środa, 14 maja 2014

Rozdział 9: Stacy

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem proszę :)

Mam cały dzień żeby przygotować się na wyścig, a i tak nie mam pojęcia co na siebie założę. Nigdy nie byłam na takim wyścigu i nie mam najmniejszego pojęcia w co ubierają się tacy ludzie. Widziałam co nie co na filmach, ale czy ma to odwzorowanie w życiu rzeczywistym?
Dziewczyny w skąpych strojach, głośna muzyka, dźwięk warczących silników-to nie mój świat. Ale muszę. Muszę wyjaśnić z nim kilka spraw. Dlaczego akurat tam? Dlaczego nie później? Bo może nie wrócić. Właśnie. Takie wyścigi są na śmierć i życie. Zawodnicy zrobią wszystko, by wygrać i wyeliminować przeciwnika niezależnie od konsekwencji. Wierzę, że Niall jest w tym dobry choć nie widziałam jak jeździ. Ale jest też bardzo nierozsądny i lekko myślny-tak sądzę. Sama nie wiem czemu się nim tak przejmuje..
Może to dlatego, że mam zbyt miękkie serce? Może to przez wyrzuty sumienia? Nasza "kłótnia" nie może dać mi spokoju. Czuję, że coś zrobiłam źle, że popełniłam gdzieś błąd..
A jeśli Niall ma to gdzieś? Jeśli nie obchodzi go ta cała sytuacja, a ja tylko będę mu uprzykrzać życie? Może już zapomniał? A jak nie? Co będzie jeśli zrobi sobie krzywdę przeze mnie? Nie. Nie mogę tak myśleć..
Po długich sporach z moją podświadomością postanowiłam zdobyć wiedzę od eksperta.

-Cześć Stacy, tu Nicole.
-Nicole?! Kupe lat się nie odzywałaś! Co u Ciebie?
-Tak, racja. Słuchaj mam sprawę..dzisiaj jest ten wyścig na Abbey Road i...
-Żartujesz?! Przecież Ty nie lubisz wyścigów!
-No właśnie..mam tam coś do załatwienia i potrzebuję Twojej pomocy..
-Jasne. Wpadnę za 15 minut!-wykrzyczała i rozłączyła się.

Stacy to moja stara znajoma z czasów gimnazjum. Zawsze miała bzika na punkcie samochodów, motorów i wyścigów. Bardzo ją lubiłam, ale miałam trochę dość jej ciągłych opowiadań o tych "pięknych" maszynach, więc trochę się posprzeczałyśmy. Gdyby nie to mogłybyśmy się naprawdę przyjaźnić. Jak widać Stacy już o tym zapomniała, a ja nie miałabym nic przeciwko odnowieniu tej znajomości. Stacy jest totalnym przeciwieństwem Julliet i to jest w niej fajne. Nie jest grzeczną, ułożoną dziewczynką tylko seksi laską z pazurem. Rodzice twierdzili, że ma na mnie zły wpływ, ale przecież jej nie znali. Śmiem powiedzieć, że ledwo znają mnie.

**

-Może poznam w końcu powód dla, którego się tam wybierasz?-zapytała podejrzliwie popijając łyk gorącej czekolady.
-No..Jest taki chłopak..
-Wiedziałam!!!-zaczęła piszczeć i drzeć się jak nienormalna.
-Dobra, mów dalej. -wyszczerzyła się do mnie.
-Ściga się...chcę z nim porozmawiać..
-No chyba nie najlepszy pomysł Nik..-spojrzałam na nią pytająco.-Jeśli zdenerwuje się przed wyścigiem..mogą być z tego niezłe kłopoty..-powiedziała.- Ale skoro już mnie tu ściągnęłaś to pójdziemy kibicować razem!-Wstała, złapała mnie za rękę i pociągnęła do mojego pokoju. Zatrzymała się przed biurkiem intensywnie się w coś wpatrując. Podeszłam bliżej i zobaczyłam wielki bukiet białych róż. Stacy przeczytała karteczkę do nich dołączoną i spojrzała na mnie wyczekująco.
-Kim jest H.?-zapytała po chwili.
-Daj mi to..-wyrwałam jej karteczkę z rąk i zaczęłam skanować litery na niej napisane.

Nie mogę się doczekać wyścigu
,a jeszcze bardziej spotkania
z Tobą.
                      H.

-To..to jest Harry..-powiedziałam nie wierząc we własne słowa. Nie rozumiem dlaczego to zrobił..
-Harry? Harry Styles?
-Tak, a co?-zapytałam lekko znużona.
-Żartujesz?! To mistrz zeszłorocznych wyścigów na Canal Street!-wykrzyczała.
-No i?
-No i to, że to największe zawody w tej dziedzinie. On jest moim guru, a wy tak sobie kwiatki wysyłacie?!-wciąż krzyczała. Wielkie mi halo. Człowiek jak każdy inny tylko ma jakiś głupi tytuł mistrza. Coś czuje, że nigdy nie zrozumiem fanatyków wyścigów...

**

-No chodź już. Musimy znaleźć Ci jakieś ciuchy.-zaśmiała się i pociągnęła mnie do garderoby.
-Masz coś obcisłego?-spojrzałam na nią krzywo i już wiedziała jak brzmi odpowiedź. Oczywiste, że nic takiego nie mam. Zawsze byłam tą od za dużych bluz i legginsów i nic w tej kwestii się nie zmieniło.
-Myśle, że to będzie odpowiednie..-powiedziała unosząc w górę czarną sukienkę.
-Żartujesz?!-zapytałam prawie, że sarkastycznie.
-Słuchaj. To nie jest szkoła i tam trzeba tak wyglądać.-stwierdziła stanowczo.
-Trzeba wyglądać jak dziwka, tak?
-Uh..-westchnęła i podała mi sukienkę.
Zostały nam 2 godziny, a ja wciąż byłam ubrana w podziurawione spodnie i rozciągnięty sweter. Większość czasu przegadałyśmy ze Stacy więc nie było chwili wolnej żebym w końcu mogła się przebrać.
Ledwo zmieściłam się w sukienkę zaproponowaną przez przyjaciółkę. Założyłam do tego wysokie, czarne szpilki i zrobiłam mocny makijaż. Włosy lekko poczochrałam i trzeba przyznać, że wyglądałam dobrze.
-Dziewczyno!-krzyknęła.
-Aż tak źle?-skrzywiłam się.
-Powinnaś częściej się tak ubierać.-puściła do mnie oczko. Byłam lekko skonsternowana tą sytuacją, ale czułam się dziwnie dobrze. W tym stroju czułam się odważniejsza choć wyglądałam jak dziwka.

**

-Nie spodziewałam się takiego tłumu.-znów poczułam narastający strach.
-Cała się trzęsiesz. Uspokój się.
-Denerwuje się..Co jeśli nie będę tu pasować?-panikowałam.
-Nie masz czym. Wyglądasz dobrze.-dała nacisk na ostatnie słowo.
-Witam drogie Panie.-przerwał nam Harry z wielkim uśmiechem.
Daliśmy sobie buziaka w policzek, a następnie swoją uwagę przeniósł na Stacy. Stała jak wryta i wpatrywała się w Harrego.
-Harry.-powiedział i ucałował zewnętrzną część jej dłoni.
-To Stacy.-odpowiedziałam za nią gdyż nie mogła wydusić ani jednego słowa. Było widać, że zaraz zemdleje więc przeprosiłam Harrego i pociągnęłam ją w stronę baru żeby trochę ochłonęła.
-Ale się napaliłaś..-zaśmiałam się gdy odchodziłyśmy od baru z alkoholem.
-Przestań..-zarumieniła się.
-Cholera!-krzyknęłam.
-Co..Niki co jest?!-również krzyknęła i pobiegła za mną.


Jestem jakoś dziwnie dumna z tego rozdziału, nawet nie wiem dlaczego, ale mi się podoba. Ale ja tu nie o tym..
Osoby które czytają Diamond'a dobrze wiedzą, że został on zawieszony. Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu. Ja..po prostu czuje, że was zawiodłam...
Dobrze wiem, że pisałyśmy razem z Wiki, ale ja po prostu..jest to dla mnie za duża presja...jest mi tak przykro..
Może nie szczycimy się wielką reputacją i "fejmem" jeżeli chodzi o blogi, ale wiem, że ktoś z was to czytał i to lubił i wiem, że go zawiodłam..
Jak to pisze to po prostu płaczę..czuje się przez to taka winna..to tak jakbym zniszczyła czyjeś marzenia..ale może tylko wyolbrzymiam..
Przepraszam was tak bardzo...









Dziękuję za wyświetlenia kocham Was <3







sobota, 10 maja 2014

Rozdział 8: Party

-Podejrzewam, że nie dostaniemy się szybko..-powiedziałam do Jake'a patrząc na tworzącą się przed klubem kolejkę.
-Chodź.-chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę masywnego ochroniarza. Szepnęli sobie coś tam na ucho i zostaliśmy wpuszczeni do zatłoczonego pomieszczenia. Przecisnęliśmy między tańczącymi ludźmi w stronę baru. Jake zamówił drinka, a ja wzięłam zwykłą wodę biorąc pod uwagę, że będę musiała sama wracać. Wciąż w mojej głowie odtwarzały się fragmenty wczorajszego dnia. Najpierw bójka w kawiarni, pojawiający się z nikąd Jessie uciekający ode mnie Niall. To było dla mnie za dużo. Przez cały czas miałam w głowie tylko Nialla. Nie zwracałam uwagi na to co mówił do mnie Jake i to co działo się wokoło mnie. W tej chwili liczył się tylko on, ale czy na pewno? Przecież nie mogę mu tak od razu ufać. Jeszcze niedawno mnie nienawidził, a teraz nagle jest taki miły..to nie jest normalne. Długo myślałam o tym co może stać za nagłą zmianą Nialla, nawet nie zauważyłam kiedy Jake zniknął z mojego pola widzenia. Byłam tak sfrustrowana, że postanowiłam zamówić drinka. Jednego, drugiego, trzeciego. Powoli zaczynał mi się rozmazywać obraz. W końcu ktoś usiadł na krzesełku obok mnie. Przyglądałam się chłopakowi kątem oka i wiedziałam, że go skądś znam. W końcu chłopak obrócił się twarzą w moim kierunku i zagadał.
-Hej Nicole. Pamiętasz mnie? Jestem kumplem Nialla. Spotkaliśmy się kiedyś przy szkole-powiedział ukazując swoje dołeczki.
-Um..tak, jasne..-Harry. Wysoki brunet o zielonych oczach, patrzący na mnie z pogardą.
-Co tu robisz tak sama?-zapytał.
-Przyszłam z kumplem, ale gdzieś polazł..-wybełkotałam.
-Jesteś już nieźle wstawiona. Ile wypiłaś?
-Trzy, cztery może pięć..-wymruczałam czując jak odpływam.
*Harry*
-No już. Chodź.-chwyciłem Nicole pod ramie i wyprowadziłem z klubu. Ledwo trzymała się na własnych nogach i nie miałem pojęcia co z nią zrobić. Wsadziłem ją do samochodu, a ta momentalnie zasnęła.
Wysiadłem, okrążyłem samochód i wziąłem Nicole na ręce. Otworzyłem drzwi i zaniosłem ją do sypialni uprzednio spotykając się ze zdziwioną miną Louis'a. Zszedłem na dół i opadłem na kanapę wypuszczając powietrze z ust.
-To była..-zaczął.
-Nicole..-dokończyłem.
-Stary oszalałeś Niall Cię zabije!-wykrzyczał.
-A co, miałem ją tam zostawić? Była tak pijana, że nie wiadomo co by zrobiła. Poza tym co Niall ma do tego?-odpowiedziałem tym samym tonem co Louis.
-Bo to jego zakład. Będzie myślał, że go wygryzłeś.
-Nie przesadzaj. Prześpi się tu, a rano odwiozę ją do domu.-odpowiedziałem.
-A Ty gdzie będziesz spał?
-Tutaj.-odpowiedziałem, a Louis tylko przytaknął i skierował się do swojego pokoju.
To rzeczywiście głupi pomysł żeby przywozić ją tutaj, ale nie mógłbym zostawić jej w takim stanie. To prawda, że na tej kanapie się nie wyśpię, ale czego nie robi się dla kobiet.
*Nicole*
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez nie zasłonięte okno. Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie znałam tego miejsca. Wstałam i zorientowałam się, że jestem w samej bieliźnie. Chwyciłam bluze leżącą na krześle i założyłam na siebie. Ból rozsadzał moją czaszkę co znaczyło tylko jedno-kac. Z wczoraj pamiętam tylko tyle, że poszłam z Jake'iem do klubu, a potem mi gdzieś zniknął, a ja najwidoczniej musiałam się nieźle zalać żeby nie pamiętać co było dalej. Zeszłam po schodach z niemrawą miną i przeskanowałam pomieszczenie. Było pusto jedyne dźwięki dochodziły z kuchni. Skierowałam się z jej kierunku i zobaczyłam znajomego bruneta w lokach przygotowującego śniadanie. Stanęłam we framudze drzwi i przyglądałam się mu chwile, aż się odwrócił.
-Hej. Jak się spało?-zapytał z uśmiechem nakładając jajecznice na dwa talerze.
-Um..dobrze.-odpowiedziałam i usiadłam na jedno z wysokich krzeseł. Loczek usiadł naprzeciwko mnie i zaczął jeść.
-Chciałabyś pewnie wiedzieć jak się tu znalazłaś?-przytaknęłam głową wpatrując się w jego zielone oczy.
-No więc spotkałem Cię na imprezie. Byłaś tak zalana, że stwierdziłem, że nie mogę Cię zostawić samej i zabrałem Cię do siebie.-Wow. Nie sądziłam, że Harry jest, aż tak miły. Wiedziałam dobrze, że jest atrakcyjny, ale myślałam, że jest raczej jednym z tych 'bad boy'ów'.
-Dziękuję. Co ja bym bez Ciebie zrobiła.-uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez chłopaka. -A co z moją sukienką?-zapytałam.
-Um..no właśnie. Zaczęło Ci trochę odbijać zanim zasnęłaś i postanowiłaś zrobić striptiz..ale na szczęście skończyło się tylko na sukience-zaśmiał się, a ja spaliłam buraka.
-Aż tak nie atrakcyjna jestem?-zapytałam z udawanym bólem.
-Nie.-zaśmiał się ponownie. Chciał jeszcze coś dodać, ale do pokoju wparował pewien chłopak.
-Cześć kochani-powiedział uradowany.-Jestem Louis, a Ty?-zapytał z udawaną nonszalancją.
-Nicole.-chwycił moją dłoń i ucałował jej zewnętrzną stronę.
-A dla mnie już nie ma?-skierował pytanie do loczka.
-Sorry.-odpowiedział mu ze skrzywioną minął i ponownie zachichotał. Zdążyłam zauważyć, że obaj chłopacy są bardzo zabawni i atrakcyjni. Nie są kimś kogo sobie wyobrażałam. Są zabawni i słodcy, a nie wredni i odrażający. Po zjedzonym wspólnie śniadaniu Harry postanowił odwieźć mnie do domu.
-To jak? Wpadasz na dzisiejszy wyścig?-zapytał gdy już zatrzymał się pod moim domem.
-Jaki wyścig?-zapytałam zdziwiona. Skąd miałam wiedzieć o jakimś wyścigu?
-Samochody. Wyścigi. Nielegalne. Niall. Mówi Ci to coś?
-Czekaj, czekaj..Niall bierze udział w nielegalnych wyścigach?!-wykrzyczałam.
-Pewnie. Nie powiedział Ci? Wczoraj mówił, że do Ciebie jedzie zapytać czy będziesz mu kibicować..
-To dlatego..
-Dlatego co?-zapytał gdy nie dokończyłam swojej wypowiedzi.
-Nic. O której jest ten cały wyścig?-zapytałam pospiesznie.
-O 21 na Abbey Road.
-Ok. Do zobaczenia. -uśmiechnęłam się chytrze i pobiegłam do domu. Miałam cały dzień, aby przygotować się na konfrontacje z Niallem. Trochę boję się tego spotkania. Nie jestem fanką nielegalnych wyścigów, a raczej przeciwniczką. Nie wiedziałam nawet w co się ubrać, a co dopiero mu powiedzieć. Przecież nie mogę podejść i powiedzieć: „Hej. Twój przyjaciel powiedział mi o wyścigach i postanowiłam wpaść” bo wtedy wkurzy się na Harry'ego. Jeśli Niall chciałby mi o tym powiedzieć to może by powiedział. A może to po to wtedy przyszedł? W każdym razie postanowiłam trochę powęszyć. Chwyciłam telefon i napisałam sms'a.





No tak..czego ja się spodziewałam. Przecież to było jasne, że nic mi nie powie, ale nie mam zamiaru rezygnować pojadę tam choćby nie wiem co.


Przepraszam za moją zwłokę trochę brakowało mi czasu i byłam nieźle pospieszana więc pracowałam pod presją. Rozdzialik jest jeszcze cieplusi przed chwilką wystukany. Przykro mi, że głosy w ankiecie są coraz gorsze i, że mało komentarzy jest :c Myśle nad założeniem jeszcze jednego bloga, ale nie wiem czy wam się spodoba więc jeszcze się zastanowię. Jeśli wyniki na blogu będą coraz gorsze niestety go usunę ponieważ mogę pisać dla przyjemności nie publikując, a robię to tylko żeby wam również zrobić przyjemność :c Miłego wekendu :)

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 7: Past Back

-Czy Ty..czy Ty mnie nienawidzisz..-zapytał zatrzymując samochód na podjeździe i wbijając wzrok w przestrzeń za szybą. Czy ja go nienawidzę? Dobre pytanie. Sama nie wiem jakie żywię do niego uczucia.
-To nie tak, że ja..
-Nieważne..to głupie pytanie.-przerwał mi.-Jesteśmy więc możesz iść..-dodał odwracając głowe w przeciwną stronę ode mnie.
-Um..jasne. Dzięki za podwózkę..-powiedziałam i wysiadłam z samochodu. To dziwne uczucie dziękować mu za coś co zrobił wbrew mojej woli. Przecież byłam z Jake'iem..właśnie Jake. Chyba powinnam go przeprosić za to co się dzisiaj wydarzyło. Otworzyłam drzwi od mieszkania i weszłam do środka. Zwinnym ruchem wyjęłam telefon z kieszeni i wystukałam numer Jake'a.
Po 3 sygnałach odebrał.
-Halo?-powiedział lekko zachrypniętym głosem.
-Cześć, tu Nicole. Chciałam Cię przeprosić za tą sytuacje dzisiaj, nie wiem co mu strzeliło..
-W porządku. Myślę, że był trochę zazdrosny.-zaśmiał się.
-Nie, na pewno nie. My..my się tylko kumplujemy..-w sumie to nie wiem czy mogę tak mówić. Jeszcze nie dawno się nienawidziliśmy, a teraz coś się zmieniło..
-Jak uważasz. Może jako rekompensatę dasz się jutro wyciągnąć na imprezę?
-Pewnie!
-Okej. Wpadnę o 20. Do jutra!-wypowiedział ostatnie słowa tak radośnie jakby czekał na to całe życie. Tak dawno nie byłam na imprezie i będzie to dobre odcięcie od tego wszystkiego. Przeszłam cały dom w poszukiwaniu jakiejś żywej duszy. Zero. Cisza. Ciemność. Samotność. Znowu byłam sama. Luke pewnie wyszedł ze znajomymi, a rodzice jak zwykle w pracy. Korzystając z okazji, iż jestem sama założyłam na siebie swój ulubiony dres, wyjęłam z szuflady w kuchni popcorn i zasiadłam przed telewizorem. Dłuższą chwile skakałam po kanałach w poszukiwaniu czegoś wartego uwagi, ale nic nie znalazłam. Wyjęłam w pudełka pod telewizorem płytę z filmem pt. „Smiley” i włożyłam do odtwarzacza. Kochałam horrory, ale potem często miewałam po nich schizy.
-Buu!-krzyknął znajomy mi głos jednocześnie strasząc mnie i wytrącając miskę popcornu z moich dłoni.
Zaczął sie bezczelnie śmiać i już wiedziałam kto był takim idiotą. Nikt inny jak mój najlepszy przyjaciel Jessie.
-Jessie!-krzyknęłam uderzając go w ramie.
-Przyniosłem lody i popcorn-położył na stolik produkty, które ze sobą przyniósł
-Co z Tobą? Dlaczego tak długo się nie odzywałeś?-zapytałam zmartwiona siadając na kanapie.
-No wiesz..mówiłem Ci, że chorowałem..-uśmiechnął się sztucznie.
-Kłamiesz. Powiedz mi prawdę.-zażądałam.
-Dobra, ale nie możesz nikomu powiedzieć.-powiedział stanowczo na co przytaknęłam.-Pamiętasz Matt'a?
-Jak mogłabym zapomnieć..niemal mnie zabił-fuknęłam.
-Właśnie. I widzisz..on jeszcze nie skończył..
-Nie rozumiem..
-Byłem w LA i spotkałem Jasona..powiedział mi, że Matt wciąż Cię szuka i nie odpuści dopóki Cię nie znajdzie..
-Co?! Po co kurwa tam pojechałeś?! Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogli Cię śledzić i teraz wiedzą gdzie jestem?!
-Spokojnie. Jason powiedział, że się tym zajmie.
-Jason jest idiotą! Ostatnim razem jak powiedział, że się czymś zajmie to skończyłam w szpitalu ze złamaną nogą!-wydarłam się. Tak właśnie. Jason to imbecyl. Kiedyś powiedział, że zajmie się naprawą mojego samochodu i tak o to skończyłam w szpitalu. A teraz kiedy spotkał Jessiego mogę się założyć, że go wsypał i jestem na celowniku.
-Nicole! Matt nie chce niczego innego niż zemsty. On nie chce Cię zabić chce Cię wykorzystać..-powiedział tak spokojnie jakby to była rozmowa o całkiem normalnych rzeczach.
-Cześć!-nagle oboje z Jessiem obróciliśmy się w stronę wejścia do salonu, w którym stał Niall.
-Co Ty tu..
-Pukałem, ale nikt nie otwierał, usłyszałem krzyki i postanowiłem wejść..-odpowiedział.
-To ja pójdę. Pogadajcie sobie. Trzymaj się Niki.-powiedział Jessie i wyszedł zostawiając mnie sam na sam z Niall'em.
-Powiedz co słyszałeś-zażądałam.
-Nic takiego..coś tam o tym, że ktoś chce Cię wykorzystać..
-Dobra nie ważne. Po co przylazłeś?-zapytałam szorstko pocierając skronie palcami. Miałam już na dziś dosyć wrażeń i jeszcze on..Boże!
-Byłem w pobliżu. Pomyślałem, ze wpadnę i zapytam czy nie wyskoczyli byśmy gdzieś razem..?-zapytał zakłopotany.
-Sorry Niall, mam dużo na głowie..
-Jasne. Co ja sobie myślałem..przecież Ty mnie nawet nie lubisz..jestem takim dupkiem..zapomnij. Cześć.-wypowiedział te słowa tak szybko, że ciężko było mi go zrozumieć. Wyszedł z mojego domu w pośpiechu.
-Niall!-wołałam go, ale zero reakcji. Po prostu wsiadł do samochodu i odjechał.
---------------------------------------------------------------------------------------
Hejo!!!
Jestem taka dumna, ze udało mi się tak szybko napisać, ale cóż..nuda robi swoje. Trochę krótki, ale mam nadzieje, że się nie gniewacie ;p
Chciałam także powiedzieć osobą, które czytają Diamond, że jeszcze nie zdecydowałyśmy co ma być dalej i mamy mały kłopot. Bardzo proszę was o cierpliwość :)
Jednokierunkowych;*

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 6: Fun Park

Z okazji moich urodzin dostajecie ode mnie prezent w postaci rozdziału. Jest on dłuższy niż zwykle i wydaje mi się, że trochę fajniejszy. Liczę na wasze opinie te dobre jak również te złe. Jeśli ktoś ma dla mnie jakieś rady to proszę piszcie trochę krytyki też się przyda ;p Życzę miłego czytania i do następnego :)))
-------------------------------------------------------------------------

Sobota. Niby zwykły dzień, a ile znaczy dla nastolatka.
Dzisiaj miałam zamiar przeleżeć do południa w łóżku, a następnie oglądać filmy w moim ulubionym dresie, ale nic z tego. Zanim się obejrzałam Luke przerzucił mnie przez bark i zniósł do kuchni. Posadził mnie na jednym z wysokich krzeseł przy wysepce kuchennej i podał śniadanie.
-Dlaczego mnie tak wcześnie obudziłeś?-No w końcu była dopiero 10 rano.
-Mam dla Ciebie niespodziankę. Szkoda dnia.-uśmiechnął się chytrze i wziął łyka wody ze swojej szklanki.
-Dobrze wiesz, że nie lubię niespodzianek..-wymamrotałam. Luke przewrócił na mnie oczami i wyszedł z kuchni.
-Pospiesz się, nie mamy czasu!-krzyknął z pokoju obok. Co to ma znaczyć? Na samą myśl o tym boję się wsiąść z nim do samochodu, jeszcze wywiezie mnie do lasu, zostawi i co zrobię?
Włożyłam brudny talerz do zmywarki i pobiegłam na górę do pokoju. Wyjęłam z szafy trochę za dużą szarą bluzę, ciemne dżinsy, czarne Converse i założyłam na siebie w pośpiechu. Wtargnęłam do łazienki ułożyłam szybko włosy, zrobiłam makijaż i zbiegłam do salonu gdzie czekał na mnie mój brat.
-Świetnie. Idziemy.-podskoczył z kanapy, chwycił kluczyki z szafki w korytarzu i skierował się w stronę samochodu, a ja tuż za nim.
-Gdzie jedziemy?-zapytałam gdy wjechaliśmy na autostradę.
-Zobaczysz.-odpowiedział krótko.
-A jak udało się spotkanie z tą..
-Kylie-dokończył za mnie z uśmiechem.
-Właśnie. Jak było?-zaśmiałam się.
-W porządku.
-Co?! Tylko tyle mi powiesz?!-Wykrzyczałam. Mógłby bardziej rozwinąć swoją wypowiedź.
-Umówiliśmy się na dzisiaj.
-To wspaniale. Mam nadzieje, że ją kiedyś poznam.-odpowiedziałam. Luke tylko spojrzał na mnie kątem oka i uśmiechnął się pod nosem. Mam wielką nadzieje, że jest ona odpowiednia dla mojego brata. Nie żeby coś przecież jest dorosły, ale nie chciałabym żeby jakaś landryna go zraniła.


**

Skręciliśmy w polną drogę prowadzącą do lasu. A jednak! Wywiezie mnie do lasu i zostawi! W głebi zaczęłam panikować, ale starałam się nie okazywać tego na zewnątrz. Wysiedliśmy z samochodu i szliśmy w głąb lasu. W oddali można było usłyszeć dźwięki muzyki odbijającej się echem. W końcu doszliśmy, a ja stanęłam jak wryta. Co wesołe miasteczko robi w środku lasu i skąd tu tyle ludzi? Tysiące pytań bez odpowiedzi roiło się w mojej głowie. Ale co z tego, przecież jestem w wesołym miasteczku!
-Dziękuję Luke!-rzuciłam mu się na szyje, a on przytulił mnie do siebie. Luke dobrze wiedział, że kocham wesołe miasteczka, a w Londynie nie ma ich za wiele. Może i to fajne miasto, ale ludzie są dość sztywni.
Pobiegłam szybko do wejścia i od razu skierowałam się do domu strachu. Luke spotkał gdzieś po drodze swoich znajomych dlatego też musiałam zająć się sama sobą. Zjechałam na kilku kolejkach górskich i tym podobnych. W końcu trochę się znudziłam i postanowiłam usiąść na ławce. Przyglądałam się ludziom wychodzącym z „Scary Maze”*. Bardzo chciałabym tam pójść, ale niestety nie mam odwagi zrobić tego sama, a Luke'a nigdzie nie widać.
-Mogę usiąść?-usłyszałam głos naprzeciwko, ale nie podniosłam głowy. Gestem ręki pokazałam, aby chłopak usiadł i tak też zrobił.
-Jake.-wystawił ręke w geście przywitania.
-Nicole.-potrząsnęłam nią lekko i przyjrzałam się chłopakowi dokładniej. Dopiero teraz mogłam dostrzec jaki jest przystojny.
-Sama tu jesteś?-zapytał. Przyznam, że opowiadanie nowo poznanemu gościowi co tu robię jest dziwne, ale co mi szkodzi.
-Z bratem, ale mnie wystawił dla znajomych..a Ty?-zadałam pytanie z grzeczności, bo nie bardzo mnie to interesowało.
-To park znajomego, przyszedłem trochę mu pomóc, ale jak na razie to tylko się obijam-zaśmiał się. -Co tak tam patrzysz?-chyba trochę się zapatrzyłam w ten dom strachu.
-Um..nic..-zawahałam się.
-Chciałabyś tam pójść, ale się boisz, prawda?-Kurde. Przejrzał mnie.
-Tak-zaśmiałam się i spuściłam głowe w doł.
-Jeśli chcesz to mogę iść z Tobą.-zaproponował.
-Naprawdę? To cudownie.-wstałam z ławki, chwyciłam Jake'a za rękę i pociągnęłam w stronę „Scary Maze”.

**

Było naprawdę fajnie, myślałam, że to będzie coś straszniejszego z tego co słyszałam, a wcale nie było tak źle. Może to dlatego, że przy Jake'u czuje się bezpiecznie? Tak. To dziwne dopiero go poznałam, ale wiem, że mogę mu zaufać i powiedzieć o wszystkim. Po całej zabawie wymieniliśmy się numerami, a ja skierowałam się w stronę wcześniej zaparkowanego samochodu.
-Gdzieś Ty była?!-wydarł się mój brat.
-Uspokój się. W końcu to Ty mnie zostawiłeś.-fuknęłam.
-Wsiadaj!-krzyknął ponownie, ale już nieco spokojniej. Nie rozumiem dlaczego ma do mnie pretensje skoro to on zostawił mnie samą. Powinien się cieszyć, że nikt mnie nie porwał.
Podczas drogi do domu poczułam wibrację mojego telefonu. Szybko wyjęłam go z kieszeni i otworzyłam dostarczoną wiadomość.
-DASZ SIĘ ZAPROSIĆ NA KAWE? WPADNE O 16. JAKE XX
-JASNE. ORCHARD STREET 14**. NICOLE XX.

Bardzo polubiłam Jake'a. Jest miły, zabawny i przystojny i nie jest Niall'em. Po kilku minutach mój telefon znowu za wibrował tym razem był to numer nieznany.
-CO POWIESZ NA SPOTKANIE DZIŚ WIECZOREM? NIALL
-SORRY, MAM JUŻ PLANY. NICOLE X.

I znowu to samo. Spotkam się z nim, będzie fajnie i znowu będzie się nade mną znęcał. O nie. Nie tym razem. Umówiłam się już z Jake'iem i będzie cudownie, nic tego nie zepsuje.
Gdy samochód zatrzymał się na podjeździe szybko z niego wyskoczyłam i wbiegłam do pokoju. Została mi godzina do przyjścia Jake'a i muszę się pospieszyć jeżeli nie chce żeby musiał na mnie czekać. Wybrałam ubrania i szybko się w nie przebrałam. Delikatnie zakręciłam włosy lokówką i zrobiłam mocniejszy makijaż niż na codzień. Wyrobiłam się w sam raz, bo gdy skończyłam poprawiać makijaż akurat zadzwonił dzwonek do drzwi. Zeszłam ostrożnie po schodach żeby czasem z nich nie spaść w tych szpilach i otworzyłam drzwi.
-Wow..wyglądasz..wow..-chyba go zatkało. Zachichotałam i wyszłam z mieszkania wcześniej powiadamiając o tym mojego brata. Jake przyjechał pięknym, czarnym bmw i aż nie mogę uwierzyć, że to jego.
-To..gdzie mnie zabierasz?-zapytałam nieśmiało.
-Do Amaretto Caffe.
Pokiwałam głową i wsiadłam do samochodu chłopaka. Jechaliśmy krótką chwile ponieważ kawiarnia nie jest daleko.

**

-Co dla Państwa?-zapytała niska blondynka.
-Ja po proszę latte-uśmiechnęłam się do niej i podałam karte.
-To samo.-oznajmij Jake i również oddał jej karte, a ona szybkim krokiem odeszła.
-To może powiesz mi czym się zajmujesz skoro stać Cię na taki samochód?-zapytałam z uśmiechem.
-Pracuje w sklepie motoryzacyjnym, a większą część pieniędzy za samochód dołożyli rodzice-zaśmiał się. -A Ty? Studiujesz?
-Tak, ale nie w collegu..-posmutniałam przy tej wypowiedzi. Zawsze bardzo chciałam iść do collegu, a skończyłam w szkole dziennej.
-Rodzice twierdzą, że takie miejsca niszczą ludzi..
-I mają racje- przerwał mi wypowiedź.-Tam wszyscy tylko imprezują, a tak to przynajmniej wyjdziesz na ludzi. -pokiwałam głową i wypiłam łyk kawy, którą chwile temu przyniosła kelnerka.
-A co studiujesz jeśli mogę wiedzieć?
-Prawo i dodatkowo literatura-uśmiechnęłam się.
-Poważne plany masz.-zaśmiał się.
-Zawsze chciałam być nauczycielką wf-u, ale rodzice decydowali za mnie..-Właśnie tak. Nigdy nie miałam prawa wyboru, to zawsze oni decydowali o moim życiu. Długo rozmawialiśmy z Jake'iem o kompletnie bzdurnych rzeczach, aż ktoś nam nie przerwał.
-To z nim byłaś już umówiona?-fuknął Niall. Skąd on wiedział gdzie jestem?
-Niall daj spokój, przecież nie masz prawa mi mówić z kim mogę się spotykać, a z kim nie..
-Mogę kurwa, bo jesteś moja, rozumiesz?!-wydarł się. Nie wiedziałam co mam teraz powiedzieć. Zatkało mnie. On właśnie decydował za mnie tak jak moi rodzice.
-Ej, koleś daj jej spokój.-Jake wstał z miejsca w celu obrony mnie.
-Mówiłeś coś cwaniaczku?-zapytał ironicznie Niall.
-Mówiłem, że masz dać jej spokój.-I w tym momencie się zaczęło. Niall przywalił Jake'owi, a ten mu oddał. Zaczęli się lać, a ja nie miałam pojęcia po czyjej stronie mam stanąć. W końcu Niall tak poturbował Jake'a, że ten nie mógł wstać z miejsca. Niall chwycił mnie za nadgarstek i pociąnął za sobą.
-Zostaw mnie!-krzyknęłam, jednoczesnie szarpiąc się, aby wydostać się z uściku blondyna.
-Nie szarp się kurwa!-krzyknął na mnie i wepchnął do swojego samochodu.
Odpalił samochód, a ja chciałam tylko wysiąść. Jechaliśmy jakiś czas w ciszy, bo przecież nie wyskocze podczas gdy samochód jest w ruchu.
-Zatrzymaj się.-powiedziałam stanowczo.

-Co proszę?-zapytał zdziwiony zapewne moją pewnością siebie.
-Powiedziałam, że masz się zatrzymać.-powtórzyłam spokojnie, ale we mnie aż się gotowało. Byłam na niego tak cholernie zła.
-Słuchaj, nie będziesz mi rozkazywać..
-Ani Ty mi!-krzyknęłam, a on po chwili zjechał na pobocze.
-To mój samochód i to ja będę decydował kiedy mam się zatrzymać.-powiedział spokojnie i stanowczo.
-Ale nie będziesz decydował czy mam z Tobą jechać czy nie!-krzyknęłam mu prosto w twarz i wysiadłam z samochodu. Przeszłam kilka kroków w przód i usłyszałam za sobą trzask drzwi-idziemy za mną.
-Wsiadaj do tego cholernego samochodu!-krzyknął za mną, ale zignorowałam to i szłam dalej.
-Dobra jak chcesz!-w tym momencie wiedziałam, że wrócił się do samochodu. Obróciłam się w jego strone i widziałam jak zapala silnik. Super. Zostawi mnie tu. Patrzyliśmy się na siebie jeszcze chwile, aż zgasił silnik i ponownie wysiadł z samochodu.
-Nie. Nie mogę Cię tu zostawić..-chwycił się za głowe.-Wsiądź, odwioze Cię do domu..-westchnął. Chciałam mu się postawić i powiedzieć 'nie', ale przecież i tak nie mam jak wrócić do domu. Wypuściłam głośno powietrze z ust i poszłam w strone pojazdu. Znów jechaliśmy w niezręcznej ciszy. Widziałam jak Niall od czasu do czasu spogląda na mnie kątem oka.
-Przepraszam..-wybełkotał.
-Co?
-Przepraszam..-powiedział trochę głośniej.
-Co mówisz?-Postanowiłam go trochę powkurzać za to wszystko.
-Kurwa, przepraszam okej?-krzyknął.
-Za co Ty mnie przepraszasz?-udawałam zszokowaną.
-Dobrze wiesz za co. Nie rób ze mnie idioty..-słyszałam w jego głosie coś takiego..coś jak..poczucie winy, a to, aż do niego nie podobne.
-Mogę Ci zadać pytanie..?-dodał.
-Śmiało.
-Czy Ty..czy Ty mnie nienawidzisz..
------------------------------------------------------------------------
*Scary Maze-nazwa najstraszniejszego domu strachu xd Oczywiście zmyślone wszystko. Tak wiem po angielsku to znaczy Straszny Labirynt.
**Orchard Street 14 - ulica na której mieszka Nicole. Prawdopodobnie takiej w Londynie nie ma. To również wymysły mojej wyobraźni ;p
Nie wiem także czy tytuł jest dobrze przetłumaczony więc ten tego. ;p