moja mama może właśnie stać pod drzwiami i zastanawiać się co robimy, że jest tak cicho..
Oderwałam się od chłopaka i powróciłam na swoje miejsce przy biurku.
-Będzie okej?-zapytał.
-Tak, przecież nic takiego się nie stało-Nie stało kurwa! Wcale! Moje serce eksplodowało na małe kawałeczki, a Ty jeszcze chcesz żeby było okej?! Argh...Nie potrafie być na kogoś zła nawet kiedy zrobił coś takiego. Mogłam się od początku domyślić, że nie był taki miły z własnej woli. To był przymus, bo chciał mieć hajs. No bo kto nie pogardzi dodatkową kasą na jakąś imprezę.
-Chodź zejdziemy na dół. Moja mama pewnie jest strasznie ciekawa całej tej sytuacji.-uśmiechnęłam się delikatnie.
-Nicole.-złapał mnie za nadgarstek i obrócił w swoją stronę.-Nie mów jej o zakładzie, nie chce żeby pomyślała, że jestem okropnym kutasem.
-Ale jesteś.-wyszczerzyłam się.
-Nie nadwyrężaj mojej dobroci.-pogroziłem poważniejąc, ale chwile potem oboje się roześmialiśmy. Zeszliśmy po schodach wchodząc do kuchni, w której siedziała mama dziewczyny.
-Oh..miło, że przyszliście za chwilke będzie kolacja.-powiedziała mama uśmiechając się. -Nie mówiłaś, że masz takiego przystojnego chłopaka.-skierowała te słowa do mnie.
-To nie mój chłopak..-oblał mnie rumieniec i z zażenowaniem spojrzałam na swoje stopy. Widziałam jak Niall uśmiecha się pod nosem co jeszcze bardziej mnie peszyło.
-Jestem Niall, przyjaciel Nicole. Miło w końcu Panią poznać.-podał ręke mojej mamie.
-Oh..tylko nie Pani. Jestem Amy.-uśmiechnęła się podając ręke Niallowi. Nie powiem mógł być bardziej wyrafinowany i ucałować jej dłoń, ale czego ja się po nim spodziewam. Gdyby tak się stało musiałby nastąpić koniec świata.
-Siadajcie, już podaje.-powiedziała, a my skierowaliśmy sie do stołu w jadalni.
-Przyjaciel?-zapytałam kiedy byliśmy już na osobności.
-Oh przestań psuć mi humor.-sprzedał mi kuksańca w ramie śmiejąc się przy tym dźwięcznie. Mama powoli zbliżała się do stołu z daniem i wielkim uśmiechem na ustach. Nałożyła nam lasagne na talerze i zaczęliśmy jeść w ciszy.
-To jest przepyszne!-wykrzyknął Niall z pełnymi ustami.
-Dziękuję.-uśmiechnęła się pewna siebie. Hah. Jakby inaczej. Niestety tej cechy nie odziedziczyłam po niej.
-Dlaczego nie mówiłaś, że Twoja mama tak świetnie gotuje. Przychodziłbym częściej.-zażartował. Mam nadzieje, że żartował. A jeśli nie? O Boże o czym ja myśle.
-Nie często się to zdarza..-wymamrotałam, ale za chwile znów przybrałam szeroki uśmiech żeby nie odpowiadać na więcej pytań. Nie lubię rozmawiać o takich rzeczach. Tęsknie za mamą i chce się nią nacieszyć póki mogę, a nie zamartwiać, że za chwile znów wyjdzie i zobaczymy się przelotnie za tydzień.
-No Niall, to jak się poznaliście?-zapytała moja rodzicielka.
-Mamo..-jęknęłam co spotkało się ze śmiechem chłopaka.
-Zazwyczaj to ojcowie prowadzą przesłuchania, ale dobrze.-Gdy wypowiedział słowo 'ojciec' mama od razu posmutniała. Coś musiało się wydarzyć, ale nie chce drążyć tematu przy Niallu.
-Um..chodzimy do jednej szkoły, dostaliśmy wspólny projekt na angielski.
-Ale nie chodzicie do jednej klasy więc jak to możliwe?-dociekała moja mama.
-Mm..tak połączyli starsze klasy z młodszymi żebyśmy mogli pokazać, że z kimś z nie swoje rocznika też można dużo zdziałać.-stwierdził. No takiej wypowiedzi się nie spodziewałam Panie Horan. Może jest to suchy powód, ale lepszego po nim spodziewać się nie mogłam. W większości wygląda to tak, że młodszy odwala cały projekt, a reszta zbiera pochwały.

Po zjedzonej kolacji poinformowałam mame, że posprzątam gdyż bardzo się jej spieszyło do dalszej pracy. Musiała dokończyć jakiś ważny projekt w swoim biurze i mamy jej "absolutniewżadnymwypadkunieprzeszkadzać". 
-Pomożesz mi czy będziesz tak stał?-zapytałam chłopaka opierającego się o framugę drzwi.
-Oh..tak, jasne..-ocknął się ze swojego transu. Ciekawe o czym on tak myślał, że nie zauważał co się dzieje wokół niego. Gdy skończyliśmy sprzątać przenieśliśmy się do mojego pokoju w celu skończenia pracy na zajęcia anglojęzyczne.
-Chciałam Ci powiedzieć, że prawie go skończyłam trzeba dokleić tylko kilka obrazków dla lepszego efektu.-stwierdziłam, kiedy wyciągałam pracę zza szafy.
-Naprawdę? Myślałem, że będzie to wymagało więcej pracy niż 3 spotkania.-powiedział. Przecież to zwykły plakat, a nie plan miasta, oj no błagam..
-Masz. Przyklej to, a ja zaraz wróce.-Rzuciłam mu potrzebne materiały i opuściłam pokój. Mimo wołań z jego strony dokąd się wybieram postanowiłam zignorować to i iść przed siebie do gabinetu mojej mamy. Zapukałam delikatnie w drewnianą powłokę i weszłam do środka.
-Oh..kochanie, nie wiedziałam, że przyjdziesz..-powiedziała mama wycierając łzy z policzków.
-Coś..coś się stało?-zapytałam przyciszonym głosem.
-Oczywiście, że nie. Po prostu mam tyle pracy, a jednocześnie chce spędzić z wami czas..-nie dałam jej dokończyć piorunując ją wzrokiem.-Oh..no dobrze..
-Twój tata i ja bierzemy rozwód. Nie możemy tego dalej ciągnąć.-stwierdziła wpatrując się intensywnie w moje oczy.
-Ale..co..? Ja..niee..-jąkałam się. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów by wyrazić co myśle. Wybiegłam z gabinetu rodzicielki ze łzami spływającymi po policzkach. Wbiegłam do pokoju i jedyne co zobaczyłam to skończy plakat i karteczka na łóżku.
"Musiałem już iść Dominic mnie potrzebował. Nie chciałem przeszkadzać. Mam nadzieje, że projekt wygląda dobrze i dostaniemy pozytywne oceny. Do jutra.                    
Niall;*"
No super. Wyszedł kiedy najbardziej go potrzebuje. Niech Cię Horan. Położyłam głowe w poduszkach i zaczęłam płakać jeszcze bardziej o ile było to możliwe. Dlaczego wszystko dzieje się tak nagle? Najpierw ten cały zakład, zniknięcie Jessiego, teraz rozwód rodziców, co jeszcze? Może nie wyglądam, ale wewnątrz jestem bardzo krucha. Te wszystkie wydarzenia przyczyniają się do rozłamu na kawałki. To wszystko niszczy mnie wewnętrznie. Powoduje brak jakichkolwiek uczuć i emocji wobec innych ludzi. To mnie zabija. Ludzie mnie zabijają. To oni będą winni mojej śmierci. A może ja ją spowoduje?

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 13: Two Worlds

WAKACYJNY ROZDZIAŁ POJAWIA SIĘ MNIEJ WIĘCEJ W POŁOWIE LIPCA Z CZEGO JESTEM ZADOWOLONA BIORĄC POD UWAGĘ JAK ZAWALONE MAM TE WAKACJE. NAWET NIE WIECIE JAK MAŁO CZASU ZNAJDUJE NA PISANIE CO Z JEDNEJ STRONY MNIE CIESZY, BO WYPOCZYWAM, ALE Z DRUGIEJ SMUCI, BO LUBIĘ TO DLA WAS PISAĆ ;C MAM NADZIEJE, ŻE WAM SIĘ SPODOBA:) ODDAWAJCIE GŁOSY W ANKIECIE, KTÓRĄ DLA WAS PRZYGOTOWAŁAM I JESZCZE RAZ MIŁYCH, CIEPŁYCH, UDANYCH WAKACJI :)
-------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziły mnie promienie słoneczne wbijające się do pokoju przez odsłonięte okna. Delikatnie uchyliłam jedno oko, jednak w wyniku podrażnienia go jasnym światłem zamknęłam je z powrotem. Przeciągnęłam się delikatnie zahaczając ręką o coś będące obok mnie. Zerwałam się do pozycji siedzącej i zobaczyłam Nialla mamroczącego coś pod nosem.
-Co z Tobą?! -wydarłam się, aby chłopak zaczął rozumieć co się dzieje.
-Hm..?-podparł się na ramieniu przecierając oczy ze zmęczenia.
-Co Ty tu jeszcze robisz?! No już, wynoś się!-krzyczałam.
-Nicole..to po prostu..
-Nie chce tego słuchać!-przerwałam mu. Wstałam z łóżka i już miałam podejść do drzwi gdy poczułam ogromny ból w kostce. Zapomniałam, że jestem teraz nie do końca sprawna. Momentalnie upadłam na podłogę i złapałam się za bolące miejsce. Niall podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
-W porządku?-zapytał pełen troski.
-Jest. Wspaniale.-odpowiedziałam mu dość szorstko i sarkastycznie. Miałam już po dziurki w nosie tej jego udawanej troski i całej szopki, którą odpierdalał. Nienawidzę jego obecności, bliskości, troski, głosu, wyglądu, wszystkiego. Po prostu go nienawidzę!
-Może czegoś potrzebujesz? Chętnie pomogę.-zaoferował.
-Potrzebuje świętego kurwa spokoju. Tam są drzwi, przejdziesz przez nie, wyjdziesz na ogród i wypierdalaj!
Chłopak bez słowa opuścił mój pokój, a ja dostałam to czego chciałam. Jednak zaczęło mi się robić głupio, że go tak potraktowałam, przecież nie był niczemu winien. Na pewno zasnął przez przypadek, a ja wyjebałam go jak psa. Chwyciłam kule stojące obok łóżka i postanowiłam zejść na dół i przygotować sobie śniadanie. Trochę mi zajęło zanim zgramoliłam się ze schodów, ale w końcu mi się to udało. Otworzyłam śnieżnobiałą lodówkę i zaczęłam wyciągać z niej składniki potrzebne mi do naleśników. Wszystko było pięknie dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Dokuśtykałam do drzwi i uchyliłam je delikatnie. Moim oczom ukazał się Ian. Rozchyliłam usta ze zdziwienia i przyglądałam się chłopakowi. Nie wierzyłam, że to on, bo przecież skąd mógł wiedzieć gdzie mieszkam. Myślałam, że wcześniej będzie próbował się ze mną skontaktować choćby telefonicznie, a on tak po prostu przyszedł pod moje drzwi.
-Co tak stoisz? Nie przywitasz się ze mną?-wyrwał mnie z zamyślenia mówiąc pewnym siebie tonem.
-Co Ty tu..Jak? Czemu?-zadawałam pytania.
-Może mnie wpuścisz to pogadamy?-zapytał podnosząc jedną brew i wskazując za mnie.
-Um..t-tak, chodź.-Otworzyłam szerzej drzwi, aby mógł wejść do środka i zaprowadziłam go do salonu.
Usiedliśmy na kanapie naprzeciw siebie, a ja wpatrywałam się bez opamiętania w jego piękne brązowe oczy. W świetle dziennym był o wiele przystojniejszy niż za kierownicą podczas wyścigu.
-Już?-zapytał znów wyrywając mnie z zamyślenia. Zaśmiał się lekko, a moja twarz przybrała kolor czerwieni.
-Przepraszam..j-ja..
-W porządku. -Przerwał mi i posłał ciepły uśmiech.
-Jak mnie tu znalazłeś?-zapytałam w końcu.
-Stwierdziłem, że skoro znasz Nialla to Harrego też więc postanowiłem go zapytać, no i jest.-uśmiechnął się szeroko.
-Oh..-wydusiłam z siebie tylko tyle.
-Nie odzywałaś się od czasu wyścigu więc musiałem zrobić to pierwszy.-Cały czas się do mnie uśmiechał i było w tym coś..magicznego? Jego uśmiech był taki idealny, że nie dało się nie uśmiechnąć patrząc na niego. Ale co ja gadam? Jeszcze niedawno to samo sądziłam o Niallu. Chociaż..chyba uśmiech Iana nie równa się z tym szczerym Nialla.
-Nie zapytałam czy chcesz coś do picia?-Czułam się teraz trochę głupio, bo jest to raczej rzecz podstawowa mówiąca o manierach uh...zawsze zapominam i potem myślą, że jestem niewychowana.
-Nie, nie trzeba.-po raz setny tego dnia się zaśmiał. Co on? Jakiś niewyżyty ciągle się śmieje.
-Co Cię tak właściwie tu sprowadza?-zapytałam.
-Chciałem zobaczyć moją piękną towarzyszkę z wyścigów-skomplementował, a mnie pokrył rumieniec.
-A tak naprawdę to również chciałem obejrzeć okolice i wpadłem po drodze.-powiedział rozglądając się po pomieszczeniu.
-Po co?-zadałam pytanie szybciej niż pomyślałam.
-Wprowadzam się kilka ulic stąd i chciałem sprawdzić czy to na pewno miejsce, w którym chciałbym mieszkać.-skrzywił się.
-To całkiem fajna okolica. Tylko nie zbyt spokojna dużo klubów w okolicy.
-Lepsze to niż blaszaki..-westchnął.
-Mieszkasz na kontenerach*?-otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.
-Ta..co się tak dziwisz?-zapytał gdy zauważył jak na niego patrzę.
-Bo..Ty jesteś..taki..wychowany i zadbany, a tam są..no sam wiesz..-nie chciałam go urazić tym co mówiłam, ale chyba nie do końca mi to wyszło.
-Jestem tam można powiedzieć..szanowany.-uniósł lekko kącik ust, ale widać było, że jego humor zniknął.
-Oh..-już więcej nie chciałam mówić, ale jednak..-Czyli jesteś jak Niall i jego "ziomki"-pokazałam znak cudzysłowowa w powietrzu mówiąc o znajomych Nialla.
-Coś z tym stylu, ale nie bije ludzi bez powodu i nie znęcam się nad słabszymi..-powiedział z rozczarowaniem w głosie.
-Mogę wiedzieć co się między wami stało?-Brawo Nicole! Gratuluje! Widać, że nie masz dzisiaj pohamowania co do zadawania głupich pytań. -powiedziałam do siebie w myślach.
-Wiesz co ja już będę leciał mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.-Wstaw i w mgnieniu oka wyszedł z mojego domu. Coś jest na rzeczy. Nie był by taki gdyby nic się nie stało, a jednak..
Teraz nagle powróciła do mnie sytuacja sprzed godziny jak to w piękny sposób wyrzuciłam Nialla z mojego domu. Byłam co do niego nie w porządku. Nie powinnam go tak traktować biorąc pod uwagę fakt, że rzeczywiście się mną przeją i chciał pomóc, a ja odrzuciłam te pomoc. A teraz zostałam sama. Może nie do końca. Chwyciłam telefon i napisałam sms'a do Iana z zapytaniem o adres Harrego. Po kilku sekundach przyszła odpowiedź z dokładnym adresem. Ubrałam się w miare szybko jak na osobe z chorą nogą i wyszłam powoli z domu. Harry mieszkał 15 minut drogi ode mnie, ale z moją nogą zajęło mi to prawie godzine. Strasznie bolało, ale nie mam mowy żebym odpuściła, muszę z nim porozmawiać. W końcu stanęłam przed drzwiami do jego mieszkania i zapukałam delikatnie. Nic. Zapukałam głośniej. Wciąż nic. Może to niegrzeczne z mojej strony, ale postanowiłam sprawdzić czy drzwi są otwarte. Naparłam delikatnie dłonią na klamkę, a drzwi przede mną ustąpiły. Weszłam po cichu do mieszkania i szłam powoli wzdłuż korytarza. Nagle usłyszałam rozmowę dochodzącą prawdopodobnie z salonu. Zatrzymałam się i postanowiłam trochę podsłuchać gdy usłyszałam głos Nialla.
-Stary, ja nie wiem co robić..
-O czym mówisz?
-Ona mnie doprowadza do szału!-krzyknął.
-Kto? Nicole?-zadał mu głupie pytanie Harry. Wiadomo, że chodziło o mnie.
-Tak! Kiedy chce być dla niej miły ona po prostu wyrzuca mnie z domu!
-Czekaj..co?! Wyrzuciła Cie?
-No kurwa mówię przecież! Zawiozłem ją do tego jebanego szpitala, potem do jej pierdolonego domu i myślałem, że wszystko między nami w porządku skoro była dla mnie miła. Jak poszła spać to leżałem obok niej i tak jakoś mi się zasnęło, a ta rano kurwa zrobiła wielką awanture nawet nie wiem o co!-krzyczał. Aż się wystraszyłam. W jego głosie można było usłyszeć złość, ogromną, narastającą złość.
-Daj spokój. Może miała gorszy dzień
-Ty jej jeszcze bronisz? No nie..Mam dość tego jebanego zakładu! Chuj z waszymi pieniędzmi, nie chce ich! Nie chce mieć z nią nic wspólnego!-Jakiego zakładu? Byłam tylko zakładem tak? Łzy napłynęły mi do oczu, a ja już nie mogłam tego słuchać. Zaczęłam zmierzać w strone wyjścia kiedy usłyszałam kolejne rozpoczęte zdanie.
-Widzisz..to miał być zakład..a ja..ja..-łamał mu się głos kiedy mówił.-Ja chyba..chyba się w niej zakochałem..-Na te słowa po prostu stanęło mi serce. Minęło dopiero kilka tygodni, on nie może być we mnie zakochany. Nie może. Wyszłam na zewnątrz cicho zamykając drzwi i skierowałam się z powrotem do domu. Jestem rozdarta. Przed chwilą dowiedziałam się, że byłam tylko zakładem, ale jednak się we mnie zakochał..a może kłamał? Co ja mam o tym wszystkim myśleć? To takie do dupy. Ale nie sądzę żeby kiedykolwiek łączyło nas coś więcej. Muszę dać sobie spokój z tym gównem. Jestem zbyt naiwna.
Nie ma nas. Nigdy nie będzie. To wszystko to jedna wielka ściema. Coś takiego nie istnieje. Jesteśmy z dwóch innych światów i nigdy nie znajdziemy się w jednej bajce.

niedziela, 6 lipca 2014

Information

Myślę, że każdy z was już wie, iż odeszłam z "Diamond". Duża część z was zaczęła na mnie naskakiwać, obrażać i obwiniać o moje odejście. Twierdzicie, że przeze mnie Wika została sama i, że jest to dziecinne z mojej strony. Z naszej perspektywy jako przyjaciółek nie jest to takie proste jak wam się wydaję. Myślicie, że po prostu odeszłam z dnia na dzień, ale to nie tak jest. Otóż ja i Wika mamy różne charaktery i lubimy się jednak często nasze ego nie pozwala drugiej na więcej i powstaje armagedon. Kłótnie najdłużej trwają do 3 dni co jest bardzo męczące. Kłótnia nie jest sprawą prostą ponieważ trzeba drugiej osobie przedstawić swoje zdanie co jednak dość boli gdy wszystko co ktoś o Tobie myśli wylatuje tak nagle. Wtedy można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o sobie jak i o innych. Ale nie o to chodzi po prostu przez coś takiego i dodatkowe problemy osobiste nie da się pracować, a co dopiero wspólnie. Dziwię się, że ten blog jeszcze nie zniknął biorąc pod uwagę mój brak czasu. Jestem pewna, że Wika poradzi sobie świetnie sama już zresztą pokazała to przy dwóch nowych rozdziałach i trzecim, który jest w trakcie pisania. Nigdy nie zostawie jej samej dlatego mam hasło do jej konta i czytam co pisze zanim opublikuje, jednak widać, że mojej pomocy jej nie potrzeba bo rozdziały są świetne. Mam nadzieje, że nie gniewacie się na mnie i wciąż będziecie z nami i naszymi blogami :)
Miłego popołudnia:)

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 12: Leave me alone

-Dam sobie radę, możesz już iść.-powiedziałam usiłując spławić Nialla.
-Mam Cię zostawić samą? W takim stanie?
-O wreszcie zrozumiałeś.-odparłam ironicznie.
-Możesz mi powiedzieć czemu taka jesteś?!-zapytał wyraźnie zdenerwowany moim zachowaniem.
-Jaka? Zrozum w końcu, że nie chce Twojej pomocy! -wykrzyczałam mu prosto w twarz. Odwróciłam się plecami do chłopaka i zaczęłam kuśtykać do przystanku autobusowego, który był w zasięgu mojego wzroku.
-Pozwól mi chociaż odwieźć się do domu.-Nie dawał za wygraną. Pewnie mu się żal zrobiło, że się tak męczę.
-Dobra, ale zaraz potem dasz mi spokój.-powiedziałam usiłując wymusić spokojny ton. Chłopak chwycił mnie pod ramie i ruszyliśmy powoli w stronę auta. Najpierw w ciszy pomógł mi wsiąść, a następnie sam zajął miejsce kierowcy. Jechaliśmy w ciszy, aż do momentu gdy przed nami pojawił się wielki korek.
-No super, jeszcze tego brakowało. -przerwałam ciszę między nami, następnie ziewając. Byłam tym wszystkim już zmęczona. Najpierw jakiś badziewny wyścig, ucieczka i ten dziadek w lesie. Czuję się jak w piątek trzynastego. Całe nie szczęście świata spadło na mnie. Gdyby tego było mało to jeszcze musiałam się wywalić i teraz skazana jestem na obecność Nialla.
-Może się zdrzemniesz? Trochę potrwa zanim wydostaniemy się z tego korka, a Twój dom jest niezły kawałek stąd.-Faktycznie byliśmy na drugim końcu miasta, ale to tylko dzięki temu idiocie, który nie umiał uciekać przed policją. Korek od 15 minut ani drgnął, a mi oczy kleiły się coraz bardziej.
-Obudź mnie gdyby coś się działo.-powiedziałam i odwróciłam się tyłem do niego. Nagle poczułam na sobie jego ramię i gwałtownie sie odwróciłam.
-Spokojnie.-powiedział jednak nie cofnął ręki. Spuścił ją za mój fotel i obniżył oparcie tak abym mogła się swobodnie położyć. -Dobrze czy jeszcze obniżyć?-zapytał, a w jego głosie można było wyczuć nutkę czułości i troski.
-W porządku, dzięki..-poczułam się lekko zakłopotana. Chwile temu strasznie na niego naskoczyłam, a teraz on jest taki miły. Jestem taka podła.
-Słodkich snów-rzucił gdy zobaczył, że zamykam oczy.
-Niall..-szepnęłam.
-Tak?
-Przepraszam, że taka byłam..
-Nic się nie stało. Jest okej.-opowiedział z uśmiechem. -A teraz śpij. -Dodał i pogładził mnie ręką po włosach. Znowu zamknęłam oczy, a po chwili zmorzył mnie sen.

Niall

Niedługo po tym jak Nicole zasnęła korek zaczął się przesuwać. Co prawda nie była to zawrotna prędkość, ale zawsze coś. Z korka wyjechaliśmy po 30 minutach. Ulica była nieprzejezdna przez jakiś wypadek drogowy, który był dość poważny patrząc po tym co zostało na miejscu. Reszta drogi zajęła nam drugie tyle. Po godzinie nareszcie byliśmy pod jej domem. Wjechałem na podjazd i wysiadłem, aby sprawdzić czy drzwi od domu są otwarte. Gdy nacisnąłem klamkę napotkałem opór. No tak czego ja się spodziewałem. Nie wiedziałem co robić, bo nie chciałem budzić dziewczyny. Usiadłem a stopniu, by zastanowić się co robić i wtedy uświadomiłem sobie, że Nicole na ze sobą torebkę, a w niej musi mieć klucze. Podszedłem do auta i delikatnie zabrałem torebke. Była ona małych rozmiarów, ale w środku panował chaos i nie wiedziałem gdzie co jest. Nie wiem jak ona może cokolwiek w niej znaleźć. Wysypałem wszystko na siedzenie i ujrzałem klucz. Chwyciłem go do ręki, a następnie schowałem wszystko z powrotem. Otworzyłem drzwi, schowałem klucz do tylnej kieszeni spodni i wróciłem po dziewczyne. Delikatnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju na górze. Położyłem ją na łóżku, a sam zbiegłem do samochodu po torebkę. Powiesiłem ją na wieszaku w korytarzu, a następnie wróciłem do pokoju Nicole. Położyłem się obok niej i również odpłynąłem do krainy Morfeusza.


Rozdział wyszedł dość krótki ponieważ nie ma czasu pisać gdyż przygotowuje się do wyjazdu, który jest już w sobotę więc panuje u mnie małe zamieszanie. Ponownie napisała za mnie Zuza ja tylko rozwinęłam i wstawiłam poprawki więc piękne dzięki <3 Sama również mam kilka spraw prywatnych do rozwiązania jak każdy muszę się z tym uporać. Następny pojawi się dopiero w lipcu. Wiem, że każdy ma jakieś swoje zajęcia w wakacje i nie bardzo macie czas odwiedzać blogi więc w lipcu pojawi się tylko jeden. Nie gniewajcie się, ale chciałabym sobie też zrobić przerwę od myślenia. Może jeśli wpadnę na jakiś genialny pomysł to pojawią się 2, ale nic nie obiecuje. Myśle, że niedługo również nastąpi reaktywacja "Diamond" więc czekajcie cierpliwie. Tak wiem nikt nie lubi takich długich notek, ale muszę wam wszystko pięknie rozpisać, bo trochę się zebrało tego ;p No dobra i co jeszcze..Miłego wypoczynku wam życzę i trzymajcie kciuki żebym się nie rozbiła tym samolotem ;p
Wbijajcie też tutaj, szybciutko no http://psychiclovezm.blogspot.com/

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 11: Escape

Podczas gdy ja stałam jak kołek na środku placu wszyscy już zdążyli uciec. Powoli były widoczne migające światła zbliżających się radiowozów. Nagle zauważyłam zatrzymujący się przy mnie samochód. Spojrzałam w stronę kierowcy, a okazał się nim być Niall. Nie sądzę żeby to był dobry pomysł, abym wsiadła do jego samochodu, ale nie mam innego wyjścia inaczej mogę pożegnać się z życiem na wolności. Wskoczyłam na miejsce pasażera, a Niall ruszył z piskiem opon. Mocno zacisnęłam powieki, aby nie patrzeć na ewentualny wypadek. Miałam wrażenie, że Niall popełni błąd i wylecimy za barierki prosto w przepaść więc wolałam oszczędzić sobie tego widoku. Po chwili zaczęłam odpływać w krainę snu.

Niall

Jechałem jak najszybciej się da, aby zgubić policje goniącą za nami, ale i na tyle ostrożnie by dowieźć Nicole w całości do domu. Była strasznie tym wszystkim zestresowana i to było widać. Podejrzewam, że pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji jak i na tych zawodach. Po chwili nawet myślałem, że zeszła na zawał od tego wszystkiego, bo nie reagowała na to co do niej mówię. Ale na szczęście zapadła tylko w głęboki sen co dobrze jej zrobi. Nie będzie się tyle martwić. Gdy skręciłem na mniej ruchliwą drogę policja pojechała dalej z myślą, że cały czas jadę gdzieś daleko przed nimi. Droga była oświetlona jedynie samochodowymi światłami, a w około był tylko i wyłącznie ciemny las. Nagle wskaźnik prędkości zaczął opadać, a samochód zwalniać i akurat w tym momencie Nicole musiała się obudzić.
-Dlaczego się zatrzymałeś?
-Chyba zabrakło paliwa..
-Żartujesz? Powiedz, że żartujesz.-spiorunowała mnie wzrokiem.
-Uspokój się..
-Uspokój się?! Jesteśmy w nocy, w lesie, na jakimś zadupiu!-wydarła się.
-Nic nam nie będzie. Zaraz zadzwonię po pomoc.
-Ty jesteś głupi czy jak?! Tu nie ma zasięgu!
-Zaraz się znajdzie..-mówiłem spokojnie żeby nie wybuchnąć. Wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami. Wysiadłem za nią żeby nie poszła gdzieś i się nie zgubiła. Nagle się zatrzymała odwracając twarzą w moją stronę.
-Filmów nie oglądasz? Zaraz przyjdzie jakiś psychopata i zajebie nas jak chciał Dr. Thredson Lane Winters!
-Co?-jedyną psychopatka tutaj jest ona. Gada o nie wiadomo kim i robi aferę, a przecież jeszcze nic takiego się nie stało.
-Nieważne. W każdym razie ja tu nie zostaje.-stwierdziła i zaczęła iść wzdłuż drogi.
-Nie rób problemów i wracaj tu!-krzyknąłem za nią.
-Od początku sobie to zaplanowałeś, co?-zatrzymała się spoglądając na mnie.
-O czym Ty mówisz?
-Zrobiłeś wszystko żeby zaciągnąć mnie na ten wyścig żeby potem ktoś wezwał policje, a Ty mógł wywieźć mnie do lasu!-Wow. Tego jeszcze nie było.
-Przestań bzdury opowiadać i chodź tutaj.-powiedziałem idąc w jej stronę.
-Ja..przepraszam..-szepnęła, a ja przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w mocnym uścisku. -Dużo przeżyłam i po prostu..boję się Niall..-wyszeptała przez łzy.
-Ja też się boję..Ja też..-powiedziałem półszeptem głaszcząc ją po głowie. Staliśmy tak chwile na środku drogi wtuleni w siebie do czasu gdy się ode mnie nie oderwała.
-Słyszałeś?-spytała spanikowana. Rzeczywiście było słychać cichy szelest, ale jesteśmy przy lesie to mogło być wszystko albo zwykły podmuch wiatru.
-Nie oglądaj już horrorów.-zaśmiałem się.
-Nie Niall..znowu..-szeptała.-Idzie w naszą stronę..-ścisnęła moją dłoń na tyle mocno, że krew przestała do niej dopływać.
-Nie wygłupiaj się..-Sam zaczynałem się bać.
-Tam..-wskazała przed siebie na zbliżającą się ciemną postać. Zaczęliśmy się powoli wycofywać, gdy nagle z krzaków wyszedł jakiś starszy Pan.
-Co wy dzieciaki tu robicie?-oboje odetchnęliśmy z ulgą.
-Wystraszył nas Pan-odpowiedziałem.
-Wcale nie miałem takiego zamiaru-zaśmiał się.-Widzę, że zepsuł się wam samochód.-podszedł do niego i okrążył.
-Zabrakło nam paliwa.
-Tak się składa, że mam trochę w domku.-wydawał się być miły więc nie miałem problemu byśmy poszli tam z nim.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.-dziewczyna pociągnęła mnie za rękę tak abym się zatrzymał.
-Jest w porządku, chodź.-splotłem nasze dłonie razem i skierowaliśmy się za starszym Panem.
Po chwili doszliśmy do leśnego domku, który znajdował się o wiele bliżej ulicy niż myślałem. Był prosty, drewniany, lekko porośnięty bluszczem. Weszliśmy do środka i od razu zauważyliśmy pełno strzelb, noży i sztyletów uwieszonych na ścianach. Po chwili Nicole z ogromną prędkością wybiegła nie wiadomo czemu. Wziąłem szybko od staruszka butle z paliwem i pobiegłem za nią.


Nicole

Gdy zobaczyłam wnętrze jego domku od razu przypomniały mi się złe chwile mojego życia. Pierwszy raz widziałam takie rzeczy, kiedy miałam 15 lat i było to dla mnie zbyt drastyczne. Jeden ze sztyletów, który wisiał na ścianie przypominał ten, który ostatnim razem trzymany był przy moim gardle.
Biegłam przez ciemny las jak najszybciej mogłam, ale zahaczyłam się o wystający korzeń drzewa i przewróciłam się na ziemie. Próbowałam wstać, ale ogromny ból kostki mi to uniemożliwiał. W końcu przebiegł do mnie Niall z jakąś butelką w ręku. Wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać. Z jego pomocą mi się to udało, ale kulałam.
-Czemu kulejesz?-zapytał idąc obok mnie.
-Jak widziałeś upadłam i coś mi się stało z kostką.
-Pokaż..-kazał mi z powrotem usiąść na ziemie i obejrzał moją kostkę.
-I jak?-zapytałam.
-Sądzę, że przyda się gips..-powiedział ze skrzywioną miną.
-Cholera..-przeklnęłam.
-Chodź.-podniósł mnie i zaniósł do samochodu.
-Odwieziesz mnie do domu?-zapytałam.
-Oszalałaś?! Jedziemy do szpitala.-kurwa. Nienawidzę szpitali. Przecież to zwykłe skręcenie nic mi nie będzie.

**
-No Pani Johnson złamania nie ma, ale kilka dni spędzi Pani na leżeniu, aby nie przeciążać tej nogi.-powiedział lekarz przyglądając się zdjęciu z rentgena.
-Ale..ja nie mogę. Mieszkam w sumie sama i muszę jakoś funkcjonować.-odpowiedziałam.
-Rodzice? Rodzeństwo?-zapytał podejrzliwie. No bo jak 17-latka może mieszkać sama. To idiotyczne.
-Rodziców prawie nigdy nie ma, a brat ostatnio nie ma czasu po tym jak znalazł sobie dziewczynę..-wyrecytowałam na jednym wydechu.
-To kolega się Tobą zajmie.-stwierdził patrząc na Nialla.
-Co?! Nie..nie..-zaprzeczyłam.
-Dlaczego nie? Przecież się Tobą zajmę.-odpowiedział z uśmiechem. Po małej wymianie zdań wyszliśmy z gabinetu i skierowaliśmy się do samochodu. W ciszy pojechaliśmy w stronę mojego domu. Nie dość, że przez niego trafiłam do szpitala to jeszcze ma się mną zajmować. No dobra może tak nie do końca przez niego, ale nie mam zamiaru siedzieć z nim przez bity tydzień, co to to nie.

Siemczys słeeeegi ;D
Piantgowy rozdział cieplutki taki mrrr hahhahahahha jest ze mną źle.
Dawajcie komy, duuuuużo komów i miłego weekendu ^^

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 10: Ride or Die

-Widzisz tego chłopaka w czarnej kurtce, który stoi obok auta?-zapytałam szybko, a serce waliło mi jak młotem.
-No tak to przecież Niall Horan!- Stacy wykrzyczała na tyle głośno, że ludzie wokół nas zaprzestali rozmów i odwrócili wzrok w naszą stronę.
-Tak właśnie..muszę z nim porozmawiać..-mruknęłam i odeszłam prawie potykając się o własne nogi. Jednak mój pośpiech nic nie dał ponieważ wyprzedziła mnie czarnowłosa piękność o długich nogach. Może i nie była taka piękna, ale na pewno dużo ładniejsza. Po chwili rozmowy wsiedli razem do samochodu i ruszyli w stronę pasa startowego. Byłam tak zapatrzona w odjeżdżający samochód, że nawet nie zauważyłam kiedy Stacy znalazła się obok mnie. Teraz obie w ciszy obserwowałyśmy samochody zmierzające do startu. Niespodziewanie przed nami zatrzymał się jeden z samochodów, a jego szyba została opuszczona w dół. Za kierownicą siedział przystojny chłopak na oko w naszym wieku.
-Jedziesz mała?-zwrócił się do mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Tak jakoś mnie zatkało. Z jednej strony się bałam, ale z drugiej wiedziałam, że jak będę tu tak bezczynnie siedzieć to w końcu zwariuje. Kiedy ja rozważałam każde za i przeciw Stacy zdążyła już zareagować.

-Pewnie, że jedzie!-powiedziała uradowana i delikatnie pchnęła mnie w stronę samochodu.
-Wsiadaj. Nie bój się będę ostrożny. -powiedział i zawadiacko się uśmiechnął. Posłusznie zajęłam miejsce bez żadnego słowa.
-Pierwszy raz?-Po chwili chłopak przerwał niezręczną ciszę.
-Tak, właściwie to przyszłam tu tylko po to żeby porozmawiać z jednym chłopakiem.-wyjaśniłam i nagle uświadomiłam sobie, że nawet się nie przedstawiłam.-Nicole.-dodałam.
-Ian, miło mi-odpowiedział i znowu się uśmiechnął ukazując rząd białych zębów. Powoli zaczynało mi się podobać. Poczułam, że mogę mu ufać. Przystojny, miły, słodki..czuję, że mogę mu ufać..idealny materiał na męża..CO?! O czym ja myślę..
-Rozluźnij się trochę. Zaraz startujemy.-wyrwał mnie z zamyślenia Ian. Gdy to powiedział zaczęłam się jeszcze bardziej bać, ale jestem pewna, że Ian jest rozsądny i wyjdziemy z tego cało. Przynajmniej tak mi się wydaję...
Zobaczyłam skąpo ubraną dziewczynę stającą na środku z flagą uniesioną w górę. Teraz albo nigdy-mruknęłam pod nosem.
-Ride or die, remember?-zapytał. A ja zachichotałam. Popularny tekst z "Szybcy i wściekli". Ostatni raz rzuciłam okiem na Ian'a i zwróciłam wzrok na dziewczynę. Przymknęłam oczy i...zaczęło się. Nie było w sumie tak źle nie biorąc pod uwagę jak wgniotło mnie w siedzenie i kiedy wstrzymywałam oddech gdy wchodziliśmy w zakręt. Ian cały czas był bardzo skupiony na drodze, ale znalazł czas żeby się trochę ze mnie pośmiać. Mieliśmy do przejechania 3 kółka dość długiej trasy, ale nie tak krętej jak myślałam, że będzie. To całkiem fajne uczucie, ale coś czuje, że to pierwszy i ostatni raz.
-To kim jest ten pechowiec, z którym chciałaś pogadać?-zaśmiał się.
-Ej!-krzyknęłam zaczepnie.
-Dobra, dobra. Przecież wiesz, że jesteś wspaniała.-odpowiedział, a mnie oblał rumieniec. Na szczęście był tak skupiony na drodze, że nie mógł tego dostrzec.
-To Niall..-powiedziałam.
-Oh..-Posmutniał. Wyczuwam jakieś napięcie.
-Coś się stało?
-Nie skąd. Po prostu z Niall'em..nie zbyt się lubimy, tyle.-stwierdził i wymusił uśmiech co bez problemu można było zauważyć.
-Mogę wiedzieć jak się poznaliście?-zapytał. Nie powiem zdziwiło mnie to. No bo kogo by interesowało jak się ludzie poznali?
-W szkole. Przydzielono nam razem prace na angielski..-niepewnie odpowiedziałam. Poznaliśmy się o wiele wcześniej w trochę mniej ciekawych okolicznościach..
-Widzę, że nie sprzyja Ci rozmowa o tym?
-To trochę krępujące opowiadać komuś historie swojego życia nie znając tej osoby prawie wcale-uniosłam delikatnie kąciki ust.
-Masz racje. To co powiesz na to żebyśmy poznali się bliżej przy jakiejś kawie?
-W porządku.
-W schowku jest mój telefon, zapisz mi swój numer.-powiedział. Wyjęłam ze schowka telefon chłopaka o dziwo nie był to iPhone. Wstukałam numer do telefonu i zapisałam jako "Nicole x." W tym właśnie momencie zauważyłam jak dojeżdżamy do mety i Ian jest na drugim miejscu. Skąd to wiem? Ponieważ stoi tu jeszcze tylko jeden samochód i oklaskuje nas tłum ludzi. Wysiedliśmy z samochodu i od razu do Ian'a podbiegł tłum ludzi, a mnie mocno wyściskała Stacy.
-Drugie miejsce, brawo! Jak było?-zaczęła się drzeć żeby przekrzyczeć wiwatujący tłum.
-Super. Nie sądziłam, że będzie tak fajnie. Ian jest naprawdę miły.-uśmiechnęłam się. W tej chwili właśnie przypomniałam sobie, że wciąż trzymam w ręce jego telefon. Szybko oderwałam się od przyjaciółki i pobiegłam w stronę chłopaka. Przepchałam się przez tłum ludzi, aż doszłam do Ian'a rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Szturchnęłam go lekko w ramie, a ten przepraszając dziewczynę odwrócił się w moją stronę.
-Wygraliśmy!-uniósł mnie do góry i obrócił wokół własnej osi.
-Jak to? A tamten samochód?-byłam zdezorientowana. Przecież byli przed nami.
-Zdyskwalifikowani.-wciąż uśmiechał się ze szczęścia. Był taki słodki kiedy to robił.
-Ale..jak? Za co?
-Nie ważne! Wygraliśmy!-przytulił mnie jeszcze raz mocno i opuścił na ziemie. Tłum wciąż przyglądał się naszym poczynaniom lecz w tej chwili nie obchodziło mnie to. Zapatrzyłam się w piękne zielone oczy Ian'a, które były jak morze, w którym chce się zatopić. I stało się..pocałunek. Jego wargi były tak miękkie, idealnie pasowały do moich. Jakbyśmy byli dla siebie stworzeni.
Oderwaliśmy się od siebie, a tłum zaczął nam wiwatować. Nagle zauważyłam zjeżdżającą się resztę samochodów i wysiadającego z jednego z nich Niall'a.
-Przepraszam..nie powinienem..-szepnął Ian wyrywając mnie z zamyślenia.
-Nie szkodzi..to było..było..wow..-jakoś tak język mi się plątał. Nie potrafiłam złożyć normalnego zdania. Ian zaśmiał się i odebrał ode mnie telefon. Nagle usłyszeliśmy syreny policyjne. Tłum zaczął robić zamieszanie. Wszyscy się pałętali i uciekali w inne strony. W tym momencie zgubiłam Ian'a. Co teraz? Myśl Nicole..Nie możesz dać się złapać..Myśl! Syreny były coraz bardziej słyszalne, a ja wciąż nie miałam żadnego pomysłu. To koniec.


Och i Ach. Tak się namęczyłam, ale w końcu jest. Oczywiście sama go nie napisałam. jest stworzony z niewielką pomocą Zuzy. Nie da się wyrazić słowami jak jestem Ci kochana wdzięczna, bo to tylko dzięki Tobie byłam wstanie napisać cały rozdział.-Natchnęłaś mnie <3
Liczę na jakieś szczere opinie, bo coś cienko ostatnio z komentarzami.
No i najlepszego dzieciaczki ;3
f4f 
https://twitter.com/Muziaaa taki mały followspree z okazji dnia dziecka ^^
Miłego dnia :)

środa, 14 maja 2014

Rozdział 9: Stacy

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem proszę :)

Mam cały dzień żeby przygotować się na wyścig, a i tak nie mam pojęcia co na siebie założę. Nigdy nie byłam na takim wyścigu i nie mam najmniejszego pojęcia w co ubierają się tacy ludzie. Widziałam co nie co na filmach, ale czy ma to odwzorowanie w życiu rzeczywistym?
Dziewczyny w skąpych strojach, głośna muzyka, dźwięk warczących silników-to nie mój świat. Ale muszę. Muszę wyjaśnić z nim kilka spraw. Dlaczego akurat tam? Dlaczego nie później? Bo może nie wrócić. Właśnie. Takie wyścigi są na śmierć i życie. Zawodnicy zrobią wszystko, by wygrać i wyeliminować przeciwnika niezależnie od konsekwencji. Wierzę, że Niall jest w tym dobry choć nie widziałam jak jeździ. Ale jest też bardzo nierozsądny i lekko myślny-tak sądzę. Sama nie wiem czemu się nim tak przejmuje..
Może to dlatego, że mam zbyt miękkie serce? Może to przez wyrzuty sumienia? Nasza "kłótnia" nie może dać mi spokoju. Czuję, że coś zrobiłam źle, że popełniłam gdzieś błąd..
A jeśli Niall ma to gdzieś? Jeśli nie obchodzi go ta cała sytuacja, a ja tylko będę mu uprzykrzać życie? Może już zapomniał? A jak nie? Co będzie jeśli zrobi sobie krzywdę przeze mnie? Nie. Nie mogę tak myśleć..
Po długich sporach z moją podświadomością postanowiłam zdobyć wiedzę od eksperta.

-Cześć Stacy, tu Nicole.
-Nicole?! Kupe lat się nie odzywałaś! Co u Ciebie?
-Tak, racja. Słuchaj mam sprawę..dzisiaj jest ten wyścig na Abbey Road i...
-Żartujesz?! Przecież Ty nie lubisz wyścigów!
-No właśnie..mam tam coś do załatwienia i potrzebuję Twojej pomocy..
-Jasne. Wpadnę za 15 minut!-wykrzyczała i rozłączyła się.

Stacy to moja stara znajoma z czasów gimnazjum. Zawsze miała bzika na punkcie samochodów, motorów i wyścigów. Bardzo ją lubiłam, ale miałam trochę dość jej ciągłych opowiadań o tych "pięknych" maszynach, więc trochę się posprzeczałyśmy. Gdyby nie to mogłybyśmy się naprawdę przyjaźnić. Jak widać Stacy już o tym zapomniała, a ja nie miałabym nic przeciwko odnowieniu tej znajomości. Stacy jest totalnym przeciwieństwem Julliet i to jest w niej fajne. Nie jest grzeczną, ułożoną dziewczynką tylko seksi laską z pazurem. Rodzice twierdzili, że ma na mnie zły wpływ, ale przecież jej nie znali. Śmiem powiedzieć, że ledwo znają mnie.

**

-Może poznam w końcu powód dla, którego się tam wybierasz?-zapytała podejrzliwie popijając łyk gorącej czekolady.
-No..Jest taki chłopak..
-Wiedziałam!!!-zaczęła piszczeć i drzeć się jak nienormalna.
-Dobra, mów dalej. -wyszczerzyła się do mnie.
-Ściga się...chcę z nim porozmawiać..
-No chyba nie najlepszy pomysł Nik..-spojrzałam na nią pytająco.-Jeśli zdenerwuje się przed wyścigiem..mogą być z tego niezłe kłopoty..-powiedziała.- Ale skoro już mnie tu ściągnęłaś to pójdziemy kibicować razem!-Wstała, złapała mnie za rękę i pociągnęła do mojego pokoju. Zatrzymała się przed biurkiem intensywnie się w coś wpatrując. Podeszłam bliżej i zobaczyłam wielki bukiet białych róż. Stacy przeczytała karteczkę do nich dołączoną i spojrzała na mnie wyczekująco.
-Kim jest H.?-zapytała po chwili.
-Daj mi to..-wyrwałam jej karteczkę z rąk i zaczęłam skanować litery na niej napisane.

Nie mogę się doczekać wyścigu
,a jeszcze bardziej spotkania
z Tobą.
                      H.

-To..to jest Harry..-powiedziałam nie wierząc we własne słowa. Nie rozumiem dlaczego to zrobił..
-Harry? Harry Styles?
-Tak, a co?-zapytałam lekko znużona.
-Żartujesz?! To mistrz zeszłorocznych wyścigów na Canal Street!-wykrzyczała.
-No i?
-No i to, że to największe zawody w tej dziedzinie. On jest moim guru, a wy tak sobie kwiatki wysyłacie?!-wciąż krzyczała. Wielkie mi halo. Człowiek jak każdy inny tylko ma jakiś głupi tytuł mistrza. Coś czuje, że nigdy nie zrozumiem fanatyków wyścigów...

**

-No chodź już. Musimy znaleźć Ci jakieś ciuchy.-zaśmiała się i pociągnęła mnie do garderoby.
-Masz coś obcisłego?-spojrzałam na nią krzywo i już wiedziała jak brzmi odpowiedź. Oczywiste, że nic takiego nie mam. Zawsze byłam tą od za dużych bluz i legginsów i nic w tej kwestii się nie zmieniło.
-Myśle, że to będzie odpowiednie..-powiedziała unosząc w górę czarną sukienkę.
-Żartujesz?!-zapytałam prawie, że sarkastycznie.
-Słuchaj. To nie jest szkoła i tam trzeba tak wyglądać.-stwierdziła stanowczo.
-Trzeba wyglądać jak dziwka, tak?
-Uh..-westchnęła i podała mi sukienkę.
Zostały nam 2 godziny, a ja wciąż byłam ubrana w podziurawione spodnie i rozciągnięty sweter. Większość czasu przegadałyśmy ze Stacy więc nie było chwili wolnej żebym w końcu mogła się przebrać.
Ledwo zmieściłam się w sukienkę zaproponowaną przez przyjaciółkę. Założyłam do tego wysokie, czarne szpilki i zrobiłam mocny makijaż. Włosy lekko poczochrałam i trzeba przyznać, że wyglądałam dobrze.
-Dziewczyno!-krzyknęła.
-Aż tak źle?-skrzywiłam się.
-Powinnaś częściej się tak ubierać.-puściła do mnie oczko. Byłam lekko skonsternowana tą sytuacją, ale czułam się dziwnie dobrze. W tym stroju czułam się odważniejsza choć wyglądałam jak dziwka.

**

-Nie spodziewałam się takiego tłumu.-znów poczułam narastający strach.
-Cała się trzęsiesz. Uspokój się.
-Denerwuje się..Co jeśli nie będę tu pasować?-panikowałam.
-Nie masz czym. Wyglądasz dobrze.-dała nacisk na ostatnie słowo.
-Witam drogie Panie.-przerwał nam Harry z wielkim uśmiechem.
Daliśmy sobie buziaka w policzek, a następnie swoją uwagę przeniósł na Stacy. Stała jak wryta i wpatrywała się w Harrego.
-Harry.-powiedział i ucałował zewnętrzną część jej dłoni.
-To Stacy.-odpowiedziałam za nią gdyż nie mogła wydusić ani jednego słowa. Było widać, że zaraz zemdleje więc przeprosiłam Harrego i pociągnęłam ją w stronę baru żeby trochę ochłonęła.
-Ale się napaliłaś..-zaśmiałam się gdy odchodziłyśmy od baru z alkoholem.
-Przestań..-zarumieniła się.
-Cholera!-krzyknęłam.
-Co..Niki co jest?!-również krzyknęła i pobiegła za mną.


Jestem jakoś dziwnie dumna z tego rozdziału, nawet nie wiem dlaczego, ale mi się podoba. Ale ja tu nie o tym..
Osoby które czytają Diamond'a dobrze wiedzą, że został on zawieszony. Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu. Ja..po prostu czuje, że was zawiodłam...
Dobrze wiem, że pisałyśmy razem z Wiki, ale ja po prostu..jest to dla mnie za duża presja...jest mi tak przykro..
Może nie szczycimy się wielką reputacją i "fejmem" jeżeli chodzi o blogi, ale wiem, że ktoś z was to czytał i to lubił i wiem, że go zawiodłam..
Jak to pisze to po prostu płaczę..czuje się przez to taka winna..to tak jakbym zniszczyła czyjeś marzenia..ale może tylko wyolbrzymiam..
Przepraszam was tak bardzo...









Dziękuję za wyświetlenia kocham Was <3







sobota, 10 maja 2014

Rozdział 8: Party

-Podejrzewam, że nie dostaniemy się szybko..-powiedziałam do Jake'a patrząc na tworzącą się przed klubem kolejkę.
-Chodź.-chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę masywnego ochroniarza. Szepnęli sobie coś tam na ucho i zostaliśmy wpuszczeni do zatłoczonego pomieszczenia. Przecisnęliśmy między tańczącymi ludźmi w stronę baru. Jake zamówił drinka, a ja wzięłam zwykłą wodę biorąc pod uwagę, że będę musiała sama wracać. Wciąż w mojej głowie odtwarzały się fragmenty wczorajszego dnia. Najpierw bójka w kawiarni, pojawiający się z nikąd Jessie uciekający ode mnie Niall. To było dla mnie za dużo. Przez cały czas miałam w głowie tylko Nialla. Nie zwracałam uwagi na to co mówił do mnie Jake i to co działo się wokoło mnie. W tej chwili liczył się tylko on, ale czy na pewno? Przecież nie mogę mu tak od razu ufać. Jeszcze niedawno mnie nienawidził, a teraz nagle jest taki miły..to nie jest normalne. Długo myślałam o tym co może stać za nagłą zmianą Nialla, nawet nie zauważyłam kiedy Jake zniknął z mojego pola widzenia. Byłam tak sfrustrowana, że postanowiłam zamówić drinka. Jednego, drugiego, trzeciego. Powoli zaczynał mi się rozmazywać obraz. W końcu ktoś usiadł na krzesełku obok mnie. Przyglądałam się chłopakowi kątem oka i wiedziałam, że go skądś znam. W końcu chłopak obrócił się twarzą w moim kierunku i zagadał.
-Hej Nicole. Pamiętasz mnie? Jestem kumplem Nialla. Spotkaliśmy się kiedyś przy szkole-powiedział ukazując swoje dołeczki.
-Um..tak, jasne..-Harry. Wysoki brunet o zielonych oczach, patrzący na mnie z pogardą.
-Co tu robisz tak sama?-zapytał.
-Przyszłam z kumplem, ale gdzieś polazł..-wybełkotałam.
-Jesteś już nieźle wstawiona. Ile wypiłaś?
-Trzy, cztery może pięć..-wymruczałam czując jak odpływam.
*Harry*
-No już. Chodź.-chwyciłem Nicole pod ramie i wyprowadziłem z klubu. Ledwo trzymała się na własnych nogach i nie miałem pojęcia co z nią zrobić. Wsadziłem ją do samochodu, a ta momentalnie zasnęła.
Wysiadłem, okrążyłem samochód i wziąłem Nicole na ręce. Otworzyłem drzwi i zaniosłem ją do sypialni uprzednio spotykając się ze zdziwioną miną Louis'a. Zszedłem na dół i opadłem na kanapę wypuszczając powietrze z ust.
-To była..-zaczął.
-Nicole..-dokończyłem.
-Stary oszalałeś Niall Cię zabije!-wykrzyczał.
-A co, miałem ją tam zostawić? Była tak pijana, że nie wiadomo co by zrobiła. Poza tym co Niall ma do tego?-odpowiedziałem tym samym tonem co Louis.
-Bo to jego zakład. Będzie myślał, że go wygryzłeś.
-Nie przesadzaj. Prześpi się tu, a rano odwiozę ją do domu.-odpowiedziałem.
-A Ty gdzie będziesz spał?
-Tutaj.-odpowiedziałem, a Louis tylko przytaknął i skierował się do swojego pokoju.
To rzeczywiście głupi pomysł żeby przywozić ją tutaj, ale nie mógłbym zostawić jej w takim stanie. To prawda, że na tej kanapie się nie wyśpię, ale czego nie robi się dla kobiet.
*Nicole*
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez nie zasłonięte okno. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie znałam tego miejsca. Wstałam i zorientowałam się, że jestem w samej bieliźnie. Chwyciłam bluze leżącą na krześle i założyłam na siebie. Ból rozsadzał moją czaszkę co znaczyło tylko jedno-kac. Z wczoraj pamiętam tylko tyle, że poszłam z Jake'iem do klubu, a potem mi gdzieś zniknął, a ja najwidoczniej musiałam się nieźle zalać żeby nie pamiętać co było dalej. Zeszłam po schodach z niemrawą miną i przeskanowałam pomieszczenie. Było pusto jedyne dźwięki dochodziły z kuchni. Skierowałam się z jej kierunku i zobaczyłam znajomego bruneta w lokach przygotowującego śniadanie. Stanęłam we framudze drzwi i przyglądałam się mu chwile, aż się odwrócił.
-Hej. Jak się spało?-zapytał z uśmiechem nakładając jajecznice na dwa talerze.
-Um..dobrze.-odpowiedziałam i usiadłam na jedno z wysokich krzeseł. Loczek usiadł naprzeciwko mnie i zaczął jeść.
-Chciałabyś pewnie wiedzieć jak się tu znalazłaś?-przytaknęłam głową wpatrując się w jego zielone oczy.
-No więc spotkałem Cię na imprezie. Byłaś tak zalana, że stwierdziłem, że nie mogę Cię zostawić samej i zabrałem Cię do siebie.-Wow. Nie sądziłam, że Harry jest, aż tak miły. Wiedziałam dobrze, że jest atrakcyjny, ale myślałam, że jest raczej jednym z tych 'bad boy'ów'.
-Dziękuję. Co ja bym bez Ciebie zrobiła.-uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez chłopaka. -A co z moją sukienką?-zapytałam.
-Um..no właśnie. Zaczęło Ci trochę odbijać zanim zasnęłaś i postanowiłaś zrobić striptiz..ale na szczęście skończyło się tylko na sukience-zaśmiał się, a ja spaliłam buraka.
-Aż tak nie atrakcyjna jestem?-zapytałam z udawanym bólem.
-Nie.-zaśmiał się ponownie. Chciał jeszcze coś dodać, ale do pokoju wparował pewien chłopak.
-Cześć kochani-powiedział uradowany.-Jestem Louis, a Ty?-zapytał z udawaną nonszalancją.
-Nicole.-chwycił moją dłoń i ucałował jej zewnętrzną stronę.
-A dla mnie już nie ma?-skierował pytanie do loczka.
-Sorry.-odpowiedział mu ze skrzywioną minął i ponownie zachichotał. Zdążyłam zauważyć, że obaj chłopacy są bardzo zabawni i atrakcyjni. Nie są kimś kogo sobie wyobrażałam. Są zabawni i słodcy, a nie wredni i odrażający. Po zjedzonym wspólnie śniadaniu Harry postanowił odwieźć mnie do domu.
-To jak? Wpadasz na dzisiejszy wyścig?-zapytał gdy już zatrzymał się pod moim domem.
-Jaki wyścig?-zapytałam zdziwiona. Skąd miałam wiedzieć o jakimś wyścigu?
-Samochody. Wyścigi. Nielegalne. Niall. Mówi Ci to coś?
-Czekaj, czekaj..Niall bierze udział w nielegalnych wyścigach?!-wykrzyczałam.
-Pewnie. Nie powiedział Ci? Wczoraj mówił, że do Ciebie jedzie zapytać czy będziesz mu kibicować..
-To dlatego..
-Dlatego co?-zapytał gdy nie dokończyłam swojej wypowiedzi.
-Nic. O której jest ten cały wyścig?-zapytałam pospiesznie.
-O 21 na Abbey Road.
-Ok. Do zobaczenia. -uśmiechnęłam się chytrze i pobiegłam do domu. Miałam cały dzień, aby przygotować się na konfrontacje z Niallem. Trochę boję się tego spotkania. Nie jestem fanką nielegalnych wyścigów, a raczej przeciwniczką. Nie wiedziałam nawet w co się ubrać, a co dopiero mu powiedzieć. Przecież nie mogę podejść i powiedzieć: „Hej. Twój przyjaciel powiedział mi o wyścigach i postanowiłam wpaść” bo wtedy wkurzy się na Harry'ego. Jeśli Niall chciałby mi o tym powiedzieć to może by powiedział. A może to po to wtedy przyszedł? W każdym razie postanowiłam trochę powęszyć. Chwyciłam telefon i napisałam sms'a.





No tak..czego ja się spodziewałam. Przecież to było jasne, że nic mi nie powie, ale nie mam zamiaru rezygnować pojadę tam choćby nie wiem co.


Przepraszam za moją zwłokę trochę brakowało mi czasu i byłam nieźle pospieszana więc pracowałam pod presją. Rozdzialik jest jeszcze cieplusi przed chwilką wystukany. Przykro mi, że głosy w ankiecie są coraz gorsze i, że mało komentarzy jest :c Myśle nad założeniem jeszcze jednego bloga, ale nie wiem czy wam się spodoba więc jeszcze się zastanowię. Jeśli wyniki na blogu będą coraz gorsze niestety go usunę ponieważ mogę pisać dla przyjemności nie publikując, a robię to tylko żeby wam również zrobić przyjemność :c Miłego wekendu :)

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 7: Past Back

-Czy Ty..czy Ty mnie nienawidzisz..-zapytał zatrzymując samochód na podjeździe i wbijając wzrok w przestrzeń za szybą. Czy ja go nienawidzę? Dobre pytanie. Sama nie wiem jakie żywię do niego uczucia.
-To nie tak, że ja..
-Nieważne..to głupie pytanie.-przerwał mi.-Jesteśmy więc możesz iść..-dodał odwracając głowe w przeciwną stronę ode mnie.
-Um..jasne. Dzięki za podwózkę..-powiedziałam i wysiadłam z samochodu. To dziwne uczucie dziękować mu za coś co zrobił wbrew mojej woli. Przecież byłam z Jake'iem..właśnie Jake. Chyba powinnam go przeprosić za to co się dzisiaj wydarzyło. Otworzyłam drzwi od mieszkania i weszłam do środka. Zwinnym ruchem wyjęłam telefon z kieszeni i wystukałam numer Jake'a.
Po 3 sygnałach odebrał.
-Halo?-powiedział lekko zachrypniętym głosem.
-Cześć, tu Nicole. Chciałam Cię przeprosić za tą sytuacje dzisiaj, nie wiem co mu strzeliło..
-W porządku. Myślę, że był trochę zazdrosny.-zaśmiał się.
-Nie, na pewno nie. My..my się tylko kumplujemy..-w sumie to nie wiem czy mogę tak mówić. Jeszcze nie dawno się nienawidziliśmy, a teraz coś się zmieniło..
-Jak uważasz. Może jako rekompensatę dasz się jutro wyciągnąć na imprezę?
-Pewnie!
-Okej. Wpadnę o 20. Do jutra!-wypowiedział ostatnie słowa tak radośnie jakby czekał na to całe życie. Tak dawno nie byłam na imprezie i będzie to dobre odcięcie od tego wszystkiego. Przeszłam cały dom w poszukiwaniu jakiejś żywej duszy. Zero. Cisza. Ciemność. Samotność. Znowu byłam sama. Luke pewnie wyszedł ze znajomymi, a rodzice jak zwykle w pracy. Korzystając z okazji, iż jestem sama założyłam na siebie swój ulubiony dres, wyjęłam z szuflady w kuchni popcorn i zasiadłam przed telewizorem. Dłuższą chwile skakałam po kanałach w poszukiwaniu czegoś wartego uwagi, ale nic nie znalazłam. Wyjęłam w pudełka pod telewizorem płytę z filmem pt. „Smiley” i włożyłam do odtwarzacza. Kochałam horrory, ale potem często miewałam po nich schizy.
-Buu!-krzyknął znajomy mi głos jednocześnie strasząc mnie i wytrącając miskę popcornu z moich dłoni.
Zaczął sie bezczelnie śmiać i już wiedziałam kto był takim idiotą. Nikt inny jak mój najlepszy przyjaciel Jessie.
-Jessie!-krzyknęłam uderzając go w ramie.
-Przyniosłem lody i popcorn-położył na stolik produkty, które ze sobą przyniósł
-Co z Tobą? Dlaczego tak długo się nie odzywałeś?-zapytałam zmartwiona siadając na kanapie.
-No wiesz..mówiłem Ci, że chorowałem..-uśmiechnął się sztucznie.
-Kłamiesz. Powiedz mi prawdę.-zażądałam.
-Dobra, ale nie możesz nikomu powiedzieć.-powiedział stanowczo na co przytaknęłam.-Pamiętasz Matt'a?
-Jak mogłabym zapomnieć..niemal mnie zabił-fuknęłam.
-Właśnie. I widzisz..on jeszcze nie skończył..
-Nie rozumiem..
-Byłem w LA i spotkałem Jasona..powiedział mi, że Matt wciąż Cię szuka i nie odpuści dopóki Cię nie znajdzie..
-Co?! Po co kurwa tam pojechałeś?! Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogli Cię śledzić i teraz wiedzą gdzie jestem?!
-Spokojnie. Jason powiedział, że się tym zajmie.
-Jason jest idiotą! Ostatnim razem jak powiedział, że się czymś zajmie to skończyłam w szpitalu ze złamaną nogą!-wydarłam się. Tak właśnie. Jason to imbecyl. Kiedyś powiedział, że zajmie się naprawą mojego samochodu i tak o to skończyłam w szpitalu. A teraz kiedy spotkał Jessiego mogę się założyć, że go wsypał i jestem na celowniku.
-Nicole! Matt nie chce niczego innego niż zemsty. On nie chce Cię zabić chce Cię wykorzystać..-powiedział tak spokojnie jakby to była rozmowa o całkiem normalnych rzeczach.
-Cześć!-nagle oboje z Jessiem obróciliśmy się w stronę wejścia do salonu, w którym stał Niall.
-Co Ty tu..
-Pukałem, ale nikt nie otwierał, usłyszałem krzyki i postanowiłem wejść..-odpowiedział.
-To ja pójdę. Pogadajcie sobie. Trzymaj się Niki.-powiedział Jessie i wyszedł zostawiając mnie sam na sam z Niall'em.
-Powiedz co słyszałeś-zażądałam.
-Nic takiego..coś tam o tym, że ktoś chce Cię wykorzystać..
-Dobra nie ważne. Po co przylazłeś?-zapytałam szorstko pocierając skronie palcami. Miałam już na dziś dosyć wrażeń i jeszcze on..Boże!
-Byłem w pobliżu. Pomyślałem, ze wpadnę i zapytam czy nie wyskoczyli byśmy gdzieś razem..?-zapytał zakłopotany.
-Sorry Niall, mam dużo na głowie..
-Jasne. Co ja sobie myślałem..przecież Ty mnie nawet nie lubisz..jestem takim dupkiem..zapomnij. Cześć.-wypowiedział te słowa tak szybko, że ciężko było mi go zrozumieć. Wyszedł z mojego domu w pośpiechu.
-Niall!-wołałam go, ale zero reakcji. Po prostu wsiadł do samochodu i odjechał.
---------------------------------------------------------------------------------------
Hejo!!!
Jestem taka dumna, ze udało mi się tak szybko napisać, ale cóż..nuda robi swoje. Trochę krótki, ale mam nadzieje, że się nie gniewacie ;p
Chciałam także powiedzieć osobą, które czytają Diamond, że jeszcze nie zdecydowałyśmy co ma być dalej i mamy mały kłopot. Bardzo proszę was o cierpliwość :)
Jednokierunkowych;*

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 6: Fun Park

Z okazji moich urodzin dostajecie ode mnie prezent w postaci rozdziału. Jest on dłuższy niż zwykle i wydaje mi się, że trochę fajniejszy. Liczę na wasze opinie te dobre jak również te złe. Jeśli ktoś ma dla mnie jakieś rady to proszę piszcie trochę krytyki też się przyda ;p Życzę miłego czytania i do następnego :)))
-------------------------------------------------------------------------

Sobota. Niby zwykły dzień, a ile znaczy dla nastolatka.
Dzisiaj miałam zamiar przeleżeć do południa w łóżku, a następnie oglądać filmy w moim ulubionym dresie, ale nic z tego. Zanim się obejrzałam Luke przerzucił mnie przez bark i zniósł do kuchni. Posadził mnie na jednym z wysokich krzeseł przy wysepce kuchennej i podał śniadanie.
-Dlaczego mnie tak wcześnie obudziłeś?-No w końcu była dopiero 10 rano.
-Mam dla Ciebie niespodziankę. Szkoda dnia.-uśmiechnął się chytrze i wziął łyka wody ze swojej szklanki.
-Dobrze wiesz, że nie lubię niespodzianek..-wymamrotałam. Luke przewrócił na mnie oczami i wyszedł z kuchni.
-Pospiesz się, nie mamy czasu!-krzyknął z pokoju obok. Co to ma znaczyć? Na samą myśl o tym boję się wsiąść z nim do samochodu, jeszcze wywiezie mnie do lasu, zostawi i co zrobię?
Włożyłam brudny talerz do zmywarki i pobiegłam na górę do pokoju. Wyjęłam z szafy trochę za dużą szarą bluzę, ciemne dżinsy, czarne Converse i założyłam na siebie w pośpiechu. Wtargnęłam do łazienki ułożyłam szybko włosy, zrobiłam makijaż i zbiegłam do salonu gdzie czekał na mnie mój brat.
-Świetnie. Idziemy.-podskoczył z kanapy, chwycił kluczyki z szafki w korytarzu i skierował się w stronę samochodu, a ja tuż za nim.
-Gdzie jedziemy?-zapytałam gdy wjechaliśmy na autostradę.
-Zobaczysz.-odpowiedział krótko.
-A jak udało się spotkanie z tą..
-Kylie-dokończył za mnie z uśmiechem.
-Właśnie. Jak było?-zaśmiałam się.
-W porządku.
-Co?! Tylko tyle mi powiesz?!-Wykrzyczałam. Mógłby bardziej rozwinąć swoją wypowiedź.
-Umówiliśmy się na dzisiaj.
-To wspaniale. Mam nadzieje, że ją kiedyś poznam.-odpowiedziałam. Luke tylko spojrzał na mnie kątem oka i uśmiechnął się pod nosem. Mam wielką nadzieje, że jest ona odpowiednia dla mojego brata. Nie żeby coś przecież jest dorosły, ale nie chciałabym żeby jakaś landryna go zraniła.


**

Skręciliśmy w polną drogę prowadzącą do lasu. A jednak! Wywiezie mnie do lasu i zostawi! W głebi zaczęłam panikować, ale starałam się nie okazywać tego na zewnątrz. Wysiedliśmy z samochodu i szliśmy w głąb lasu. W oddali można było usłyszeć dźwięki muzyki odbijającej się echem. W końcu doszliśmy, a ja stanęłam jak wryta. Co wesołe miasteczko robi w środku lasu i skąd tu tyle ludzi? Tysiące pytań bez odpowiedzi roiło się w mojej głowie. Ale co z tego, przecież jestem w wesołym miasteczku!
-Dziękuję Luke!-rzuciłam mu się na szyje, a on przytulił mnie do siebie. Luke dobrze wiedział, że kocham wesołe miasteczka, a w Londynie nie ma ich za wiele. Może i to fajne miasto, ale ludzie są dość sztywni.
Pobiegłam szybko do wejścia i od razu skierowałam się do domu strachu. Luke spotkał gdzieś po drodze swoich znajomych dlatego też musiałam zająć się sama sobą. Zjechałam na kilku kolejkach górskich i tym podobnych. W końcu trochę się znudziłam i postanowiłam usiąść na ławce. Przyglądałam się ludziom wychodzącym z „Scary Maze”*. Bardzo chciałabym tam pójść, ale niestety nie mam odwagi zrobić tego sama, a Luke'a nigdzie nie widać.
-Mogę usiąść?-usłyszałam głos naprzeciwko, ale nie podniosłam głowy. Gestem ręki pokazałam, aby chłopak usiadł i tak też zrobił.
-Jake.-wystawił ręke w geście przywitania.
-Nicole.-potrząsnęłam nią lekko i przyjrzałam się chłopakowi dokładniej. Dopiero teraz mogłam dostrzec jaki jest przystojny.
-Sama tu jesteś?-zapytał. Przyznam, że opowiadanie nowo poznanemu gościowi co tu robię jest dziwne, ale co mi szkodzi.
-Z bratem, ale mnie wystawił dla znajomych..a Ty?-zadałam pytanie z grzeczności, bo nie bardzo mnie to interesowało.
-To park znajomego, przyszedłem trochę mu pomóc, ale jak na razie to tylko się obijam-zaśmiał się. -Co tak tam patrzysz?-chyba trochę się zapatrzyłam w ten dom strachu.
-Um..nic..-zawahałam się.
-Chciałabyś tam pójść, ale się boisz, prawda?-Kurde. Przejrzał mnie.
-Tak-zaśmiałam się i spuściłam głowe w doł.
-Jeśli chcesz to mogę iść z Tobą.-zaproponował.
-Naprawdę? To cudownie.-wstałam z ławki, chwyciłam Jake'a za rękę i pociągnęłam w stronę „Scary Maze”.

**

Było naprawdę fajnie, myślałam, że to będzie coś straszniejszego z tego co słyszałam, a wcale nie było tak źle. Może to dlatego, że przy Jake'u czuje się bezpiecznie? Tak. To dziwne dopiero go poznałam, ale wiem, że mogę mu zaufać i powiedzieć o wszystkim. Po całej zabawie wymieniliśmy się numerami, a ja skierowałam się w stronę wcześniej zaparkowanego samochodu.
-Gdzieś Ty była?!-wydarł się mój brat.
-Uspokój się. W końcu to Ty mnie zostawiłeś.-fuknęłam.
-Wsiadaj!-krzyknął ponownie, ale już nieco spokojniej. Nie rozumiem dlaczego ma do mnie pretensje skoro to on zostawił mnie samą. Powinien się cieszyć, że nikt mnie nie porwał.
Podczas drogi do domu poczułam wibrację mojego telefonu. Szybko wyjęłam go z kieszeni i otworzyłam dostarczoną wiadomość.
-DASZ SIĘ ZAPROSIĆ NA KAWE? WPADNE O 16. JAKE XX
-JASNE. ORCHARD STREET 14**. NICOLE XX.

Bardzo polubiłam Jake'a. Jest miły, zabawny i przystojny i nie jest Niall'em. Po kilku minutach mój telefon znowu za wibrował tym razem był to numer nieznany.
-CO POWIESZ NA SPOTKANIE DZIŚ WIECZOREM? NIALL
-SORRY, MAM JUŻ PLANY. NICOLE X.

I znowu to samo. Spotkam się z nim, będzie fajnie i znowu będzie się nade mną znęcał. O nie. Nie tym razem. Umówiłam się już z Jake'iem i będzie cudownie, nic tego nie zepsuje.
Gdy samochód zatrzymał się na podjeździe szybko z niego wyskoczyłam i wbiegłam do pokoju. Została mi godzina do przyjścia Jake'a i muszę się pospieszyć jeżeli nie chce żeby musiał na mnie czekać. Wybrałam ubrania i szybko się w nie przebrałam. Delikatnie zakręciłam włosy lokówką i zrobiłam mocniejszy makijaż niż na codzień. Wyrobiłam się w sam raz, bo gdy skończyłam poprawiać makijaż akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Zeszłam ostrożnie po schodach żeby czasem z nich nie spaść w tych szpilach i otworzyłam drzwi.
-Wow..wyglądasz..wow..-chyba go zatkało. Zachichotałam i wyszłam z mieszkania wcześniej powiadamiając o tym mojego brata. Jake przyjechał pięknym, czarnym bmw i aż nie mogę uwierzyć, że to jego.
-To..gdzie mnie zabierasz?-zapytałam nieśmiało.
-Do Amaretto Caffe.
Pokiwałam głową i wsiadłam do samochodu chłopaka. Jechaliśmy krótką chwile ponieważ kawiarnia nie jest daleko.

**

-Co dla Państwa?-zapytała niska blondynka.
-Ja po proszę latte-uśmiechnęłam się do niej i podałam karte.
-To samo.-oznajmij Jake i również oddał jej karte, a ona szybkim krokiem odeszła.
-To może powiesz mi czym się zajmujesz skoro stać Cię na taki samochód?-zapytałam z uśmiechem.
-Pracuje w sklepie motoryzacyjnym, a większą część pieniędzy za samochód dołożyli rodzice-zaśmiał się. -A Ty? Studiujesz?
-Tak, ale nie w collegu..-posmutniałam przy tej wypowiedzi. Zawsze bardzo chciałam iść do collegu, a skończyłam w szkole dziennej.
-Rodzice twierdzą, że takie miejsca niszczą ludzi..
-I mają racje- przerwał mi wypowiedź.-Tam wszyscy tylko imprezują, a tak to przynajmniej wyjdziesz na ludzi. -pokiwałam głową i wypiłam łyk kawy, którą chwile temu przyniosła kelnerka.
-A co studiujesz jeśli mogę wiedzieć?
-Prawo i dodatkowo literatura-uśmiechnęłam się.
-Poważne plany masz.-zaśmiał się.
-Zawsze chciałam być nauczycielką wf-u, ale rodzice decydowali za mnie..-Właśnie tak. Nigdy nie miałam prawa wyboru, to zawsze oni decydowali o moim życiu. Długo rozmawialiśmy z Jake'iem o kompletnie bzdurnych rzeczach, aż ktoś nam nie przerwał.
-To z nim byłaś już umówiona?-fuknął Niall. Skąd on wiedział gdzie jestem?
-Niall daj spokój, przecież nie masz prawa mi mówić z kim mogę się spotykać, a z kim nie..
-Mogę kurwa, bo jesteś moja, rozumiesz?!-wydarł się. Nie wiedziałam co mam teraz powiedzieć. Zatkało mnie. On właśnie decydował za mnie tak jak moi rodzice.
-Ej, koleś daj jej spokój.-Jake wstał z miejsca w celu obrony mnie.
-Mówiłeś coś cwaniaczku?-zapytał ironicznie Niall.
-Mówiłem, że masz dać jej spokój.-I w tym momencie się zaczęło. Niall przywalił Jake'owi, a ten mu oddał. Zaczęli się lać, a ja nie miałam pojęcia po czyjej stronie mam stanąć. W końcu Niall tak poturbował Jake'a, że ten nie mógł wstać z miejsca. Niall chwycił mnie za nadgarstek i pociąnął za sobą.
-Zostaw mnie!-krzyknęłam, jednoczesnie szarpiąc się, aby wydostać się z uściku blondyna.
-Nie szarp się kurwa!-krzyknął na mnie i wepchnął do swojego samochodu.
Odpalił samochód, a ja chciałam tylko wysiąść. Jechaliśmy jakiś czas w ciszy, bo przecież nie wyskocze podczas gdy samochód jest w ruchu.
-Zatrzymaj się.-powiedziałam stanowczo.

-Co proszę?-zapytał zdziwiony zapewne moją pewnością siebie.
-Powiedziałam, że masz się zatrzymać.-powtórzyłam spokojnie, ale we mnie aż się gotowało. Byłam na niego tak cholernie zła.
-Słuchaj, nie będziesz mi rozkazywać..
-Ani Ty mi!-krzyknęłam, a on po chwili zjechał na pobocze.
-To mój samochód i to ja będę decydował kiedy mam się zatrzymać.-powiedział spokojnie i stanowczo.
-Ale nie będziesz decydował czy mam z Tobą jechać czy nie!-krzyknęłam mu prosto w twarz i wysiadłam z samochodu. Przeszłam kilka kroków w przód i usłyszałam za sobą trzask drzwi-idziemy za mną.
-Wsiadaj do tego cholernego samochodu!-krzyknął za mną, ale zignorowałam to i szłam dalej.
-Dobra jak chcesz!-w tym momencie wiedziałam, że wrócił się do samochodu. Obróciłam się w jego strone i widziałam jak zapala silnik. Super. Zostawi mnie tu. Patrzyliśmy się na siebie jeszcze chwile, aż zgasił silnik i ponownie wysiadł z samochodu.
-Nie. Nie mogę Cię tu zostawić..-chwycił się za głowe.-Wsiądź, odwioze Cię do domu..-westchnął. Chciałam mu się postawić i powiedzieć 'nie', ale przecież i tak nie mam jak wrócić do domu. Wypuściłam głośno powietrze z ust i poszłam w strone pojazdu. Znów jechaliśmy w niezręcznej ciszy. Widziałam jak Niall od czasu do czasu spogląda na mnie kątem oka.
-Przepraszam..-wybełkotał.
-Co?
-Przepraszam..-powiedział trochę głośniej.
-Co mówisz?-Postanowiłam go trochę powkurzać za to wszystko.
-Kurwa, przepraszam okej?-krzyknął.
-Za co Ty mnie przepraszasz?-udawałam zszokowaną.
-Dobrze wiesz za co. Nie rób ze mnie idioty..-słyszałam w jego głosie coś takiego..coś jak..poczucie winy, a to, aż do niego nie podobne.
-Mogę Ci zadać pytanie..?-dodał.
-Śmiało.
-Czy Ty..czy Ty mnie nienawidzisz..
------------------------------------------------------------------------
*Scary Maze-nazwa najstraszniejszego domu strachu xd Oczywiście zmyślone wszystko. Tak wiem po angielsku to znaczy Straszny Labirynt.
**Orchard Street 14 - ulica na której mieszka Nicole. Prawdopodobnie takiej w Londynie nie ma. To również wymysły mojej wyobraźni ;p
Nie wiem także czy tytuł jest dobrze przetłumaczony więc ten tego. ;p

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 5: Date

Dziś znów obudził mnie nieznośny dźwięk budzika. Jeszcze nigdy nie obudziłam się tak szczęśliwa w środku tygodnia. Nie mogę się doczekać żeby wszystko opowiedzieć Jessie'mu. Obawiam się tylko, że Niall przy kumplach będzie kimś zupełnie innym niż wczoraj. Chciałabym żeby od wczoraj nic się nie zmieniło, ale nie podejrzewam żeby Niall zaprzepaścił swoją reputację dla mnie..

**
Szłam wzdłuż korytarza prosto do szatni gdzie miałam się przebrać na zajęcia wf-u. Szłam tak czytając notatki z chemii. W końcu trzeba poprawić kilka ocen jeśli chce zdać do następnej klasy. Nagle poczułam jak ktoś trąca mnie w ramie. Przystanęłam oglądając się za siebie i kogo zobaczyłam..nikogo innego jak Niall'a. No tak..nic się nie zmieniło. Poszłam dalej nie przejmując się tak bardzo zaistniałą sytuacją no bo co zrobię? Nic nie zrobię.
Przebrałam się w strój do ćwiczeń i skierowałam po schodach na sale gimnastyczną.
-Hej śliczna-na drodze stanął mi wysoki brunet z chytrym uśmieszkiem.
-Sorry..spiesze się-odpowiedziałam i próbowałam wyminąć chłopaka..na marne.
-A gdzie Ci tak spieszno co?-przysunął się o krok na co ja automatycznie cofnęłam się do tyłu. Nawet w szkole nie można czuć się bezpiecznie. Brunet położył rękę na moim biodrze na co tylko przymknęłam oczy. Nagle przestałam czuć jego rękę na sobie, otworzyłam oczy i zobaczyłam, że chłopak leży na ziemi, a obok niego stoi Niall i coś tam do niego krzyczy. Kiedy przestał już mu jak sądze grozić podszedł do mnie.
-W porządku?-zapytał.
-Um..tak..tak sądze..dzięki..
-Spoko. Następnym razem bardziej uważaj-uśmiechnął się słodko i już chciał odchodzić, ale..
-Zaczekaj!-krzyknęłam. Spojrzał na minie pytającym wzrokiem, a mnie zaczęło zastanawiać co ja wyprawiam..
-O co chodzi..?-zapytałam.
-To chyba ja powinienem zapytać-zaśmiał się.
-Nie..Dlaczego taki jesteś..?
-Jaki?-Wydawał się coraz bardziej zdezorientowany i wcale mu się nie dziwie.
-Wczoraj byłeś taki romantyczny i w ogóle, a dzisiaj znowu taki..do cholery! Najpierw mnie całujesz, za chwile popychasz, a potem znowu się pojawiasz w roli bohatera. Co jest z Tobą kurwa nie tak?
-Dziewczyno wyluzuj-Trochę się zdenerwował kiedy zobaczył tłum ludzi zbierający się wokół nas.
-Nie! Zdecyduj się kim Ty do cholery jesteś!-Wydarłam się. Już miałam odejść kiedy w ostatniej chwili złapał mnie za nadgarstek.
-Słuchaj. Jeszcze raz powiesz coś na temat wczoraj publicznie, a pożałujesz.
-Hah. Ciekawe co by było gdybym wszystkim powiedziała jaki to nasz Niallerek jest romantyczny..-powiedziałam z sarkastycznym uśmiechem.
-Spróbuj tylko..-zagroził mi.
-No co mi zrobisz? Pobijesz mnie?-Widziałam jak zaciska mocniej szczęke. Przez chwile naprawdę myślałam, że mi przyłoży, ale nie. On po prostu mnie wyminął.

**

Po skończeniu wszystkich zajęć postanowiłam przejść się do domu przez park ze względu na ładną pogodę. Nie widziałam dzisiaj nigdzie Jessie'go. Martwię się o niego. Nawet do mnie nie napisał. Postanowiłam zrobić to pierwsza.
-Co z Tobą? Dlaczego Cię nie było?
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, bo już po chwili ją dostałam.
-Zwykła choroba. Nie przejmuj się :) xx.
-To może do Ciebie przyjdę, coś pomogę? :( xx.
-Nie. Dam rade. Muszę kończyć. Pa.
To nie było normalne. Nigdy tak ze mną nie pisał. Był jakiś podejrzany, ale nie mam zamiaru sprawdzać czy kłamie. Wiem, ze gdyby coś się stało na pewno by mi to powiedział.
Teraz to już nawet nie mam z kim się spotkać. Czyli kolejne popołudnie spędze sama oglądając jakąś głupią komedie. Tuż przy domu poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i sprawdziłam wiadomość.
-Spotkajmy się w parku o 19. Niall xx.
Raczej nie mam zamiaru się z nim spotykać po dzisiejszym. Wrzuciłam telefon do torby zawieszonej na ramieniu i wyjęłam klucze. Chciałam od kluczyć drzwi, ale były otwarte. Weszłam po cichu do domu i rozejrzałam się dookoła. Chwyciłam kij bejsbolowy leżący przy szafce w korytarzu i skierowałam się na góre skąd dochodziły dźwięki. Drzwi od sypialni rodziców były uchylone. Popchnęłam je delikatnie i weszłam do środka wciąż trzymając kij w ręce. Uniosłam kij do góry i weszłam do garderoby w której paliło się światło.
-Siostra!-krzyknął mój braciszek.
-Jezu..Luke..chciałeś żebym Cię zabiła!-krzyknęłam na niego i rzuciłam mu się na szyje.
-Um..co robisz w garderobie rodziców?-zapytałam unosząc jedną brew.
-Bo widzisz..tata pozwolił wziąć mi jakąś koszule bo..-potarł ręką o kark.-umówiłem się na randke..
-To cudownie-znów się na niego rzuciłam, a on prawie stracił równowagę.
To wspaniałe, że Luke w końcu się z kimś umówił. Najwyższa pora żeby sobie kogoś znalazł.
-Jesteś głodna?
-Tak odrobinke..bardzo-zaśmiałam się. Zeszliśmy z Luke'iem do kuchni, on wziął się na robienie obiadu, a ja usiadłam do laptopa.
-O której wychodzisz?-zapytałam.
-Um..o 19.
Czyli jednak kolejny wieczór samotny.
Po zjedzonym obiedzie pomogłam Luke'owi przygotować się na „spotkanie”. Zostało nam niecałe pół godziny, a Luke nie miał nawet gotowej fryzury. Postanowiłam poszperać trochę w rzeczach taty żeby znaleźć coś odpowiedniego dla Luke'a. W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Mój brat poszedł otworzyć podczas gdy ja w dalszym ciągu szukałam dla niego ubrań.


*Niall*
Nicole na pewno nie będzie chciała się ze mną spotkać po tym co odwaliłem. Postanowiłem sam do niej pójść. Zadzwoniłem do jej drzwi i czekałem, aż ktoś mi otworzy.
Drzwi się uchyliły, a moim oczom ukazał się brunet bez koszulki. Pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy to: Ona kogoś ma idioto. Ale jednak postanowiłem spróbować.
-Um..cześć. Jest Nicole.
-A Ty jesteś?-zapytał.
-Jej kolegą.-odpowiedziałem nie przekonany czy tak mogę się nazwać.
-Zawołam ją.
-Albo wiesz co..nie musisz. Nie ważne. Cześć-no po prostu spanikowałem. Jeśli to jej chłopak to może lepiej teraz jej nie przeszkadzać? Kurwa Niall! Jesteś idiotą!-pomyślałem.

*Nicole*
-Kto to był?-zapytałam.
-Jakiś koleś..
-Czekaj, czekaj. Jaki?-A jeśli to był Jessie? Nie. Przecież Luke go zna, nawet się przyjaźnią.
-Jakiś blondyn, mówił, że jest twoim kolegą.-wzruszył ramionami.
-Co?!-Wydarłam się i zbiegłam po schodach. Zarzuciłam na siebie płaszcz i wybiegłam z domu. Na szczęście stał jeszcze przy swoim samochodzie.
-Niall!-Krzyknęłam. Obrócił się gwałtownie, a ja do niego podbiegłam.
-Hej-uśmiechnął się. Spojrzałam mu głęboko w oczy i po prostu się z nich zatopiłam. Są takie śliczne.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Pisałem do Ciebie..chciałem Cię przeprosić za dzisiaj.
-Um..spoko..przyzwyczaiłam się, że jesteś inny w towarzystwie..
-Niki..to nie tak..
-Niall. W porządku. Nie musisz mi się tłumaczyć-uśmiechnęłam się.
-Chyba powinnaś wracać. Twój..chłopak na nas patrzy..-powiedział zakłopotany. Chłopak?! Odwróciłam się i spojrzałam w jedno z okiem, z którego patrzył Luke. Zaczęłam się najzwyczajniej śmiać.
-Co?-zapytał zdezorientowany
-To mój brat-nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jak mógł pomyśleć, że to mój chłopak?
-Um..głupio wyszło..-opuścił głowe w dół.
-Dużo osób tak myśli..-uśmiechnęłam się nieśmiało. Staliśmy już jakąś chwile w takiej ciszy. Tak się przy nim denerwowałam, że myślałam, że zaraz tam zemdleje.
-To może..wyskoczymy gdzieś razem..?-Co? Chcesz iść ze mną na randke? Tak, tak! 3 razy TAK! Chwila..co?! Nie! Nie możesz tak łatwo wybaczać. Jesteś na niego wściekła!
-Przepraszam Niall, ale nie..-powiedziałam i odeszłam. Wiedziałam, że wciąż tam stoi, czułam na sobie jego wzrok. Z hukiem zamknęłam drzwi i osunęłam się na nich na podłoge. Schowałam twarz w dłoniach, kilka łez spłynęło po moich policzkach. Przecież chciałaś się z nim umówić! Miałaś szanse, a Ty ją zmarnowałaś!-skarciłam się.
-I jak?-zapytał mój brat schodząc po schodach w wybranym stroju.
-Idealnie-uśmiechnęłam się i wstałam.
-To super. Ja spadam. Trzymaj się-chwycił kluczyki od samochodu i wyszedł. Pobiegłam na góre i włączyłam szybko komputer. Chciałam się w ten sposób odciąć od tego wszystkiego. Weszłam na Twittera i zobaczyłam dość smutny tweet Niall'a.
„W ręku szlug telefon w drugiej. I napisałbym do Ciebie, ale jakoś brakuje słów. Zadzwoniłbym do Ciebie, ale wiem, że tego nie chcesz. Wybełkotał, że Cię kocham tu jest źle i serio tęsknie.”
To jakoś..trafiło mi w serce. Coś tak jakby we mnie pękło..ale przecież to nie jest skierowane do mnie. Na pewno nie. Tylko dlaczego mnie to tak boli? Dlaczego nie mogę po prostu o nim zapomnieć?

Witam.
Rozdział dodaje jeszcze przed świętami gdyż znalazłam trochę czasu wolnego z powodu choroby.
Dziękuję wam bardzo za tyle wyświetleń, które ciągle rosną. Jesteście po prostu cudowni.
Komentarze od was są prze miłe i tak mi się mordka cieszy jak widzę to wszystko co piszecie awww;*
Głosy w ankiecie też nie najgorsze za co również serdecznie dziękuję.
No i mam nadzieje, że nasz mała rodzinka będzie się powiększać.
Wesołych Świąt jeszcze raz! <3

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 4: "Friends"

Jeśli czytasz nie zaszkodzi Ci skomentować, to dla Ciebie sekunda, a dla nie duża motywacja do dalszej twórczości :)

Siedziałam w pokoju przeglądając Tumblr'a i popijając moją ulubioną latte. Za godzine miał przyjść Niall żeby zabrać się za zrobienie projektu, ale szczerze wątpie, że się zjawi. Korzystając z okazji, że zostałam sama w domu postanowiłam założyć luźne dresy i rozciągniętą koszulkę.
Usadowiłam się z moim latte na parapecie i wyglądałam za okno na otaczający mnie świat. Zaczęłam zastanawiać się nad wszystkim co się wydarzyło. Pomyślałam nawet o Jay'u. Bardzo dawno go nie widziałam wciąż się wykręca. Nie wiem czy nasz związek ma jakikolwiek sens, ale nie lubię pierwsza z kimś zrywać. Podejrzewam, że Jay także tego nie zrobi. Sama nie wiem już czy coś jeszcze do niego czuję, a nawet jeśli to czas to zakończyć. W tym właśnie momencie zaczął wibrować mój telefon. Rzuciłam się na łóżko i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. To Jay.
-Halo?-powiedziałam przyciszonym głosem.
-Um..cześć to ja, Jay..
-Przecież wiem-zaśmiałam się
-No bo widzisz..musimy pogadać..
-Cały czas rozmawiamy
-Mogę do Ciebie przyjść?
-Um..tak jasne..
Po tych słowach po prostu się rozłączył. Był jakiś zdenerwowany. Nigdy jeszcze się tak nie zachowywał. Jego dom jest 15 minut stąd więc podejrzewam, że niedługo powinien być. Zbiegłam na dół i posprzątałam bałagan panujący w domu. Chwile później usłyszałam dzwonek do drzwi. Podbiegłam do nich i otworzyłam z uśmiechem. Jay jednak miał wyraz twarzy jakby ktoś umarł.
-Może usiądziemy? Chcesz coś do picia?
-Um..nie..słuchaj ja tylko na chwile..
-No dobra..mów.
-Widzisz..-zaczął pocierać ręką o kark.
-No wyduś to z siebie!-krzyknęłam tak zdenerwowana jak nigdy. Nie mogłam dłużej czekać.
-Poznałem kogoś..i..i to koniec..-stałam tam jak wryta. Czy on właśnie powiedział, że ze mną zrywa? Nie sądziłam, że to aż tak zaboli. Kiedy ja tak tam stałam on po prostu wyszedł. Pojedyncze łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Wbiegłam z powrotem do pokoju i zaczęłam najzwyczajniej płakać. Łzy przez długi czas nieustępowały, nawet nie wiedziałam ile już tak leże.
Znowu usłyszałam dzwonek do drzwi. Oby to nie był on, bo nie ręczę za siebie. Tak mu przywale, że przez tydzień się nie pozbiera. Zeszłam ślamazarnym krokiem do drzwi. Nie zważając na mój obecny wygląd otworzyłam je. Takiego widoku się nie spodziewałam. Przed moimi drzwiami stał Niall Horan we własnej osobie.
-Cześć..nie w pore?-zapytał.
-Nie..nie. Wejdź.-zdobyłam się na słaby uśmiech.
-Coś się stało?
-Nic takiego, chodź-co za ironia losu. Mój obecnie były chłopak zerwał ze mną jakieś pół godziny temu, a teraz jeszcze przychodzi tu mój wróg. -Masz jakieś materiały?
-W sumie..
-Zaraz czegoś poszukamy-Co za głupie pytanie. Jasne, że nic nie ma!-Chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki-Hm..jakiś taki oschły..ale co się dziwić w końcu mnie nie lubi i ze wzajemnością.
-Może po prostu wykorzystamy to co wiem na temat tego miasta i co najwyżej później coś jeszcze poszukamy?
-Jasne tylko..skąd możesz coś o nim wiedzieć?-no Panie Horan dużo jeszcze Pan o mnie nie wie..
-Urodziłam się tam i mieszkałam zanim przeprowadziłam się do Londynu-uśmiechnęłam się
-Naprawdę? Sorry, nie wiedziałem-wyglądał na lekko zakłopotanego. Punkt dla mnie!
-Wiele o mnie nie wiesz-powiedziałam i wyszłam z pokoju. 2:0. Jego mina-bezcenna. Oczywiście mogłam zauważyć, że od razu poszedł za mną, ale chyba nie myślał, że to ja będę triumfować.
Usiadłam na podłodze w salonie i zabrałam się na robienie plakatu.
**
-Na dziś koniec-powiedziałam, a Niall wyraźnie się ucieszył. Chyba nie zbyt lubił odrabiać jakiekolwiek prace domowe.
-Idę zrobić kawe. Też chcesz?
-Zaczekaj pomogę Ci-zaoferował mi pomoc? Nie, to się nie dzieje. Zaparzyliśmy sobie kawe i wróciliśmy do salonu. Usiadłam po turecku na kanapie z kawą w ręce. Niall usiadł tuż obok mnie i zaczęliśmy konwersacje. Cała rozmowa wydawała się całkiem przyjemna.
-Mogę Cię o coś zapytać?
-Jasne-uśmiechnęłam się szczerze.
-Dlaczego płakałaś kiedy przyszedłem?-Już chciałam mu odpowiedzieć, że to nie jego sprawa, ale nie miałam serca. Był dla mnie taki miły..
-Powiem Ci, ale musisz mi obiecać, że nikomu tego nie wygadasz..
-Okej. Mów.
-Chłopak ze mną zerwał..-głos mi się załamał. W mojej głowie było to o wiele odważniejsze.
-Um..jja..
-Nie szkodzi-uśmiechnęłam się.-Może obejrzymy jakiś film..?-zapytałam niepewna jego reakcji. Nie wiem czego mogę się po nim spodziewać.
-Chętnie, ale pewnie twoi rodzice niedługo wrócą, nie chciałbym przeszkadzać..
-Oni pracują..a mój brat jest u dziewczyny i zostaje tam na noc. Ale skoro chcesz już iść to okej.
-Naprawdę chciałbym zostać, ale sama rozumiesz..-Nie. Nie rozumiem!
-No pewnie..to pa..-powiedziałam mu kiedy opuszczał mój dom. Chyba rzeczywiście jestem nudna skoro wszyscy chłopacy ode mnie uciekają.
*Niall*
Dzień spędzony u Nicole był jednym z najmilszych. Nie spodziewałem się po niej, że jest tak pozytywną osobą. Na początku było trochę sztywno, bo oboje się nie lubiliśmy, ale jakoś udało nam się dogadać. Nawet nie wiedziałem, że mamy ze sobą tyle wspólnego. Słuchamy tych samych zespołów, lubimy takie same filmy..teraz trochę głupio, że jej tak dokuczałem..-Horan, stop! Nie możesz jej lubić, zniszczysz sobie reputacje! Masz ją zaliczyć i koniec, ale jak kiedy ona jest taka urocza, piękna i..nie! Trzeba coś z tym zrobić. Przecież nie mogę się w niej zakochać.
Wszedłem do zatłoczonego pomieszczenia zwanym klubem żeby spotkać się z chłopakami. Od razu zobaczyłem ich siedzących przy barze. Podszedłem pewnym siebie krokiem i przybiłem każdemu piątke.
-Jak tam randka z Nicole?-zapytał lokowaty brunet śmiesznie poruszając brwiami.
-W porządku.
-W porządku? Tylko tyle? No opowiedz coś. Jaka jest?-Zayn jest taki irytujący. Wszystko musi wiedzieć.
-Umm..irytująca, wkurzająca i nudna..-przecież nie mogę im powiedzieć prawdy. Pomyślą, że się zakochałem i zostanę sam. To fakt ona jest bardzo fajna, ale nie powiem im tego, wyszedłbym na durnia.
-Tak jak myślałem-zaśmiał się Liam. Mam ochotę mu za to przywalić..chwila. Co? Za to, że się ze mną zgodził? Co się ze mną dzieje.. Nie, nie, nie. Czas z tym skończyć. Weź się w garść Horan!
-Niall!-z zamyślenia wyrwał mnie głos Zayn'a.
-Um..no..no co?
-Ogarnij się chłopie. Po spotkaniu z tą laską jesteś jakiś nieobecny!
-Mam kilka spraw do załatwienia, cześć.-po prostu opuściłem lokal. Jeszcze chwile bym tam z nimi posiedział i bym się wygadał. Postanowiłem pójść z powrotem do Nicole skoro nie mam nic innego do roboty. Pewnie wciąż siedzi sama więc co mi szkodzi. Zadzwoniłem do drzwi, ale już po chwili zrozumiałem, że był to zły pomysł. Chciałem się wycofać, ale było już za późno. Rozbawiona, szczupła blondynka stała tuż przede mną.
-Um..cześć..-zacząłem.
-Cześć. Nie miałeś gdzieś iść?
-Byłem, ale postanowiłem wrócić żebyś nie musiała siedzieć sama..chociaż nie..nie ważne..narka..
-Zaczekaj!-usłyszałem jej krzyk kiedy już odchodziłem-Chodź. Robię właśnie popcorn z Jul.-uśmiechnęła się pogodnie i zaciągnęła do wnętrza domu.
-Jul to jest Niall, Niall Jul-przedstawiła nas sobie. Podaliśmy sobie ręce i chwile wpatrywaliśmy się sobie prosto w oczy. Nie powiem..ładna dziewczyna.
-Właśnie miałyśmy oglądać „P.S Kocham Cię”, ale zaraz poszukam czegoś innego
-Nie fatyguj się. Bardzo lubię ten film-posłałem jej nieśmiały uśmiech. Trochę głupio przyznać, że taki chłopak jak ja lubi romantyczne filmy.
-Żartujesz?-uderzyła mnie w ramie.
-W sumie to mówię totalnie serio..-aż czułem jak mi policzki płoną.
-Przepraszam..-odpowiedziała spuszczając głowę w dół. Chwyciłem jej podbródek i uniosłem do góry.
-Nie szkodzi, przecież nie miałaś pojęcia..-zaczęliśmy się do siebie przybliżać, brakowało tak mało i..
-Ekhem-Jak się okazuje Jul cały czas się nam przyglądała i chyba poczuła się lekko zapomniana. Nicole szybko się ode mnie odsunęła i podeszła do odtwarzacza DvD, aby włożyć płytę.
*Nicole*
Film trochę mnie znudził nie to co Jul i Niall. Oni to byli na maksa pochłonięci całą akcją. Oboje płakali i rozmawiali o tych „słodkich” scenach. Nie spodziewałam się, że Niall potrafi być taki uczuciowy, ale jak widać pozory mylą.
Jul po wszystkim zmyła się do domu i znów zostałam z Niall'em sam na sam po raz drugi w tym dniu. Niestety było sporo sprzątania, bo Jul zostawiła po sobie ten syf.
-Pomogę Ci-zaoferował się Niall. To niebywałe, że jeszcze kilka godzin temu był dla mnie kimś kogo najchętniej zadźgałabym toporem, a teraz jest zupełnie inną osobą. Pomocny, uczuciowy i te oczy..Stop! Uważaj Nicole bo za bardzo się rozmarzysz, a wiesz jak to się kończy-skarciłam się w myślach.
Sprzątanie poszło nam nawet sprawnie więc po kilku minutach było już po wszystkim.
-To..w takim razie ja już pójdę-ukazał rząd tych swoich śnieżnobiałych zębów. Zarzucił na siebie kurtkę i już wychodził, kiedy niespodziewanie się cofnął.
Poczułam jego ciepłe wargi na swoich. To było takie..krótkie. Za krótkie. Nawet się nie obejrzałam kiedy wybiegł z mojego domu. Przez cały czas miałam w głowie ten ułamek sekundy może i było to krótkie, ale za to jakie cudowne.
Cała w skowronkach pobiegłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Niby nic nas nie łączy, ale tyle szczęścia przez zwykły pocałunek? Nie..nie miałaś się w nim zakochiwać idiotko! Nie wyobrażam sobie tego..przecież my się tak bardzo różnimy. Skończymy projekt i to tyle. Nic więcej.

Hej, hej, hej ;p Tak to znowu ja ;c
Jak widzicie jakoś się w czasie wyrobiłam ^^
Chciałabym wam bardzo, bardzo, baaaaaaaaaaaardzo podziękować za ilość wyświetleń i, że jesteście ze mną. Jeśli macie pomysł na połączenie imion Niall i Nicole to podawajcie mi w komach, bo za cholere nie mogę wymyślić ;/
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny rozdział ponieważ teraz są święta, potem mam testy próbne i majówka z czego ciężko będzie mi znaleźć chwile wolną.
W takim wypadku wesołych świąt życzę i udanej majówki :)


środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 3: Drama

Jeśli czytasz nie zaszkodzi Ci skomentować, to dla Ciebie sekunda, a dla nie duża motywacja do dalszej twórczości :)
Wstałam dość wcześnie rano, więc miałam wystarczająco czasu by przygotować się do szkoły. Po szybkim prysznicu założyłam na siebie szarą bluzę, ciemne jeansy i czarne Converse. Upięłam włosy w luźnego koka i z torbą przewieszoną na ramieniu zeszłam do kuchni. Nie mam pojęcia która jest godzina, ale to dla mnie szok, że rodzice wciąż tu są. Krzątali się po kuchni w poszukiwaniu składników do swoich śniadań. Byli tak zabiegani, że nawet nie zauważyli, że stoję oparta o framugę drzwi.
-Ekhem..-odchrząknęłam, a dwie pary oczu w ułamku sekundy skierowały się na mnie.
-Co tu robisz tak wcześnie? Jest 6 rano-odezwała się do mnie mama i szeroko uśmiechnęła. Tata stał zszokowany nie wiadomo to czemu. Mama chwyciła swoje kanapki i usiadła do stołu, a ja wraz z nią. Ojciec wciąż przyglądał mi się z zaciekawieniem więc postanowiłam zapytać o co mu chodzi.
-Um..tato? Czemu tak patrzysz?-to pytanie było dziwniejsze niż myślałam.
-Nie widziałem Cię tak dawno, że już nawet zapomniałem jak wyglądasz. Muszę się trochę nacieszyć moją córeczką-uśmiechnął się, podszedł bliżej i mocno mnie przytulił. To prawda, nie widywałam się z nim za często. Ciągle pracował, zresztą mama też, ale on jakoś specjalnie nigdy nie bywał w domu. Mame od czasu do czasu udało mi się złapać, a z nim ostatni raz widziałam się w święta wielkanocne, a jest do cholery środek maja! Nigdy nie mieli dla mnie wystarczająco czasu, ale zdążyłam się z tym pogodzić.
-Powodzenia w szkole i do następnego-pożegnał się ze mną i jak gdyby nigdy nic wyszedł..mama od razu za nim. Znowu zostałam sama, ale..jest jeszcze Luke! Szkoda by było gdybym go obudziła, ale przecież spóźni się do pracy.
Weszłam po cichu do jego pokoju, panowały tu straszne ciemności. Na szczęście znałam ten pokój jak własny i wiedziałam, w którą stronę iść żeby na coś nie wpaść. Odsłoniłam delikatnie żaluzje i zobaczyłam mojego brata. Spał tak słodko, że nie miałam serca go budzić, ale trudno się mówi. Wskoczyłam na Luke'a i zaczęłam go łaskotać. Od razu się obudził, zrzucił mnie z siebie na drugą połowę łóżka i zaczął dźgać w boki. Teraz to ja byłam jego ofiarą.
Kiedy skończyliśmy te całe dziecinne zabawy oboje zeszliśmy do kuchni, w której już wcześniej zagościłam.
-Co chcesz zjeść?-zapytał Luke zaglądając do lodówki
-Może naleśniki?-odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie. Luke pokiwał głową i zabrał się za przygotowanie śniadania.
**
Powolnym krokiem skierowałam się pod sale od Angielskiego. Jessie już tam na mnie czekał więc przyspieszyłam trochę kroku. Rozmawiałam z Jessie'm przez chwile o kompletnie bzdurnych rzeczach do momentu kiedy nauczycielka nam nie przerwała zapraszając nas do klasy. Zajęliśmy swoje miejsce na końcu sali i rozpakowaliśmy nasze rzeczy.
-Proszę Państwa kolejne kilka lekcji będzie połączone z inną klasą..-zaczęła mówić co od razu wywołało u mnie złe emocje. Jak to będzie klasa Dominica i wyjde przy nim na idiotke? Albo co gorsza..jeśli to będzie klasa Niall'a? Co wtedy? Mam przez kilka tygodni chodzić z nim na jedne zajęcia? Co prawda angielski będziemy mieć razem raz w tygodniu, ale sam fakt mnie dobija..
W tym momencie drzwi się otworzyły, a do środka zaczęli wchodzić ludzie i zajmować miejsca. Myślałam już, że to wszyscy i nie będzie tak źle, kiedy nagle wparował Niall i jego koledzy. Nie byli to ci co zawsze na korytarzu. Było ich 4 i każdy z nich przystojny. Nie zauważyłam ich wcześniej w naszej szkole.
-Będziecie mieć razem zajęcia przez 4 tygodnie. Do zrobienia będą projekty. Polegać będą one na opisaniu jakiegoś Amerykańskiego miasta-super w tym jestem świetna, przecież tam mieszkałam.
-Osoby są już po przydzielane, miasta również. Lista wywieszona jest na tablicy na korytarzu. Projekty robić będziecie poza lekcyjnie, a w szkole będziemy robić nowe tematy.-Zajebiście. Nie dosyć, że pewnie przydzielą mi jakiegoś frajera to jeszcze dostane najgorsze miasto z możliwych.
Po zakończeniu lekcji wszyscy pobiegli od razu w stronę wywieszonej listy. Kiedy tłum zaczął się rozchodzić w końcu dostałam się do kartki, aby przeczytać z kim jestem. Gdy już znalazłam swoje nazwisko przeczytałam.
Nicole Johnson-Niall Horan -Los Angeles
No to są chyba jakieś żarty? Kurwa. To nie może być prawda! Przecież my się pozabijamy! Chociaż miasto dostałam fajne. Wiem o nim wiele skoro mieszkałam tam kilkanaście lat, ale nie mogę wyobrazić sobie pracy z Niall'em. Nie mam zamiaru w ogóle z nim pracować wole sama zrobić cały projekt i tylko dopisać jego nazwisko.
Pobiegłam z powrotem do sali z nadzieją, że Pani Twise jednak zgodzi się zmienić mi parę.
-Prosze Pani! Byłaby możliwość zmiany pary?
-Niestety nie, już wszystko ustalone i żadnych zmian-jej słowa mnie załatwiły. Czyli jednak jestem na niego skazana. Skierowałam się na stołówke i dosiadłam do Jessie'go.
-Z kim pracujesz?-zapytałam go wpatrując się w śnieżnobiały stół.
-Z Emily, a Ty?-zapytał mnie również. Długo nie odpowiadałam, a on opuścił wzrok. Wydaje mi się, że zrozumiał o co chodzi.
-Współczuje-dodał i już więcej się do siebie nie odezwaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy spoglądając na siebie od czasu do czasu.
-Cześć paro-zobaczyłam Niall'a dosiadającego się do mnie i Jessie'go
-To ja nie będę przeszkadzał-powiedział szybko Jessie i odszedł od stołu jak poparzony.
-Jeśli chodzi o projekt, zrobie wszystko sama tylko Cię podpisze-powiedziałam oschle chwytając swoją torbe.
-Przestań. Zrobimy go razem. Kiedy masz czas?-jego pytanie było wręcz..dziwne..dlaczego chciałby robić ze mną projekt? Dlaczego jest taki miły? Mnóstwo pytań gromadziło się teraz w mojej głowie.
-Dzisiaj?-zapytałam niepewnie
-Jasne. U Ciebie, u mnie?
-U mnie-odpowiedziałam szybko i odeszłam w stronę drzwi wyjściowych.
*Niall*
-Stary, ale Ci się trafiło-poklepał mnie po ramieniu Harry.
-Nic nie mów..4 tygodnie pracy z tą idiotką..
-Nie przesadzaj może nie jest taka zła, nie znasz jej..-odezwał się Niall
-Nie jest taka zła? Ty widziałeś jaka ona jest bezczelna?-zapytałem z oburzeniem.
-Nie jesteś lepszy..-mruknął Liam, a ja zgromiłem go wzrokiem.
To będą najgorsze 4 tygodnie mojego życia. Nie dość, że muszę być dla niej miły to jeszcze muszę zdać ten projekt na 6, bo mi będzie robić wyrzuty. Pewnie będzie jeszcze stroić fochy..od razu widać, że bogata. „Bogatemu wszystko wolno” phi..nie nawidze takich dziewczyn. Zadufane w sobie diwy, mają bogatych rodziców i myślą, że są najlepsze na świecie. Nie wiem jak to zniose. Na pewno będzie cholernie wkurwiająca i po prostu wyjde sama se będzie ten porjekt kończyć, księżniczka.
-Mam pomysł ziom!-z zamyślenia wyrwał mnie głos Harry'ego. Taaa...on i jego genialne pomysły..-robimy taki mały zakładzik..jeśli w do końca miesiąca ją przelecisz daje ci stówe!
-To ja dorzucam kolejną!-krzyknął Zayn.
Ten pomysł nie jest taki zły. Przecież to nic trudnego, gorzej jak będzie uparta. Wszyscy się dorzucili więc mogę zarobić niezłe 4 stówy.
-Stoi!-wszyscy przybiliśmy sobie piątke i rozeszliśmy każdy w swoją stronę. Mam dużo do stracenia więc będę musiał się nieźle postarać.

Rozdział pojawił się szybciej niż zakładałam. Mam nadzieje, że wam się podoba.
Zauważyłam, że jest dość sporo głosów w ankiecie, a mało komentarzy.
Zastanawia mnie ilu was w końcu jest no xD
Next jakoś w przyszłym :)
Miłego :)