czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 12: Leave me alone

-Dam sobie radę, możesz już iść.-powiedziałam usiłując spławić Nialla.
-Mam Cię zostawić samą? W takim stanie?
-O wreszcie zrozumiałeś.-odparłam ironicznie.
-Możesz mi powiedzieć czemu taka jesteś?!-zapytał wyraźnie zdenerwowany moim zachowaniem.
-Jaka? Zrozum w końcu, że nie chce Twojej pomocy! -wykrzyczałam mu prosto w twarz. Odwróciłam się plecami do chłopaka i zaczęłam kuśtykać do przystanku autobusowego, który był w zasięgu mojego wzroku.
-Pozwól mi chociaż odwieźć się do domu.-Nie dawał za wygraną. Pewnie mu się żal zrobiło, że się tak męczę.
-Dobra, ale zaraz potem dasz mi spokój.-powiedziałam usiłując wymusić spokojny ton. Chłopak chwycił mnie pod ramie i ruszyliśmy powoli w stronę auta. Najpierw w ciszy pomógł mi wsiąść, a następnie sam zajął miejsce kierowcy. Jechaliśmy w ciszy, aż do momentu gdy przed nami pojawił się wielki korek.
-No super, jeszcze tego brakowało. -przerwałam ciszę między nami, następnie ziewając. Byłam tym wszystkim już zmęczona. Najpierw jakiś badziewny wyścig, ucieczka i ten dziadek w lesie. Czuję się jak w piątek trzynastego. Całe nie szczęście świata spadło na mnie. Gdyby tego było mało to jeszcze musiałam się wywalić i teraz skazana jestem na obecność Nialla.
-Może się zdrzemniesz? Trochę potrwa zanim wydostaniemy się z tego korka, a Twój dom jest niezły kawałek stąd.-Faktycznie byliśmy na drugim końcu miasta, ale to tylko dzięki temu idiocie, który nie umiał uciekać przed policją. Korek od 15 minut ani drgnął, a mi oczy kleiły się coraz bardziej.
-Obudź mnie gdyby coś się działo.-powiedziałam i odwróciłam się tyłem do niego. Nagle poczułam na sobie jego ramię i gwałtownie sie odwróciłam.
-Spokojnie.-powiedział jednak nie cofnął ręki. Spuścił ją za mój fotel i obniżył oparcie tak abym mogła się swobodnie położyć. -Dobrze czy jeszcze obniżyć?-zapytał, a w jego głosie można było wyczuć nutkę czułości i troski.
-W porządku, dzięki..-poczułam się lekko zakłopotana. Chwile temu strasznie na niego naskoczyłam, a teraz on jest taki miły. Jestem taka podła.
-Słodkich snów-rzucił gdy zobaczył, że zamykam oczy.
-Niall..-szepnęłam.
-Tak?
-Przepraszam, że taka byłam..
-Nic się nie stało. Jest okej.-opowiedział z uśmiechem. -A teraz śpij. -Dodał i pogładził mnie ręką po włosach. Znowu zamknęłam oczy, a po chwili zmorzył mnie sen.

Niall

Niedługo po tym jak Nicole zasnęła korek zaczął się przesuwać. Co prawda nie była to zawrotna prędkość, ale zawsze coś. Z korka wyjechaliśmy po 30 minutach. Ulica była nieprzejezdna przez jakiś wypadek drogowy, który był dość poważny patrząc po tym co zostało na miejscu. Reszta drogi zajęła nam drugie tyle. Po godzinie nareszcie byliśmy pod jej domem. Wjechałem na podjazd i wysiadłem, aby sprawdzić czy drzwi od domu są otwarte. Gdy nacisnąłem klamkę napotkałem opór. No tak czego ja się spodziewałem. Nie wiedziałem co robić, bo nie chciałem budzić dziewczyny. Usiadłem a stopniu, by zastanowić się co robić i wtedy uświadomiłem sobie, że Nicole na ze sobą torebkę, a w niej musi mieć klucze. Podszedłem do auta i delikatnie zabrałem torebke. Była ona małych rozmiarów, ale w środku panował chaos i nie wiedziałem gdzie co jest. Nie wiem jak ona może cokolwiek w niej znaleźć. Wysypałem wszystko na siedzenie i ujrzałem klucz. Chwyciłem go do ręki, a następnie schowałem wszystko z powrotem. Otworzyłem drzwi, schowałem klucz do tylnej kieszeni spodni i wróciłem po dziewczyne. Delikatnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju na górze. Położyłem ją na łóżku, a sam zbiegłem do samochodu po torebkę. Powiesiłem ją na wieszaku w korytarzu, a następnie wróciłem do pokoju Nicole. Położyłem się obok niej i również odpłynąłem do krainy Morfeusza.


Rozdział wyszedł dość krótki ponieważ nie ma czasu pisać gdyż przygotowuje się do wyjazdu, który jest już w sobotę więc panuje u mnie małe zamieszanie. Ponownie napisała za mnie Zuza ja tylko rozwinęłam i wstawiłam poprawki więc piękne dzięki <3 Sama również mam kilka spraw prywatnych do rozwiązania jak każdy muszę się z tym uporać. Następny pojawi się dopiero w lipcu. Wiem, że każdy ma jakieś swoje zajęcia w wakacje i nie bardzo macie czas odwiedzać blogi więc w lipcu pojawi się tylko jeden. Nie gniewajcie się, ale chciałabym sobie też zrobić przerwę od myślenia. Może jeśli wpadnę na jakiś genialny pomysł to pojawią się 2, ale nic nie obiecuje. Myśle, że niedługo również nastąpi reaktywacja "Diamond" więc czekajcie cierpliwie. Tak wiem nikt nie lubi takich długich notek, ale muszę wam wszystko pięknie rozpisać, bo trochę się zebrało tego ;p No dobra i co jeszcze..Miłego wypoczynku wam życzę i trzymajcie kciuki żebym się nie rozbiła tym samolotem ;p
Wbijajcie też tutaj, szybciutko no http://psychiclovezm.blogspot.com/

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 11: Escape

Podczas gdy ja stałam jak kołek na środku placu wszyscy już zdążyli uciec. Powoli były widoczne migające światła zbliżających się radiowozów. Nagle zauważyłam zatrzymujący się przy mnie samochód. Spojrzałam w stronę kierowcy, a okazał się nim być Niall. Nie sądzę żeby to był dobry pomysł, abym wsiadła do jego samochodu, ale nie mam innego wyjścia inaczej mogę pożegnać się z życiem na wolności. Wskoczyłam na miejsce pasażera, a Niall ruszył z piskiem opon. Mocno zacisnęłam powieki, aby nie patrzeć na ewentualny wypadek. Miałam wrażenie, że Niall popełni błąd i wylecimy za barierki prosto w przepaść więc wolałam oszczędzić sobie tego widoku. Po chwili zaczęłam odpływać w krainę snu.

Niall

Jechałem jak najszybciej się da, aby zgubić policje goniącą za nami, ale i na tyle ostrożnie by dowieźć Nicole w całości do domu. Była strasznie tym wszystkim zestresowana i to było widać. Podejrzewam, że pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji jak i na tych zawodach. Po chwili nawet myślałem, że zeszła na zawał od tego wszystkiego, bo nie reagowała na to co do niej mówię. Ale na szczęście zapadła tylko w głęboki sen co dobrze jej zrobi. Nie będzie się tyle martwić. Gdy skręciłem na mniej ruchliwą drogę policja pojechała dalej z myślą, że cały czas jadę gdzieś daleko przed nimi. Droga była oświetlona jedynie samochodowymi światłami, a w około był tylko i wyłącznie ciemny las. Nagle wskaźnik prędkości zaczął opadać, a samochód zwalniać i akurat w tym momencie Nicole musiała się obudzić.
-Dlaczego się zatrzymałeś?
-Chyba zabrakło paliwa..
-Żartujesz? Powiedz, że żartujesz.-spiorunowała mnie wzrokiem.
-Uspokój się..
-Uspokój się?! Jesteśmy w nocy, w lesie, na jakimś zadupiu!-wydarła się.
-Nic nam nie będzie. Zaraz zadzwonię po pomoc.
-Ty jesteś głupi czy jak?! Tu nie ma zasięgu!
-Zaraz się znajdzie..-mówiłem spokojnie żeby nie wybuchnąć. Wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami. Wysiadłem za nią żeby nie poszła gdzieś i się nie zgubiła. Nagle się zatrzymała odwracając twarzą w moją stronę.
-Filmów nie oglądasz? Zaraz przyjdzie jakiś psychopata i zajebie nas jak chciał Dr. Thredson Lane Winters!
-Co?-jedyną psychopatka tutaj jest ona. Gada o nie wiadomo kim i robi aferę, a przecież jeszcze nic takiego się nie stało.
-Nieważne. W każdym razie ja tu nie zostaje.-stwierdziła i zaczęła iść wzdłuż drogi.
-Nie rób problemów i wracaj tu!-krzyknąłem za nią.
-Od początku sobie to zaplanowałeś, co?-zatrzymała się spoglądając na mnie.
-O czym Ty mówisz?
-Zrobiłeś wszystko żeby zaciągnąć mnie na ten wyścig żeby potem ktoś wezwał policje, a Ty mógł wywieźć mnie do lasu!-Wow. Tego jeszcze nie było.
-Przestań bzdury opowiadać i chodź tutaj.-powiedziałem idąc w jej stronę.
-Ja..przepraszam..-szepnęła, a ja przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w mocnym uścisku. -Dużo przeżyłam i po prostu..boję się Niall..-wyszeptała przez łzy.
-Ja też się boję..Ja też..-powiedziałem półszeptem głaszcząc ją po głowie. Staliśmy tak chwile na środku drogi wtuleni w siebie do czasu gdy się ode mnie nie oderwała.
-Słyszałeś?-spytała spanikowana. Rzeczywiście było słychać cichy szelest, ale jesteśmy przy lesie to mogło być wszystko albo zwykły podmuch wiatru.
-Nie oglądaj już horrorów.-zaśmiałem się.
-Nie Niall..znowu..-szeptała.-Idzie w naszą stronę..-ścisnęła moją dłoń na tyle mocno, że krew przestała do niej dopływać.
-Nie wygłupiaj się..-Sam zaczynałem się bać.
-Tam..-wskazała przed siebie na zbliżającą się ciemną postać. Zaczęliśmy się powoli wycofywać, gdy nagle z krzaków wyszedł jakiś starszy Pan.
-Co wy dzieciaki tu robicie?-oboje odetchnęliśmy z ulgą.
-Wystraszył nas Pan-odpowiedziałem.
-Wcale nie miałem takiego zamiaru-zaśmiał się.-Widzę, że zepsuł się wam samochód.-podszedł do niego i okrążył.
-Zabrakło nam paliwa.
-Tak się składa, że mam trochę w domku.-wydawał się być miły więc nie miałem problemu byśmy poszli tam z nim.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.-dziewczyna pociągnęła mnie za rękę tak abym się zatrzymał.
-Jest w porządku, chodź.-splotłem nasze dłonie razem i skierowaliśmy się za starszym Panem.
Po chwili doszliśmy do leśnego domku, który znajdował się o wiele bliżej ulicy niż myślałem. Był prosty, drewniany, lekko porośnięty bluszczem. Weszliśmy do środka i od razu zauważyliśmy pełno strzelb, noży i sztyletów uwieszonych na ścianach. Po chwili Nicole z ogromną prędkością wybiegła nie wiadomo czemu. Wziąłem szybko od staruszka butle z paliwem i pobiegłem za nią.


Nicole

Gdy zobaczyłam wnętrze jego domku od razu przypomniały mi się złe chwile mojego życia. Pierwszy raz widziałam takie rzeczy, kiedy miałam 15 lat i było to dla mnie zbyt drastyczne. Jeden ze sztyletów, który wisiał na ścianie przypominał ten, który ostatnim razem trzymany był przy moim gardle.
Biegłam przez ciemny las jak najszybciej mogłam, ale zahaczyłam się o wystający korzeń drzewa i przewróciłam się na ziemie. Próbowałam wstać, ale ogromny ból kostki mi to uniemożliwiał. W końcu przebiegł do mnie Niall z jakąś butelką w ręku. Wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać. Z jego pomocą mi się to udało, ale kulałam.
-Czemu kulejesz?-zapytał idąc obok mnie.
-Jak widziałeś upadłam i coś mi się stało z kostką.
-Pokaż..-kazał mi z powrotem usiąść na ziemie i obejrzał moją kostkę.
-I jak?-zapytałam.
-Sądzę, że przyda się gips..-powiedział ze skrzywioną miną.
-Cholera..-przeklnęłam.
-Chodź.-podniósł mnie i zaniósł do samochodu.
-Odwieziesz mnie do domu?-zapytałam.
-Oszalałaś?! Jedziemy do szpitala.-kurwa. Nienawidzę szpitali. Przecież to zwykłe skręcenie nic mi nie będzie.

**
-No Pani Johnson złamania nie ma, ale kilka dni spędzi Pani na leżeniu, aby nie przeciążać tej nogi.-powiedział lekarz przyglądając się zdjęciu z rentgena.
-Ale..ja nie mogę. Mieszkam w sumie sama i muszę jakoś funkcjonować.-odpowiedziałam.
-Rodzice? Rodzeństwo?-zapytał podejrzliwie. No bo jak 17-latka może mieszkać sama. To idiotyczne.
-Rodziców prawie nigdy nie ma, a brat ostatnio nie ma czasu po tym jak znalazł sobie dziewczynę..-wyrecytowałam na jednym wydechu.
-To kolega się Tobą zajmie.-stwierdził patrząc na Nialla.
-Co?! Nie..nie..-zaprzeczyłam.
-Dlaczego nie? Przecież się Tobą zajmę.-odpowiedział z uśmiechem. Po małej wymianie zdań wyszliśmy z gabinetu i skierowaliśmy się do samochodu. W ciszy pojechaliśmy w stronę mojego domu. Nie dość, że przez niego trafiłam do szpitala to jeszcze ma się mną zajmować. No dobra może tak nie do końca przez niego, ale nie mam zamiaru siedzieć z nim przez bity tydzień, co to to nie.

Siemczys słeeeegi ;D
Piantgowy rozdział cieplutki taki mrrr hahhahahahha jest ze mną źle.
Dawajcie komy, duuuuużo komów i miłego weekendu ^^

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 10: Ride or Die

-Widzisz tego chłopaka w czarnej kurtce, który stoi obok auta?-zapytałam szybko, a serce waliło mi jak młotem.
-No tak to przecież Niall Horan!- Stacy wykrzyczała na tyle głośno, że ludzie wokół nas zaprzestali rozmów i odwrócili wzrok w naszą stronę.
-Tak właśnie..muszę z nim porozmawiać..-mruknęłam i odeszłam prawie potykając się o własne nogi. Jednak mój pośpiech nic nie dał ponieważ wyprzedziła mnie czarnowłosa piękność o długich nogach. Może i nie była taka piękna, ale na pewno dużo ładniejsza. Po chwili rozmowy wsiedli razem do samochodu i ruszyli w stronę pasa startowego. Byłam tak zapatrzona w odjeżdżający samochód, że nawet nie zauważyłam kiedy Stacy znalazła się obok mnie. Teraz obie w ciszy obserwowałyśmy samochody zmierzające do startu. Niespodziewanie przed nami zatrzymał się jeden z samochodów, a jego szyba została opuszczona w dół. Za kierownicą siedział przystojny chłopak na oko w naszym wieku.
-Jedziesz mała?-zwrócił się do mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Tak jakoś mnie zatkało. Z jednej strony się bałam, ale z drugiej wiedziałam, że jak będę tu tak bezczynnie siedzieć to w końcu zwariuje. Kiedy ja rozważałam każde za i przeciw Stacy zdążyła już zareagować.

-Pewnie, że jedzie!-powiedziała uradowana i delikatnie pchnęła mnie w stronę samochodu.
-Wsiadaj. Nie bój się będę ostrożny. -powiedział i zawadiacko się uśmiechnął. Posłusznie zajęłam miejsce bez żadnego słowa.
-Pierwszy raz?-Po chwili chłopak przerwał niezręczną ciszę.
-Tak, właściwie to przyszłam tu tylko po to żeby porozmawiać z jednym chłopakiem.-wyjaśniłam i nagle uświadomiłam sobie, że nawet się nie przedstawiłam.-Nicole.-dodałam.
-Ian, miło mi-odpowiedział i znowu się uśmiechnął ukazując rząd białych zębów. Powoli zaczynało mi się podobać. Poczułam, że mogę mu ufać. Przystojny, miły, słodki..czuję, że mogę mu ufać..idealny materiał na męża..CO?! O czym ja myślę..
-Rozluźnij się trochę. Zaraz startujemy.-wyrwał mnie z zamyślenia Ian. Gdy to powiedział zaczęłam się jeszcze bardziej bać, ale jestem pewna, że Ian jest rozsądny i wyjdziemy z tego cało. Przynajmniej tak mi się wydaję...
Zobaczyłam skąpo ubraną dziewczynę stającą na środku z flagą uniesioną w górę. Teraz albo nigdy-mruknęłam pod nosem.
-Ride or die, remember?-zapytał. A ja zachichotałam. Popularny tekst z "Szybcy i wściekli". Ostatni raz rzuciłam okiem na Ian'a i zwróciłam wzrok na dziewczynę. Przymknęłam oczy i...zaczęło się. Nie było w sumie tak źle nie biorąc pod uwagę jak wgniotło mnie w siedzenie i kiedy wstrzymywałam oddech gdy wchodziliśmy w zakręt. Ian cały czas był bardzo skupiony na drodze, ale znalazł czas żeby się trochę ze mnie pośmiać. Mieliśmy do przejechania 3 kółka dość długiej trasy, ale nie tak krętej jak myślałam, że będzie. To całkiem fajne uczucie, ale coś czuje, że to pierwszy i ostatni raz.
-To kim jest ten pechowiec, z którym chciałaś pogadać?-zaśmiał się.
-Ej!-krzyknęłam zaczepnie.
-Dobra, dobra. Przecież wiesz, że jesteś wspaniała.-odpowiedział, a mnie oblał rumieniec. Na szczęście był tak skupiony na drodze, że nie mógł tego dostrzec.
-To Niall..-powiedziałam.
-Oh..-Posmutniał. Wyczuwam jakieś napięcie.
-Coś się stało?
-Nie skąd. Po prostu z Niall'em..nie zbyt się lubimy, tyle.-stwierdził i wymusił uśmiech co bez problemu można było zauważyć.
-Mogę wiedzieć jak się poznaliście?-zapytał. Nie powiem zdziwiło mnie to. No bo kogo by interesowało jak się ludzie poznali?
-W szkole. Przydzielono nam razem prace na angielski..-niepewnie odpowiedziałam. Poznaliśmy się o wiele wcześniej w trochę mniej ciekawych okolicznościach..
-Widzę, że nie sprzyja Ci rozmowa o tym?
-To trochę krępujące opowiadać komuś historie swojego życia nie znając tej osoby prawie wcale-uniosłam delikatnie kąciki ust.
-Masz racje. To co powiesz na to żebyśmy poznali się bliżej przy jakiejś kawie?
-W porządku.
-W schowku jest mój telefon, zapisz mi swój numer.-powiedział. Wyjęłam ze schowka telefon chłopaka o dziwo nie był to iPhone. Wstukałam numer do telefonu i zapisałam jako "Nicole x." W tym właśnie momencie zauważyłam jak dojeżdżamy do mety i Ian jest na drugim miejscu. Skąd to wiem? Ponieważ stoi tu jeszcze tylko jeden samochód i oklaskuje nas tłum ludzi. Wysiedliśmy z samochodu i od razu do Ian'a podbiegł tłum ludzi, a mnie mocno wyściskała Stacy.
-Drugie miejsce, brawo! Jak było?-zaczęła się drzeć żeby przekrzyczeć wiwatujący tłum.
-Super. Nie sądziłam, że będzie tak fajnie. Ian jest naprawdę miły.-uśmiechnęłam się. W tej chwili właśnie przypomniałam sobie, że wciąż trzymam w ręce jego telefon. Szybko oderwałam się od przyjaciółki i pobiegłam w stronę chłopaka. Przepchałam się przez tłum ludzi, aż doszłam do Ian'a rozmawiającego z jakąś dziewczyną. Szturchnęłam go lekko w ramie, a ten przepraszając dziewczynę odwrócił się w moją stronę.
-Wygraliśmy!-uniósł mnie do góry i obrócił wokół własnej osi.
-Jak to? A tamten samochód?-byłam zdezorientowana. Przecież byli przed nami.
-Zdyskwalifikowani.-wciąż uśmiechał się ze szczęścia. Był taki słodki kiedy to robił.
-Ale..jak? Za co?
-Nie ważne! Wygraliśmy!-przytulił mnie jeszcze raz mocno i opuścił na ziemie. Tłum wciąż przyglądał się naszym poczynaniom lecz w tej chwili nie obchodziło mnie to. Zapatrzyłam się w piękne zielone oczy Ian'a, które były jak morze, w którym chce się zatopić. I stało się..pocałunek. Jego wargi były tak miękkie, idealnie pasowały do moich. Jakbyśmy byli dla siebie stworzeni.
Oderwaliśmy się od siebie, a tłum zaczął nam wiwatować. Nagle zauważyłam zjeżdżającą się resztę samochodów i wysiadającego z jednego z nich Niall'a.
-Przepraszam..nie powinienem..-szepnął Ian wyrywając mnie z zamyślenia.
-Nie szkodzi..to było..było..wow..-jakoś tak język mi się plątał. Nie potrafiłam złożyć normalnego zdania. Ian zaśmiał się i odebrał ode mnie telefon. Nagle usłyszeliśmy syreny policyjne. Tłum zaczął robić zamieszanie. Wszyscy się pałętali i uciekali w inne strony. W tym momencie zgubiłam Ian'a. Co teraz? Myśl Nicole..Nie możesz dać się złapać..Myśl! Syreny były coraz bardziej słyszalne, a ja wciąż nie miałam żadnego pomysłu. To koniec.


Och i Ach. Tak się namęczyłam, ale w końcu jest. Oczywiście sama go nie napisałam. jest stworzony z niewielką pomocą Zuzy. Nie da się wyrazić słowami jak jestem Ci kochana wdzięczna, bo to tylko dzięki Tobie byłam wstanie napisać cały rozdział.-Natchnęłaś mnie <3
Liczę na jakieś szczere opinie, bo coś cienko ostatnio z komentarzami.
No i najlepszego dzieciaczki ;3
f4f 
https://twitter.com/Muziaaa taki mały followspree z okazji dnia dziecka ^^
Miłego dnia :)