niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 15: "Same"

Wstałam, ubrałam się, przygotowałam do szkoły. Właśnie zaczynał się mój codzienny krąg.
Dziś czekała mnie prezentacja projektu z Niallem. Zapowiadał się chyba najgorszy dzień w moim życiu. Czuje się źle przez wydarzenia z ostatnich dni, bo wiem, że postępuje źle. Tak szybko przywiązuje się do ludzi..za szybko.

**

Gdy zaparkowałam mój nowiutki samochód na parkingu przed szkołą zauważyłam jak wszystkie oczy włącznie z paczką Nialla spojrzeli w moją stronę. Gdy wysiadłam usłyszałam pogwizdywanie i pare niegrzecznych tekstów jak to sobie na ten samochód zarobiłam. Zazwyczaj staram się nie pokazywać po sobie jak moja rodzina jest bogata dlatego nie każdy może się domyślić, że moich rodziców stać na taki prezent. Tak, wczoraj obchodziłam swoje 18-ste urodziny. Nie robiłam z tego wielkiego wydarzenia, nikt poza najbliższymi o nich nie wiedział. Nie jestem zbyt popularna więc to dla mnie nic dziwnego. Chciałam zrobić małą domówke za kilka tygodni, ale nie sądze żebym miała kogo zaprosić. Moja lista gości ogranicza się do minimum dziesięciu osób minus jedna bo nie mam pojęcia co sie dzieje z Jessim. Nie wiedziałam go około miesiąca, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na smsy, a nawet w domu go nie zastałam. Może wyjechał? Nie wiem. Dlaczego miałby mi nie powiedzieć o tak istotnej rzeczy. Myślałam, że przyjaciele mówią sobie wszystko, a w tym momencie czuje się niejako zdradzona.
Przechodzą obok ludzi Nialla poczułam jego palący mnie wzrok. Dobrze wiedział ile mam pieniędzy, przecież był u mnie w domu, a tam nie trudno zauważyć, że sam hol wygląda jak lotnisko.
Pospiesznym krokiem przeszłam, że ogromne szklane drzwi, a następnie korytarz by w końcu dotrzeć pod salę od języka angielskiego. Przerwa dłużyła mi się niezmiernie gdyż żadnego z moich przyjaciół nie było dziś w szkole. Nie rozumiem co sie dzieje, ale strasznie się ode mnie odsunęli. Jedynie Jake spędza ze mną sporo czasu aczkolwiek nie w szkole. Tutaj jesteśmy dla siebie jakby niewidzialni nie wiadomo dlaczego.
Gdy doczekałam upragnionego dzwonka weszłam do klasy jako pierwsza i zajęłam stałe miejsce na samym końcu sali. Wyjęłam z torby okrągłe pudełko, w którym znajdowała się moja, a raczej nasza prezentacja czyli plakat z poprzyklejanymi informacjami i zdjęciami. Pani Twise zaczęła czytać listę obecności, a Nialla jak nie było na początku tak wciąż nie ma i nie myśle w ogóle, że ma zamiar się pokazać. Tuż po wyczytaniu obecności profesor Twise zaczęła zapraszać na środek pierwsze osoby do zaprezentowania pracy. Czas płynął nieubłaganie, a moja kolej zbliżała się z minuty na minutę. Już dawno przestałam mieć te cichą nadzieje, że może jednak przyjdzie. Teraz najważniejsze było abym wszystko dobrze powiedziała i nie popełniła żadnego błędu, który mógłby wpłynąć na moją ocenę.
-Johnson!-usłyszałam- Twoja kolej -dodała już znudzona nauczycielka. Postaraj się Niki. Nie wolno ci tego zawalić-mówiłam sobie w myślach. Stanęłam na środku, odkaszlnęłam i już miałam zaczynać kiedy drzwi od sali uchyliły się, a do środka wbiegł zdyszany Niall.
Dzięki Bogu-pomyślałam.
-Myślałaś, że Cię tak zostawie?-uśmiechnął się z tym swoim błyskiem w oczach.
Chłopak zaczął mówić, a ja dziękowałam Bogu za to, że jednak postanowił przyjść. Nie spodziewałabym się po nim takiego zachowania, ale jestem teraz zbyt szczęśliwa żeby o tym rozmyślać. Zanim się obejrzałam Niall skończył mówić, a Pani Twise siedziała z otwartą buzią.
-Nie wiem jak Ci się to udało Johnson, ale nakłoniłaś Horana do nauki-powiedziała z ogromnym niedowierzaniem w głosie.-Najlepsza praca jaką dzisiaj widziałam -dodała-Oboje dostajecie szóstki.
Rzuciłam się na Nialla, a on mnie podniósł przyciągając bliżej do siebie. Nie trwało to wcale długo, bo chwile potem odstawił mnie na podłogę i wyszedł z klasy gdyż dzwonek mu na to pozwolił. Cała klasa przyglądała się temu zdarzeniu, a ja zostałam sama na środku sali. To rzeczywiście było trochę nierozsądne, ale byłam taka szczęśliwa, że nie myślałam o tym co robię. Głupio wyszło. Niall może mieć przeze mnie nieprzyjemności. W końcu on jest popularny i nie bawi się w dziewczyny tym bardziej nie takie jak ja. Pff, co ja sobie w ogóle myślałam..on nigdy w życiu nie byłby z kimś takim, a ja powinnam o nim czym prędzej zapomnieć bo to już koniec więcej się nie spotkamy, a ja znów będę przez niego poniżana.Wracamy do starych czasów gdzie jestem cichą, nie lubianą osobą, a on nade mną góruje.

**

W porze lunchu nie bardzo miałam z kim siedzieć. Chciałam dosiąść się do Jake'a, ale on już kończył lekcje i właśnie szedł do domu. Znowu sama. Usiadłam do wolnego stolika przy ścianie i zaczęłam spożywać swoją sałatkę z kurczakiem. Nagle poczułam czyiś wzrok na sobie, podniosłam głowę i zauważyłam stojącego nade mną Harrego.
-Cześć-ukazał rząd swoich białych zębów.
-Hej..-wybełkotałam.
-Bardzo entuzjastycznie-zaśmiał się i zabrał za odkręcanie swojej wody.-Co tak sama siedzisz?-zapytał w końcu siadając naprzeciw mnie.
-Wszyscy poszli już do domu, a ja muszę przejść się jeszcze do biblioteki-odpowiedziałam grzebiąc w swoim jedzeniu.-A Ty? Dlaczego nie siedzisz z Niallem i swoją paczką?
-No widzisz..Chelsey i Dominic zerwali i zaczęły się robić trochę spiny, nie chciałem słuchać ich kłótni-odpowiedział obojętnie jakby w ogóle go to nie ruszało.
-Oni co?!-zaczęłam się dusić kurczakiem, który stanął mi w przełyku na te informacje. O MÓJ BOŻE! Dominic i Chelsey-Chelsey i Dominic nie są razem...to znaczy, że jest wolny!!! Mam ochotę wejść na stół i zacząć tańczyć, ale widząc minę Harrego na to jak się uśmiecham chyba zrezygnuję z tego pomysłu. Ten dzień jest lepszy niż myślałam, nigdy nie powiedziałabym, że czeka mnie dzisiaj tyle niespodzianek. Gdy skończyłam jeść przeprosiłam Harrego i powędrowałam w stronę drzwi wyjściowych. Nasrać na zadanie domowe z historii, wydarzyło się już tyle rzeczy, że nawet nie chce o nim myśleć. Wybiegłam ze szkoły i skierowałam się do samochodu, który zostawiłam na parkingu. Niall stał o niego oparty on stał oparty o MÓJ samochód MÓJ NOWY SAMOCHÓD! "Zabieraj łapy z mojego nowego, czystego samochodu Horan"-dodała moja podświadomość. Podeszłam bliżej i spojrzałam na niego pytająco. Stanął przede mną ze skrzyżowanymi ramionami i popatrzył prosto w oczy.
-CO?!-zapytałam kiedy znudziło mi się to czekanie, aż sam coś powie.
-To Ty mi powiedz co? Rzuciłaś się na mnie przy całej klasie!-wydarł się.
-To był impuls okej? Przepraszam, a teraz się posuń-odparłam na jego bezczelny ton.
-Słuchaj, wiem, że było fajnie, dogadywaliśmy się, ale to tyle, projekt skończony, a między nami jest tak samo wiec nawet nie próbuj podbijać do mojego przyjaciela okey?!
-Że co proszę?! Harry sam ze mną usiadł bo nie wytrzymywał napiętej sytuacji w waszej paczce!-puściły mi nerwy i tak zaczęła się kłótnia na środku parkingu szkolnego.
-Napiętej?! Co ty pierdolisz?!-spojrzał na mnie wyczekująco.
-Sam go zapytaj, nie obchodzą mnie wasze problemy-przeszłam obok niego, wsiadłam do samochodu i odjechałam najszybciej jak potrafiłam. Ten człowiek działa mi na nerwy. Wydawał się taki miły, ale jak zwykle się pomyliłam i jednak wszystko wróciło do normy. Znów się nienawidzimy, ale najwidoczniej tak własnie miało być. Te dni spędzone razem, ten pocałunek, ten zakład, który "odwołał" to wszystko było grą, którą właśnie oboje zakończyliśmy.


Bardzo przepraszam za tak długą przerwę, dobrze wiem, że minęło ponad pół roku, a ja totalnie zaniedbałam tego bloga, ale dużo działo się w moim życiu i nie mogłam sobie z tym poradzić. Potrzebowałam odrobiny czasu dla siebie. Wszystko nie wróciło jeszcze do normy, ale wiecie jakie jest życie nastolatka, nie jest nam łatwo, a ja po prostu upadłam i musiałam wstać. Zajęło mi to tyle czasu, ale zaczyna być jak dawniej, a ja wracam na pełnych obrotach do pracy. Mam nadzieje, że ktoś jeszcze tu został? Z całego serca przepraszam i mam nadzieje, że rozdział się podoba. Pozdrawiam xx.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 14: I like you

Niall's Pov
-Może ja pójde do Nicole skończyć ten projekt i dam sobie w końcu spokój..-powiedziałem do Harry'ego.
-Może nie jestem najlepszym doradcą, ale uciekanie od uczucia nie ma sensu.
-Nie mów mi co ma sens, a co nie dobra?!-wydarłem się. Nie mogę ciągle udawać grzecznego. Każdy wie, że nie jestem i nie będę. Chcę być sobą, a jak na razie zmieniam się w jakiegoś lalusia przez jedną głupią, nic nie wartą laske. Wyszedłem z mieszkania przyjaciela i skierowałem się w strone domu Nicole. Jak jej tam nie będzie to dostane kurwicy. Skończymy dzisiaj ten projekt i nie obchodzi mnie czy jej się chce czy też nie ma czasu. Skończymy to dzisiaj i nigdy więcej sie do siebie nie odezwiemy. Jedynie, że zachce mi się z niej pośmiać w szkole. Dotarłem pod dom dziewczyny i delikatnie zapukałem w drewniane drzwi.
-Tak?-otworzyła mi dość dojrzała brunetka na oko koło czterdziestki. Nie była tak bardzo podobna do Nicole więc pomyślałem, że nie może być jej mamą, ale gdyby spojrzałem kobiecie w oczy nie dało się nie zauważyć, że są dokładnie takie same jak Nicole. No może troszkę ciemniejsze, ale jest to chyba jedyna rzecz jaką mają wspólną z wyglądu.
-Dzień dobry.-przywitałem się.-Zastałem Nicole?-zapytał tak żeby nie wyszło, że jestem niewychowany. Chwila..przecież ja właśnie taki jestem..Zresztą..
-Um..tak myśle, że jest u siebie w pokoju..ale nie polecam teraz konfrontacji z nią..-była dość zmieszana i uważnie obserwowała moje zachowanie. Wpuściła mnie do środka, a ja od razu skierowałem się po schodach w góre. Zapukałem w drzwi, a następnie nie czekając na żadną odpowiedź wszedłem do środka.
-Czego?!-zapytała trzymając głowe ukrytą w poduszkach.
-Przyszedłem..
-Wyjdź!-przerwała mi. Już na wstępie zostaje wyproszony. Nawet nie zdążyłem powiedzieć nic niestosownego. Nie zdążyłem powiedzieć nic.
-Nicole..
-Powiedziałam, że masz wyjść! Masz coś jeszcze do dodania?!- wykrzyczała patrząc mi prosto w oczy.
-Płakałaś? -zapytałem. Miała całe czerwone i podpuchnięte oczy. Oczywiście, że płakała debilu-skarciłem się w myślach.
-Co Cię to interesuje..-burknęła.
-Coś się stało? Wiesz, że..
-Ty się jeszcze pytasz?!
-Kurwa...przychodze tu w celu pogodzenia się i dokończenia projektu, a Ty na wejściu masz jakiś problem!- Nie wytrzymałem. Musiałem dać upust emocjom. Wstała i przemieściła się by usiąść na krześle przy biurku i wpatrywać sie w przestrzeń za oknem. Nic nie powiedziała. Tylko patrzyła. Zaczęło mnie powoli wkurwiać jej zachowanie, ale może rzeczywiście coś się stało albo ma okres i wahania hormonów kurwa.
-Wiem..-szepnęła nie odrywając wzroku od okna.
-Co wiesz?-zapytałem.
-Wszytko..-znów szepnęła. Zaraz z nią kurwa zwariuje. Gdybym mógł to juz dawno bym jej przywalił.
-Kurwa Nicole!-krzyknąłem głośniej niż zamierzałem. Ciekawe co myśli sobie jej mama kiedy słyszy jak się tak wydzieram.
-To był zakład..-mówiła cicho między szlochami.
-Co? O czym Ty mówisz?
-Byłam u Harry'ego..słyszałam co mówiłeś..to był głupi zakład..-mówiła wciąż urywając.-Nie sądziłam, że tak bardzo liczą sie dla Ciebie pieniądze..
-To nie tak..-próbowałem wytłumaczyć.
-A jak?! Powiedz mi jak..-jej głos się łamał. Naprawdę ją zraniłem. Jak ja mogłem być taki głupi..
-Ja..to rzeczywiście był zakład, ale ja z niego zrezygnowałem..naprawdę..naprawdę Cię polubiłem..-powiedziałem to co myśle. Nie będę okłamywał ani jej ani siebie. W sumie to może trochę ją okłamuje, ale jest dobrze dopóki tego nie wie. Wstała i mocno się we mnie wtuliła.

Nicole's pov
Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Tak po prostu mu uwierzyłam i zaczęłam się do niego kleić. Nie potrafie zrozumieć co się ze mną dzieje. Płakałam jakąś godzine żeby usłyszeć od niego, że naprawdę mnie lubi? Boże jaka ja głupia..Wystarczyła chwila żebym znów była mu posłuszna. Nienawidzę go. Z całego serca go nienawidzę, ale nie potrafie go puścić. Kurwa. W końcu zaczęło robić się trochę niezręcznie biorąc pod uwage, że moja mama może właśnie stać pod drzwiami i zastanawiać się co robimy, że jest tak cicho..
Oderwałam się od chłopaka i powróciłam na swoje miejsce przy biurku.
-Będzie okej?-zapytał.
-Tak, przecież nic takiego się nie stało-Nie stało kurwa! Wcale! Moje serce eksplodowało na małe kawałeczki, a Ty jeszcze chcesz żeby było okej?! Argh...Nie potrafie być na kogoś zła nawet kiedy zrobił coś takiego. Mogłam się od początku domyślić, że nie był taki miły z własnej woli. To był przymus, bo chciał mieć hajs. No bo kto nie pogardzi dodatkową kasą na jakąś imprezę.
-Chodź zejdziemy na dół. Moja mama pewnie jest strasznie ciekawa całej tej sytuacji.-uśmiechnęłam się delikatnie.
-Nicole.-złapał mnie za nadgarstek i obrócił w swoją stronę.-Nie mów jej o zakładzie, nie chce żeby pomyślała, że jestem okropnym kutasem.
-Ale jesteś.-wyszczerzyłam się.
-Nie nadwyrężaj mojej dobroci.-pogroziłem poważniejąc, ale chwile potem oboje się roześmialiśmy. Zeszliśmy po schodach wchodząc do kuchni, w której siedziała mama dziewczyny.
-Oh..miło, że przyszliście za chwilke będzie kolacja.-powiedziała mama uśmiechając się. -Nie mówiłaś, że masz takiego przystojnego chłopaka.-skierowała te słowa do mnie.
-To nie mój chłopak..-oblał mnie rumieniec i z zażenowaniem spojrzałam na swoje stopy. Widziałam jak Niall uśmiecha się pod nosem co jeszcze bardziej mnie peszyło.
-Jestem Niall, przyjaciel Nicole. Miło w końcu Panią poznać.-podał ręke mojej mamie.
-Oh..tylko nie Pani. Jestem Amy.-uśmiechnęła się podając ręke Niallowi. Nie powiem mógł być bardziej wyrafinowany i ucałować jej dłoń, ale czego ja się po nim spodziewam. Gdyby tak się stało musiałby nastąpić koniec świata.
-Siadajcie, już podaje.-powiedziała, a my skierowaliśmy sie do stołu w jadalni.
-Przyjaciel?-zapytałam kiedy byliśmy już na osobności.
-Oh przestań psuć mi humor.-sprzedał mi kuksańca w ramie śmiejąc się przy tym dźwięcznie. Mama powoli zbliżała się do stołu z daniem i wielkim uśmiechem na ustach. Nałożyła nam lasagne na talerze i zaczęliśmy jeść w ciszy.
-To jest przepyszne!-wykrzyknął Niall z pełnymi ustami.
-Dziękuję.-uśmiechnęła się pewna siebie. Hah. Jakby inaczej. Niestety tej cechy nie odziedziczyłam po niej.
-Dlaczego nie mówiłaś, że Twoja mama tak świetnie gotuje. Przychodziłbym częściej.-zażartował. Mam nadzieje, że żartował. A jeśli nie? O Boże o czym ja myśle.
-Nie często się to zdarza..-wymamrotałam, ale za chwile znów przybrałam szeroki uśmiech żeby nie odpowiadać na więcej pytań. Nie lubię rozmawiać o takich rzeczach. Tęsknie za mamą i chce się nią nacieszyć póki mogę, a nie zamartwiać, że za chwile znów wyjdzie i zobaczymy się przelotnie za tydzień.
-No Niall, to jak się poznaliście?-zapytała moja rodzicielka.
-Mamo..-jęknęłam co spotkało się ze śmiechem chłopaka.
-Zazwyczaj to ojcowie prowadzą przesłuchania, ale dobrze.-Gdy wypowiedział słowo 'ojciec' mama od razu posmutniała. Coś musiało się wydarzyć, ale nie chce drążyć tematu przy Niallu.
-Um..chodzimy do jednej szkoły, dostaliśmy wspólny projekt na angielski.
-Ale nie chodzicie do jednej klasy więc jak to możliwe?-dociekała moja mama.
-Mm..tak połączyli starsze klasy z młodszymi żebyśmy mogli pokazać, że z kimś z nie swoje rocznika też można dużo zdziałać.-stwierdził. No takiej wypowiedzi się nie spodziewałam Panie Horan. Może jest to suchy powód, ale lepszego po nim spodziewać się nie mogłam. W większości wygląda to tak, że młodszy odwala cały projekt, a reszta zbiera pochwały.

Po zjedzonej kolacji poinformowałam mame, że posprzątam gdyż bardzo się jej spieszyło do dalszej pracy. Musiała dokończyć jakiś ważny projekt w swoim biurze i mamy jej "absolutniewżadnymwypadkunieprzeszkadzać". 
-Pomożesz mi czy będziesz tak stał?-zapytałam chłopaka opierającego się o framugę drzwi.
-Oh..tak, jasne..-ocknął się ze swojego transu. Ciekawe o czym on tak myślał, że nie zauważał co się dzieje wokół niego. Gdy skończyliśmy sprzątać przenieśliśmy się do mojego pokoju w celu skończenia pracy na zajęcia anglojęzyczne.
-Chciałam Ci powiedzieć, że prawie go skończyłam trzeba dokleić tylko kilka obrazków dla lepszego efektu.-stwierdziłam, kiedy wyciągałam pracę zza szafy.
-Naprawdę? Myślałem, że będzie to wymagało więcej pracy niż 3 spotkania.-powiedział. Przecież to zwykły plakat, a nie plan miasta, oj no błagam..
-Masz. Przyklej to, a ja zaraz wróce.-Rzuciłam mu potrzebne materiały i opuściłam pokój. Mimo wołań z jego strony dokąd się wybieram postanowiłam zignorować to i iść przed siebie do gabinetu mojej mamy. Zapukałam delikatnie w drewnianą powłokę i weszłam do środka.
-Oh..kochanie, nie wiedziałam, że przyjdziesz..-powiedziała mama wycierając łzy z policzków.
-Coś..coś się stało?-zapytałam przyciszonym głosem.
-Oczywiście, że nie. Po prostu mam tyle pracy, a jednocześnie chce spędzić z wami czas..-nie dałam jej dokończyć piorunując ją wzrokiem.-Oh..no dobrze..
-Twój tata i ja bierzemy rozwód. Nie możemy tego dalej ciągnąć.-stwierdziła wpatrując się intensywnie w moje oczy.
-Ale..co..? Ja..niee..-jąkałam się. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów by wyrazić co myśle. Wybiegłam z gabinetu rodzicielki ze łzami spływającymi po policzkach. Wbiegłam do pokoju i jedyne co zobaczyłam to skończy plakat i karteczka na łóżku.
"Musiałem już iść Dominic mnie potrzebował. Nie chciałem przeszkadzać. Mam nadzieje, że projekt wygląda dobrze i dostaniemy pozytywne oceny. Do jutra.                    
Niall;*"
No super. Wyszedł kiedy najbardziej go potrzebuje. Niech Cię Horan. Położyłam głowe w poduszkach i zaczęłam płakać jeszcze bardziej o ile było to możliwe. Dlaczego wszystko dzieje się tak nagle? Najpierw ten cały zakład, zniknięcie Jessiego, teraz rozwód rodziców, co jeszcze? Może nie wyglądam, ale wewnątrz jestem bardzo krucha. Te wszystkie wydarzenia przyczyniają się do rozłamu na kawałki. To wszystko niszczy mnie wewnętrznie. Powoduje brak jakichkolwiek uczuć i emocji wobec innych ludzi. To mnie zabija. Ludzie mnie zabijają. To oni będą winni mojej śmierci. A może ja ją spowoduje?

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 13: Two Worlds

WAKACYJNY ROZDZIAŁ POJAWIA SIĘ MNIEJ WIĘCEJ W POŁOWIE LIPCA Z CZEGO JESTEM ZADOWOLONA BIORĄC POD UWAGĘ JAK ZAWALONE MAM TE WAKACJE. NAWET NIE WIECIE JAK MAŁO CZASU ZNAJDUJE NA PISANIE CO Z JEDNEJ STRONY MNIE CIESZY, BO WYPOCZYWAM, ALE Z DRUGIEJ SMUCI, BO LUBIĘ TO DLA WAS PISAĆ ;C MAM NADZIEJE, ŻE WAM SIĘ SPODOBA:) ODDAWAJCIE GŁOSY W ANKIECIE, KTÓRĄ DLA WAS PRZYGOTOWAŁAM I JESZCZE RAZ MIŁYCH, CIEPŁYCH, UDANYCH WAKACJI :)
-------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziły mnie promienie słoneczne wbijające się do pokoju przez odsłonięte okna. Delikatnie uchyliłam jedno oko, jednak w wyniku podrażnienia go jasnym światłem zamknęłam je z powrotem. Przeciągnęłam się delikatnie zahaczając ręką o coś będące obok mnie. Zerwałam się do pozycji siedzącej i zobaczyłam Nialla mamroczącego coś pod nosem.
-Co z Tobą?! -wydarłam się, aby chłopak zaczął rozumieć co się dzieje.
-Hm..?-podparł się na ramieniu przecierając oczy ze zmęczenia.
-Co Ty tu jeszcze robisz?! No już, wynoś się!-krzyczałam.
-Nicole..to po prostu..
-Nie chce tego słuchać!-przerwałam mu. Wstałam z łóżka i już miałam podejść do drzwi gdy poczułam ogromny ból w kostce. Zapomniałam, że jestem teraz nie do końca sprawna. Momentalnie upadłam na podłogę i złapałam się za bolące miejsce. Niall podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
-W porządku?-zapytał pełen troski.
-Jest. Wspaniale.-odpowiedziałam mu dość szorstko i sarkastycznie. Miałam już po dziurki w nosie tej jego udawanej troski i całej szopki, którą odpierdalał. Nienawidzę jego obecności, bliskości, troski, głosu, wyglądu, wszystkiego. Po prostu go nienawidzę!
-Może czegoś potrzebujesz? Chętnie pomogę.-zaoferował.
-Potrzebuje świętego kurwa spokoju. Tam są drzwi, przejdziesz przez nie, wyjdziesz na ogród i wypierdalaj!
Chłopak bez słowa opuścił mój pokój, a ja dostałam to czego chciałam. Jednak zaczęło mi się robić głupio, że go tak potraktowałam, przecież nie był niczemu winien. Na pewno zasnął przez przypadek, a ja wyjebałam go jak psa. Chwyciłam kule stojące obok łóżka i postanowiłam zejść na dół i przygotować sobie śniadanie. Trochę mi zajęło zanim zgramoliłam się ze schodów, ale w końcu mi się to udało. Otworzyłam śnieżnobiałą lodówkę i zaczęłam wyciągać z niej składniki potrzebne mi do naleśników. Wszystko było pięknie dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi. Dokuśtykałam do drzwi i uchyliłam je delikatnie. Moim oczom ukazał się Ian. Rozchyliłam usta ze zdziwienia i przyglądałam się chłopakowi. Nie wierzyłam, że to on, bo przecież skąd mógł wiedzieć gdzie mieszkam. Myślałam, że wcześniej będzie próbował się ze mną skontaktować choćby telefonicznie, a on tak po prostu przyszedł pod moje drzwi.
-Co tak stoisz? Nie przywitasz się ze mną?-wyrwał mnie z zamyślenia mówiąc pewnym siebie tonem.
-Co Ty tu..Jak? Czemu?-zadawałam pytania.
-Może mnie wpuścisz to pogadamy?-zapytał podnosząc jedną brew i wskazując za mnie.
-Um..t-tak, chodź.-Otworzyłam szerzej drzwi, aby mógł wejść do środka i zaprowadziłam go do salonu.
Usiedliśmy na kanapie naprzeciw siebie, a ja wpatrywałam się bez opamiętania w jego piękne brązowe oczy. W świetle dziennym był o wiele przystojniejszy niż za kierownicą podczas wyścigu.
-Już?-zapytał znów wyrywając mnie z zamyślenia. Zaśmiał się lekko, a moja twarz przybrała kolor czerwieni.
-Przepraszam..j-ja..
-W porządku. -Przerwał mi i posłał ciepły uśmiech.
-Jak mnie tu znalazłeś?-zapytałam w końcu.
-Stwierdziłem, że skoro znasz Nialla to Harrego też więc postanowiłem go zapytać, no i jest.-uśmiechnął się szeroko.
-Oh..-wydusiłam z siebie tylko tyle.
-Nie odzywałaś się od czasu wyścigu więc musiałem zrobić to pierwszy.-Cały czas się do mnie uśmiechał i było w tym coś..magicznego? Jego uśmiech był taki idealny, że nie dało się nie uśmiechnąć patrząc na niego. Ale co ja gadam? Jeszcze niedawno to samo sądziłam o Niallu. Chociaż..chyba uśmiech Iana nie równa się z tym szczerym Nialla.
-Nie zapytałam czy chcesz coś do picia?-Czułam się teraz trochę głupio, bo jest to raczej rzecz podstawowa mówiąca o manierach uh...zawsze zapominam i potem myślą, że jestem niewychowana.
-Nie, nie trzeba.-po raz setny tego dnia się zaśmiał. Co on? Jakiś niewyżyty ciągle się śmieje.
-Co Cię tak właściwie tu sprowadza?-zapytałam.
-Chciałem zobaczyć moją piękną towarzyszkę z wyścigów-skomplementował, a mnie pokrył rumieniec.
-A tak naprawdę to również chciałem obejrzeć okolice i wpadłem po drodze.-powiedział rozglądając się po pomieszczeniu.
-Po co?-zadałam pytanie szybciej niż pomyślałam.
-Wprowadzam się kilka ulic stąd i chciałem sprawdzić czy to na pewno miejsce, w którym chciałbym mieszkać.-skrzywił się.
-To całkiem fajna okolica. Tylko nie zbyt spokojna dużo klubów w okolicy.
-Lepsze to niż blaszaki..-westchnął.
-Mieszkasz na kontenerach*?-otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.
-Ta..co się tak dziwisz?-zapytał gdy zauważył jak na niego patrzę.
-Bo..Ty jesteś..taki..wychowany i zadbany, a tam są..no sam wiesz..-nie chciałam go urazić tym co mówiłam, ale chyba nie do końca mi to wyszło.
-Jestem tam można powiedzieć..szanowany.-uniósł lekko kącik ust, ale widać było, że jego humor zniknął.
-Oh..-już więcej nie chciałam mówić, ale jednak..-Czyli jesteś jak Niall i jego "ziomki"-pokazałam znak cudzysłowowa w powietrzu mówiąc o znajomych Nialla.
-Coś z tym stylu, ale nie bije ludzi bez powodu i nie znęcam się nad słabszymi..-powiedział z rozczarowaniem w głosie.
-Mogę wiedzieć co się między wami stało?-Brawo Nicole! Gratuluje! Widać, że nie masz dzisiaj pohamowania co do zadawania głupich pytań. -powiedziałam do siebie w myślach.
-Wiesz co ja już będę leciał mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.-Wstaw i w mgnieniu oka wyszedł z mojego domu. Coś jest na rzeczy. Nie był by taki gdyby nic się nie stało, a jednak..
Teraz nagle powróciła do mnie sytuacja sprzed godziny jak to w piękny sposób wyrzuciłam Nialla z mojego domu. Byłam co do niego nie w porządku. Nie powinnam go tak traktować biorąc pod uwagę fakt, że rzeczywiście się mną przeją i chciał pomóc, a ja odrzuciłam te pomoc. A teraz zostałam sama. Może nie do końca. Chwyciłam telefon i napisałam sms'a do Iana z zapytaniem o adres Harrego. Po kilku sekundach przyszła odpowiedź z dokładnym adresem. Ubrałam się w miare szybko jak na osobe z chorą nogą i wyszłam powoli z domu. Harry mieszkał 15 minut drogi ode mnie, ale z moją nogą zajęło mi to prawie godzine. Strasznie bolało, ale nie mam mowy żebym odpuściła, muszę z nim porozmawiać. W końcu stanęłam przed drzwiami do jego mieszkania i zapukałam delikatnie. Nic. Zapukałam głośniej. Wciąż nic. Może to niegrzeczne z mojej strony, ale postanowiłam sprawdzić czy drzwi są otwarte. Naparłam delikatnie dłonią na klamkę, a drzwi przede mną ustąpiły. Weszłam po cichu do mieszkania i szłam powoli wzdłuż korytarza. Nagle usłyszałam rozmowę dochodzącą prawdopodobnie z salonu. Zatrzymałam się i postanowiłam trochę podsłuchać gdy usłyszałam głos Nialla.
-Stary, ja nie wiem co robić..
-O czym mówisz?
-Ona mnie doprowadza do szału!-krzyknął.
-Kto? Nicole?-zadał mu głupie pytanie Harry. Wiadomo, że chodziło o mnie.
-Tak! Kiedy chce być dla niej miły ona po prostu wyrzuca mnie z domu!
-Czekaj..co?! Wyrzuciła Cie?
-No kurwa mówię przecież! Zawiozłem ją do tego jebanego szpitala, potem do jej pierdolonego domu i myślałem, że wszystko między nami w porządku skoro była dla mnie miła. Jak poszła spać to leżałem obok niej i tak jakoś mi się zasnęło, a ta rano kurwa zrobiła wielką awanture nawet nie wiem o co!-krzyczał. Aż się wystraszyłam. W jego głosie można było usłyszeć złość, ogromną, narastającą złość.
-Daj spokój. Może miała gorszy dzień
-Ty jej jeszcze bronisz? No nie..Mam dość tego jebanego zakładu! Chuj z waszymi pieniędzmi, nie chce ich! Nie chce mieć z nią nic wspólnego!-Jakiego zakładu? Byłam tylko zakładem tak? Łzy napłynęły mi do oczu, a ja już nie mogłam tego słuchać. Zaczęłam zmierzać w strone wyjścia kiedy usłyszałam kolejne rozpoczęte zdanie.
-Widzisz..to miał być zakład..a ja..ja..-łamał mu się głos kiedy mówił.-Ja chyba..chyba się w niej zakochałem..-Na te słowa po prostu stanęło mi serce. Minęło dopiero kilka tygodni, on nie może być we mnie zakochany. Nie może. Wyszłam na zewnątrz cicho zamykając drzwi i skierowałam się z powrotem do domu. Jestem rozdarta. Przed chwilą dowiedziałam się, że byłam tylko zakładem, ale jednak się we mnie zakochał..a może kłamał? Co ja mam o tym wszystkim myśleć? To takie do dupy. Ale nie sądzę żeby kiedykolwiek łączyło nas coś więcej. Muszę dać sobie spokój z tym gównem. Jestem zbyt naiwna.
Nie ma nas. Nigdy nie będzie. To wszystko to jedna wielka ściema. Coś takiego nie istnieje. Jesteśmy z dwóch innych światów i nigdy nie znajdziemy się w jednej bajce.

niedziela, 6 lipca 2014

Information

Myślę, że każdy z was już wie, iż odeszłam z "Diamond". Duża część z was zaczęła na mnie naskakiwać, obrażać i obwiniać o moje odejście. Twierdzicie, że przeze mnie Wika została sama i, że jest to dziecinne z mojej strony. Z naszej perspektywy jako przyjaciółek nie jest to takie proste jak wam się wydaję. Myślicie, że po prostu odeszłam z dnia na dzień, ale to nie tak jest. Otóż ja i Wika mamy różne charaktery i lubimy się jednak często nasze ego nie pozwala drugiej na więcej i powstaje armagedon. Kłótnie najdłużej trwają do 3 dni co jest bardzo męczące. Kłótnia nie jest sprawą prostą ponieważ trzeba drugiej osobie przedstawić swoje zdanie co jednak dość boli gdy wszystko co ktoś o Tobie myśli wylatuje tak nagle. Wtedy można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o sobie jak i o innych. Ale nie o to chodzi po prostu przez coś takiego i dodatkowe problemy osobiste nie da się pracować, a co dopiero wspólnie. Dziwię się, że ten blog jeszcze nie zniknął biorąc pod uwagę mój brak czasu. Jestem pewna, że Wika poradzi sobie świetnie sama już zresztą pokazała to przy dwóch nowych rozdziałach i trzecim, który jest w trakcie pisania. Nigdy nie zostawie jej samej dlatego mam hasło do jej konta i czytam co pisze zanim opublikuje, jednak widać, że mojej pomocy jej nie potrzeba bo rozdziały są świetne. Mam nadzieje, że nie gniewacie się na mnie i wciąż będziecie z nami i naszymi blogami :)
Miłego popołudnia:)

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 12: Leave me alone

-Dam sobie radę, możesz już iść.-powiedziałam usiłując spławić Nialla.
-Mam Cię zostawić samą? W takim stanie?
-O wreszcie zrozumiałeś.-odparłam ironicznie.
-Możesz mi powiedzieć czemu taka jesteś?!-zapytał wyraźnie zdenerwowany moim zachowaniem.
-Jaka? Zrozum w końcu, że nie chce Twojej pomocy! -wykrzyczałam mu prosto w twarz. Odwróciłam się plecami do chłopaka i zaczęłam kuśtykać do przystanku autobusowego, który był w zasięgu mojego wzroku.
-Pozwól mi chociaż odwieźć się do domu.-Nie dawał za wygraną. Pewnie mu się żal zrobiło, że się tak męczę.
-Dobra, ale zaraz potem dasz mi spokój.-powiedziałam usiłując wymusić spokojny ton. Chłopak chwycił mnie pod ramie i ruszyliśmy powoli w stronę auta. Najpierw w ciszy pomógł mi wsiąść, a następnie sam zajął miejsce kierowcy. Jechaliśmy w ciszy, aż do momentu gdy przed nami pojawił się wielki korek.
-No super, jeszcze tego brakowało. -przerwałam ciszę między nami, następnie ziewając. Byłam tym wszystkim już zmęczona. Najpierw jakiś badziewny wyścig, ucieczka i ten dziadek w lesie. Czuję się jak w piątek trzynastego. Całe nie szczęście świata spadło na mnie. Gdyby tego było mało to jeszcze musiałam się wywalić i teraz skazana jestem na obecność Nialla.
-Może się zdrzemniesz? Trochę potrwa zanim wydostaniemy się z tego korka, a Twój dom jest niezły kawałek stąd.-Faktycznie byliśmy na drugim końcu miasta, ale to tylko dzięki temu idiocie, który nie umiał uciekać przed policją. Korek od 15 minut ani drgnął, a mi oczy kleiły się coraz bardziej.
-Obudź mnie gdyby coś się działo.-powiedziałam i odwróciłam się tyłem do niego. Nagle poczułam na sobie jego ramię i gwałtownie sie odwróciłam.
-Spokojnie.-powiedział jednak nie cofnął ręki. Spuścił ją za mój fotel i obniżył oparcie tak abym mogła się swobodnie położyć. -Dobrze czy jeszcze obniżyć?-zapytał, a w jego głosie można było wyczuć nutkę czułości i troski.
-W porządku, dzięki..-poczułam się lekko zakłopotana. Chwile temu strasznie na niego naskoczyłam, a teraz on jest taki miły. Jestem taka podła.
-Słodkich snów-rzucił gdy zobaczył, że zamykam oczy.
-Niall..-szepnęłam.
-Tak?
-Przepraszam, że taka byłam..
-Nic się nie stało. Jest okej.-opowiedział z uśmiechem. -A teraz śpij. -Dodał i pogładził mnie ręką po włosach. Znowu zamknęłam oczy, a po chwili zmorzył mnie sen.

Niall

Niedługo po tym jak Nicole zasnęła korek zaczął się przesuwać. Co prawda nie była to zawrotna prędkość, ale zawsze coś. Z korka wyjechaliśmy po 30 minutach. Ulica była nieprzejezdna przez jakiś wypadek drogowy, który był dość poważny patrząc po tym co zostało na miejscu. Reszta drogi zajęła nam drugie tyle. Po godzinie nareszcie byliśmy pod jej domem. Wjechałem na podjazd i wysiadłem, aby sprawdzić czy drzwi od domu są otwarte. Gdy nacisnąłem klamkę napotkałem opór. No tak czego ja się spodziewałem. Nie wiedziałem co robić, bo nie chciałem budzić dziewczyny. Usiadłem a stopniu, by zastanowić się co robić i wtedy uświadomiłem sobie, że Nicole na ze sobą torebkę, a w niej musi mieć klucze. Podszedłem do auta i delikatnie zabrałem torebke. Była ona małych rozmiarów, ale w środku panował chaos i nie wiedziałem gdzie co jest. Nie wiem jak ona może cokolwiek w niej znaleźć. Wysypałem wszystko na siedzenie i ujrzałem klucz. Chwyciłem go do ręki, a następnie schowałem wszystko z powrotem. Otworzyłem drzwi, schowałem klucz do tylnej kieszeni spodni i wróciłem po dziewczyne. Delikatnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju na górze. Położyłem ją na łóżku, a sam zbiegłem do samochodu po torebkę. Powiesiłem ją na wieszaku w korytarzu, a następnie wróciłem do pokoju Nicole. Położyłem się obok niej i również odpłynąłem do krainy Morfeusza.


Rozdział wyszedł dość krótki ponieważ nie ma czasu pisać gdyż przygotowuje się do wyjazdu, który jest już w sobotę więc panuje u mnie małe zamieszanie. Ponownie napisała za mnie Zuza ja tylko rozwinęłam i wstawiłam poprawki więc piękne dzięki <3 Sama również mam kilka spraw prywatnych do rozwiązania jak każdy muszę się z tym uporać. Następny pojawi się dopiero w lipcu. Wiem, że każdy ma jakieś swoje zajęcia w wakacje i nie bardzo macie czas odwiedzać blogi więc w lipcu pojawi się tylko jeden. Nie gniewajcie się, ale chciałabym sobie też zrobić przerwę od myślenia. Może jeśli wpadnę na jakiś genialny pomysł to pojawią się 2, ale nic nie obiecuje. Myśle, że niedługo również nastąpi reaktywacja "Diamond" więc czekajcie cierpliwie. Tak wiem nikt nie lubi takich długich notek, ale muszę wam wszystko pięknie rozpisać, bo trochę się zebrało tego ;p No dobra i co jeszcze..Miłego wypoczynku wam życzę i trzymajcie kciuki żebym się nie rozbiła tym samolotem ;p
Wbijajcie też tutaj, szybciutko no http://psychiclovezm.blogspot.com/

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 11: Escape

Podczas gdy ja stałam jak kołek na środku placu wszyscy już zdążyli uciec. Powoli były widoczne migające światła zbliżających się radiowozów. Nagle zauważyłam zatrzymujący się przy mnie samochód. Spojrzałam w stronę kierowcy, a okazał się nim być Niall. Nie sądzę żeby to był dobry pomysł, abym wsiadła do jego samochodu, ale nie mam innego wyjścia inaczej mogę pożegnać się z życiem na wolności. Wskoczyłam na miejsce pasażera, a Niall ruszył z piskiem opon. Mocno zacisnęłam powieki, aby nie patrzeć na ewentualny wypadek. Miałam wrażenie, że Niall popełni błąd i wylecimy za barierki prosto w przepaść więc wolałam oszczędzić sobie tego widoku. Po chwili zaczęłam odpływać w krainę snu.

Niall

Jechałem jak najszybciej się da, aby zgubić policje goniącą za nami, ale i na tyle ostrożnie by dowieźć Nicole w całości do domu. Była strasznie tym wszystkim zestresowana i to było widać. Podejrzewam, że pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji jak i na tych zawodach. Po chwili nawet myślałem, że zeszła na zawał od tego wszystkiego, bo nie reagowała na to co do niej mówię. Ale na szczęście zapadła tylko w głęboki sen co dobrze jej zrobi. Nie będzie się tyle martwić. Gdy skręciłem na mniej ruchliwą drogę policja pojechała dalej z myślą, że cały czas jadę gdzieś daleko przed nimi. Droga była oświetlona jedynie samochodowymi światłami, a w około był tylko i wyłącznie ciemny las. Nagle wskaźnik prędkości zaczął opadać, a samochód zwalniać i akurat w tym momencie Nicole musiała się obudzić.
-Dlaczego się zatrzymałeś?
-Chyba zabrakło paliwa..
-Żartujesz? Powiedz, że żartujesz.-spiorunowała mnie wzrokiem.
-Uspokój się..
-Uspokój się?! Jesteśmy w nocy, w lesie, na jakimś zadupiu!-wydarła się.
-Nic nam nie będzie. Zaraz zadzwonię po pomoc.
-Ty jesteś głupi czy jak?! Tu nie ma zasięgu!
-Zaraz się znajdzie..-mówiłem spokojnie żeby nie wybuchnąć. Wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami. Wysiadłem za nią żeby nie poszła gdzieś i się nie zgubiła. Nagle się zatrzymała odwracając twarzą w moją stronę.
-Filmów nie oglądasz? Zaraz przyjdzie jakiś psychopata i zajebie nas jak chciał Dr. Thredson Lane Winters!
-Co?-jedyną psychopatka tutaj jest ona. Gada o nie wiadomo kim i robi aferę, a przecież jeszcze nic takiego się nie stało.
-Nieważne. W każdym razie ja tu nie zostaje.-stwierdziła i zaczęła iść wzdłuż drogi.
-Nie rób problemów i wracaj tu!-krzyknąłem za nią.
-Od początku sobie to zaplanowałeś, co?-zatrzymała się spoglądając na mnie.
-O czym Ty mówisz?
-Zrobiłeś wszystko żeby zaciągnąć mnie na ten wyścig żeby potem ktoś wezwał policje, a Ty mógł wywieźć mnie do lasu!-Wow. Tego jeszcze nie było.
-Przestań bzdury opowiadać i chodź tutaj.-powiedziałem idąc w jej stronę.
-Ja..przepraszam..-szepnęła, a ja przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w mocnym uścisku. -Dużo przeżyłam i po prostu..boję się Niall..-wyszeptała przez łzy.
-Ja też się boję..Ja też..-powiedziałem półszeptem głaszcząc ją po głowie. Staliśmy tak chwile na środku drogi wtuleni w siebie do czasu gdy się ode mnie nie oderwała.
-Słyszałeś?-spytała spanikowana. Rzeczywiście było słychać cichy szelest, ale jesteśmy przy lesie to mogło być wszystko albo zwykły podmuch wiatru.
-Nie oglądaj już horrorów.-zaśmiałem się.
-Nie Niall..znowu..-szeptała.-Idzie w naszą stronę..-ścisnęła moją dłoń na tyle mocno, że krew przestała do niej dopływać.
-Nie wygłupiaj się..-Sam zaczynałem się bać.
-Tam..-wskazała przed siebie na zbliżającą się ciemną postać. Zaczęliśmy się powoli wycofywać, gdy nagle z krzaków wyszedł jakiś starszy Pan.
-Co wy dzieciaki tu robicie?-oboje odetchnęliśmy z ulgą.
-Wystraszył nas Pan-odpowiedziałem.
-Wcale nie miałem takiego zamiaru-zaśmiał się.-Widzę, że zepsuł się wam samochód.-podszedł do niego i okrążył.
-Zabrakło nam paliwa.
-Tak się składa, że mam trochę w domku.-wydawał się być miły więc nie miałem problemu byśmy poszli tam z nim.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.-dziewczyna pociągnęła mnie za rękę tak abym się zatrzymał.
-Jest w porządku, chodź.-splotłem nasze dłonie razem i skierowaliśmy się za starszym Panem.
Po chwili doszliśmy do leśnego domku, który znajdował się o wiele bliżej ulicy niż myślałem. Był prosty, drewniany, lekko porośnięty bluszczem. Weszliśmy do środka i od razu zauważyliśmy pełno strzelb, noży i sztyletów uwieszonych na ścianach. Po chwili Nicole z ogromną prędkością wybiegła nie wiadomo czemu. Wziąłem szybko od staruszka butle z paliwem i pobiegłem za nią.


Nicole

Gdy zobaczyłam wnętrze jego domku od razu przypomniały mi się złe chwile mojego życia. Pierwszy raz widziałam takie rzeczy, kiedy miałam 15 lat i było to dla mnie zbyt drastyczne. Jeden ze sztyletów, który wisiał na ścianie przypominał ten, który ostatnim razem trzymany był przy moim gardle.
Biegłam przez ciemny las jak najszybciej mogłam, ale zahaczyłam się o wystający korzeń drzewa i przewróciłam się na ziemie. Próbowałam wstać, ale ogromny ból kostki mi to uniemożliwiał. W końcu przebiegł do mnie Niall z jakąś butelką w ręku. Wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać. Z jego pomocą mi się to udało, ale kulałam.
-Czemu kulejesz?-zapytał idąc obok mnie.
-Jak widziałeś upadłam i coś mi się stało z kostką.
-Pokaż..-kazał mi z powrotem usiąść na ziemie i obejrzał moją kostkę.
-I jak?-zapytałam.
-Sądzę, że przyda się gips..-powiedział ze skrzywioną miną.
-Cholera..-przeklnęłam.
-Chodź.-podniósł mnie i zaniósł do samochodu.
-Odwieziesz mnie do domu?-zapytałam.
-Oszalałaś?! Jedziemy do szpitala.-kurwa. Nienawidzę szpitali. Przecież to zwykłe skręcenie nic mi nie będzie.

**
-No Pani Johnson złamania nie ma, ale kilka dni spędzi Pani na leżeniu, aby nie przeciążać tej nogi.-powiedział lekarz przyglądając się zdjęciu z rentgena.
-Ale..ja nie mogę. Mieszkam w sumie sama i muszę jakoś funkcjonować.-odpowiedziałam.
-Rodzice? Rodzeństwo?-zapytał podejrzliwie. No bo jak 17-latka może mieszkać sama. To idiotyczne.
-Rodziców prawie nigdy nie ma, a brat ostatnio nie ma czasu po tym jak znalazł sobie dziewczynę..-wyrecytowałam na jednym wydechu.
-To kolega się Tobą zajmie.-stwierdził patrząc na Nialla.
-Co?! Nie..nie..-zaprzeczyłam.
-Dlaczego nie? Przecież się Tobą zajmę.-odpowiedział z uśmiechem. Po małej wymianie zdań wyszliśmy z gabinetu i skierowaliśmy się do samochodu. W ciszy pojechaliśmy w stronę mojego domu. Nie dość, że przez niego trafiłam do szpitala to jeszcze ma się mną zajmować. No dobra może tak nie do końca przez niego, ale nie mam zamiaru siedzieć z nim przez bity tydzień, co to to nie.

Siemczys słeeeegi ;D
Piantgowy rozdział cieplutki taki mrrr hahhahahahha jest ze mną źle.
Dawajcie komy, duuuuużo komów i miłego weekendu ^^

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 10: Ride or Die

-Widzisz tego chłopaka w czarnej kurtce, który stoi obok auta?-zapytałam szybko, a serce waliło mi jak młotem.
-No tak to przecież Niall Horan!- Stacy wykrzyczała na tyle głośno, że ludzie wokół nas zaprzestali rozmów i odwrócili wzrok w naszą stronę.
-Tak właśnie..muszę z nim porozmawiać..-mruknęłam i odeszłam prawie potykając się o własne nogi. Jednak mój pośpiech nic nie dał ponieważ wyprzedziła mnie czarnowłosa piękność o długich nogach. Może i nie była taka piękna, ale na pewno dużo ładniejsza. Po chwili rozmowy wsiedli razem do samochodu i ruszyli w stronę pasa startowego. Byłam tak zapatrzona w odjeżdżający samochód, że nawet nie zauważyłam kiedy Stacy znalazła się obok mnie. Teraz obie w ciszy obserwowałyśmy samochody zmierzające do startu. Niespodziewanie przed nami zatrzymał się jeden z samochodów, a jego szyba została opuszczona w dół. Za kierownicą siedział przystojny chłopak na oko w naszym wieku.
-Jedziesz mała?-zwrócił się do mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Tak jakoś mnie zatkało. Z jednej strony się bałam, ale z drugiej wiedziałam, że jak będę tu tak bezczynnie siedzieć to w końcu zwariuje. Kiedy ja rozważałam każde za i przeciw Stacy zdążyła już zareagować.

-Pewnie, że jedzie!-powiedziała uradowana i delikatnie pchnęła mnie w stronę samochodu.
-Wsiadaj. Nie bój się będę ostrożny. -powiedział i zawadiacko się uśmiechnął. Posłusznie zajęłam miejsce bez żadnego słowa.
-Pierwszy raz?-Po chwili chłopak przerwał niezręczną ciszę.
-Tak, właściwie to przyszłam tu tylko po to żeby porozmawiać z jednym chłopakiem.-wyjaśniłam i nagle uświadomiłam sobie, że nawet się nie przedstawiłam.-Nicole.-dodałam.
-Ian, miło mi-odpowiedział i znowu się uśmiechnął ukazując rząd białych zębów. Powoli zaczynało mi się podobać. Poczułam, że mogę mu ufać. Przystojny, miły, słodki..czuję, że mogę mu ufać..idealny materiał na męża..CO?! O czym ja myślę..
-Rozluźnij się trochę. Zaraz startujemy.-wyrwał mnie z zamyślenia Ian. Gdy to powiedział zaczęłam się jeszcze bardziej bać, ale jestem pewna, że Ian jest rozsądny i wyjdziemy z tego cało. Przynajmniej tak mi się wydaję...
Zobaczyłam skąpo ubraną dziewczynę stającą na środku z flagą uniesioną w górę. Teraz albo nigdy-mruknęłam pod nosem.
-Ride or die, remember?-zapytał. A ja zachichotałam. Popularny tekst z "Szybcy i wściekli". Ostatni raz rzuciłam okiem na Ian'a i zwróciłam wzrok na dziewczynę. Przymknęłam oczy i...zaczęło się. Nie było w sumie tak źle nie biorąc pod uwagę jak wgniotło mnie w siedzenie i kiedy wstrzymywałam oddech gdy wchodziliśmy w zakręt. Ian cały czas był bardzo skupiony na drodze, ale znalazł czas żeby się trochę ze mnie pośmiać. Mieliśmy do przejechania 3 kółka dość długiej trasy, ale nie tak krętej jak myślałam, że będzie. To całkiem fajne uczucie, ale coś czuje, że to pierwszy i ostatni raz.
-To kim jest ten pechowiec, z którym chciałaś pogadać?-zaśmiał się.
-Ej!-krzyknęłam zaczepnie.
-Dobra, dobra. Przecież wiesz, że jesteś wspaniała.-odpowiedział, a mnie oblał rumieniec. Na szczęście był tak skupiony na drodze, że nie mógł tego dostrzec.
-To Niall..-powiedziałam.
-Oh..-Posmutniał. Wyczuwam jakieś napięcie.
-Coś się stało?
-Nie skąd. Po prostu z Niall'em..nie zbyt się lubimy, tyle.-stwierdził i wymusił uśmiech co bez problemu można było zauważyć.
-Mogę wiedzieć jak się poznaliście?-zapytał. Nie powiem zdziwiło mnie to. No bo kogo by interesowało jak się ludzie poznali?
-W szkole. Przydzielono nam razem prace na angielski..-niepewnie odpowiedziałam. Poznaliśmy się o wiele wcześniej w trochę mniej ciekawych okolicznościach..
-Widzę, że nie sprzyja Ci rozmowa o tym?
-To trochę krępujące opowiadać komuś historie swojego życia nie znając tej osoby prawie wcale-uniosłam delikatnie kąciki ust.
-Masz racje. To co powiesz na to żebyśmy poznali się bliżej przy jakiejś kawie?
-W porządku.
-W schowku jest mój telefon, zapisz mi swój numer.-powiedział. Wyjęłam ze schowka telefon chłopaka o dziwo nie był to iPhone. Wstukałam numer do telefonu i zapisałam jako "Nicole x." W tym właśnie momencie zauważyłam jak dojeżdżamy do mety i Ian jest na drugim miejscu. Skąd to wiem? Ponieważ stoi tu jeszcze tylko jeden samochód i oklaskuje nas tłum ludzi. Wysiedliśmy z samochodu i od razu do Ian'a podbiegł tłum ludzi, a mnie mocno wyściskała Stacy.
-Drugie miejsce, brawo! Jak było?-zaczęła się drzeć żeby przekrzyczeć wiwatujący tłum.
-Super. Nie sądziłam, że będzie tak fajnie. Ian jest naprawdę miły.-uśmiechnęłam się. W tej chwili właśnie przypomniałam sobie, że wciąż trzymam w ręce jego telefon. Szybko oderwałam się od przyjaciółki i pobiegłam w stronę chłopaka. Przepchałam się przez tłum ludzi, aż doszłam do Ian'a rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Szturchnęłam go lekko w ramie, a ten przepraszając dziewczynę odwrócił się w moją stronę.
-Wygraliśmy!-uniósł mnie do góry i obrócił wokół własnej osi.
-Jak to? A tamten samochód?-byłam zdezorientowana. Przecież byli przed nami.
-Zdyskwalifikowani.-wciąż uśmiechał się ze szczęścia. Był taki słodki kiedy to robił.
-Ale..jak? Za co?
-Nie ważne! Wygraliśmy!-przytulił mnie jeszcze raz mocno i opuścił na ziemie. Tłum wciąż przyglądał się naszym poczynaniom lecz w tej chwili nie obchodziło mnie to. Zapatrzyłam się w piękne zielone oczy Ian'a, które były jak morze, w którym chce się zatopić. I stało się..pocałunek. Jego wargi były tak miękkie, idealnie pasowały do moich. Jakbyśmy byli dla siebie stworzeni.
Oderwaliśmy się od siebie, a tłum zaczął nam wiwatować. Nagle zauważyłam zjeżdżającą się resztę samochodów i wysiadającego z jednego z nich Niall'a.
-Przepraszam..nie powinienem..-szepnął Ian wyrywając mnie z zamyślenia.
-Nie szkodzi..to było..było..wow..-jakoś tak język mi się plątał. Nie potrafiłam złożyć normalnego zdania. Ian zaśmiał się i odebrał ode mnie telefon. Nagle usłyszeliśmy syreny policyjne. Tłum zaczął robić zamieszanie. Wszyscy się pałętali i uciekali w inne strony. W tym momencie zgubiłam Ian'a. Co teraz? Myśl Nicole..Nie możesz dać się złapać..Myśl! Syreny były coraz bardziej słyszalne, a ja wciąż nie miałam żadnego pomysłu. To koniec.


Och i Ach. Tak się namęczyłam, ale w końcu jest. Oczywiście sama go nie napisałam. jest stworzony z niewielką pomocą Zuzy. Nie da się wyrazić słowami jak jestem Ci kochana wdzięczna, bo to tylko dzięki Tobie byłam wstanie napisać cały rozdział.-Natchnęłaś mnie <3
Liczę na jakieś szczere opinie, bo coś cienko ostatnio z komentarzami.
No i najlepszego dzieciaczki ;3
f4f 
https://twitter.com/Muziaaa taki mały followspree z okazji dnia dziecka ^^
Miłego dnia :)