piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 11: Escape

Podczas gdy ja stałam jak kołek na środku placu wszyscy już zdążyli uciec. Powoli były widoczne migające światła zbliżających się radiowozów. Nagle zauważyłam zatrzymujący się przy mnie samochód. Spojrzałam w stronę kierowcy, a okazał się nim być Niall. Nie sądzę żeby to był dobry pomysł, abym wsiadła do jego samochodu, ale nie mam innego wyjścia inaczej mogę pożegnać się z życiem na wolności. Wskoczyłam na miejsce pasażera, a Niall ruszył z piskiem opon. Mocno zacisnęłam powieki, aby nie patrzeć na ewentualny wypadek. Miałam wrażenie, że Niall popełni błąd i wylecimy za barierki prosto w przepaść więc wolałam oszczędzić sobie tego widoku. Po chwili zaczęłam odpływać w krainę snu.

Niall

Jechałem jak najszybciej się da, aby zgubić policje goniącą za nami, ale i na tyle ostrożnie by dowieźć Nicole w całości do domu. Była strasznie tym wszystkim zestresowana i to było widać. Podejrzewam, że pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji jak i na tych zawodach. Po chwili nawet myślałem, że zeszła na zawał od tego wszystkiego, bo nie reagowała na to co do niej mówię. Ale na szczęście zapadła tylko w głęboki sen co dobrze jej zrobi. Nie będzie się tyle martwić. Gdy skręciłem na mniej ruchliwą drogę policja pojechała dalej z myślą, że cały czas jadę gdzieś daleko przed nimi. Droga była oświetlona jedynie samochodowymi światłami, a w około był tylko i wyłącznie ciemny las. Nagle wskaźnik prędkości zaczął opadać, a samochód zwalniać i akurat w tym momencie Nicole musiała się obudzić.
-Dlaczego się zatrzymałeś?
-Chyba zabrakło paliwa..
-Żartujesz? Powiedz, że żartujesz.-spiorunowała mnie wzrokiem.
-Uspokój się..
-Uspokój się?! Jesteśmy w nocy, w lesie, na jakimś zadupiu!-wydarła się.
-Nic nam nie będzie. Zaraz zadzwonię po pomoc.
-Ty jesteś głupi czy jak?! Tu nie ma zasięgu!
-Zaraz się znajdzie..-mówiłem spokojnie żeby nie wybuchnąć. Wysiadła z samochodu trzaskając drzwiami. Wysiadłem za nią żeby nie poszła gdzieś i się nie zgubiła. Nagle się zatrzymała odwracając twarzą w moją stronę.
-Filmów nie oglądasz? Zaraz przyjdzie jakiś psychopata i zajebie nas jak chciał Dr. Thredson Lane Winters!
-Co?-jedyną psychopatka tutaj jest ona. Gada o nie wiadomo kim i robi aferę, a przecież jeszcze nic takiego się nie stało.
-Nieważne. W każdym razie ja tu nie zostaje.-stwierdziła i zaczęła iść wzdłuż drogi.
-Nie rób problemów i wracaj tu!-krzyknąłem za nią.
-Od początku sobie to zaplanowałeś, co?-zatrzymała się spoglądając na mnie.
-O czym Ty mówisz?
-Zrobiłeś wszystko żeby zaciągnąć mnie na ten wyścig żeby potem ktoś wezwał policje, a Ty mógł wywieźć mnie do lasu!-Wow. Tego jeszcze nie było.
-Przestań bzdury opowiadać i chodź tutaj.-powiedziałem idąc w jej stronę.
-Ja..przepraszam..-szepnęła, a ja przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w mocnym uścisku. -Dużo przeżyłam i po prostu..boję się Niall..-wyszeptała przez łzy.
-Ja też się boję..Ja też..-powiedziałem półszeptem głaszcząc ją po głowie. Staliśmy tak chwile na środku drogi wtuleni w siebie do czasu gdy się ode mnie nie oderwała.
-Słyszałeś?-spytała spanikowana. Rzeczywiście było słychać cichy szelest, ale jesteśmy przy lesie to mogło być wszystko albo zwykły podmuch wiatru.
-Nie oglądaj już horrorów.-zaśmiałem się.
-Nie Niall..znowu..-szeptała.-Idzie w naszą stronę..-ścisnęła moją dłoń na tyle mocno, że krew przestała do niej dopływać.
-Nie wygłupiaj się..-Sam zaczynałem się bać.
-Tam..-wskazała przed siebie na zbliżającą się ciemną postać. Zaczęliśmy się powoli wycofywać, gdy nagle z krzaków wyszedł jakiś starszy Pan.
-Co wy dzieciaki tu robicie?-oboje odetchnęliśmy z ulgą.
-Wystraszył nas Pan-odpowiedziałem.
-Wcale nie miałem takiego zamiaru-zaśmiał się.-Widzę, że zepsuł się wam samochód.-podszedł do niego i okrążył.
-Zabrakło nam paliwa.
-Tak się składa, że mam trochę w domku.-wydawał się być miły więc nie miałem problemu byśmy poszli tam z nim.
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł.-dziewczyna pociągnęła mnie za rękę tak abym się zatrzymał.
-Jest w porządku, chodź.-splotłem nasze dłonie razem i skierowaliśmy się za starszym Panem.
Po chwili doszliśmy do leśnego domku, który znajdował się o wiele bliżej ulicy niż myślałem. Był prosty, drewniany, lekko porośnięty bluszczem. Weszliśmy do środka i od razu zauważyliśmy pełno strzelb, noży i sztyletów uwieszonych na ścianach. Po chwili Nicole z ogromną prędkością wybiegła nie wiadomo czemu. Wziąłem szybko od staruszka butle z paliwem i pobiegłem za nią.


Nicole

Gdy zobaczyłam wnętrze jego domku od razu przypomniały mi się złe chwile mojego życia. Pierwszy raz widziałam takie rzeczy, kiedy miałam 15 lat i było to dla mnie zbyt drastyczne. Jeden ze sztyletów, który wisiał na ścianie przypominał ten, który ostatnim razem trzymany był przy moim gardle.
Biegłam przez ciemny las jak najszybciej mogłam, ale zahaczyłam się o wystający korzeń drzewa i przewróciłam się na ziemie. Próbowałam wstać, ale ogromny ból kostki mi to uniemożliwiał. W końcu przebiegł do mnie Niall z jakąś butelką w ręku. Wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać. Z jego pomocą mi się to udało, ale kulałam.
-Czemu kulejesz?-zapytał idąc obok mnie.
-Jak widziałeś upadłam i coś mi się stało z kostką.
-Pokaż..-kazał mi z powrotem usiąść na ziemie i obejrzał moją kostkę.
-I jak?-zapytałam.
-Sądzę, że przyda się gips..-powiedział ze skrzywioną miną.
-Cholera..-przeklnęłam.
-Chodź.-podniósł mnie i zaniósł do samochodu.
-Odwieziesz mnie do domu?-zapytałam.
-Oszalałaś?! Jedziemy do szpitala.-kurwa. Nienawidzę szpitali. Przecież to zwykłe skręcenie nic mi nie będzie.

**
-No Pani Johnson złamania nie ma, ale kilka dni spędzi Pani na leżeniu, aby nie przeciążać tej nogi.-powiedział lekarz przyglądając się zdjęciu z rentgena.
-Ale..ja nie mogę. Mieszkam w sumie sama i muszę jakoś funkcjonować.-odpowiedziałam.
-Rodzice? Rodzeństwo?-zapytał podejrzliwie. No bo jak 17-latka może mieszkać sama. To idiotyczne.
-Rodziców prawie nigdy nie ma, a brat ostatnio nie ma czasu po tym jak znalazł sobie dziewczynę..-wyrecytowałam na jednym wydechu.
-To kolega się Tobą zajmie.-stwierdził patrząc na Nialla.
-Co?! Nie..nie..-zaprzeczyłam.
-Dlaczego nie? Przecież się Tobą zajmę.-odpowiedział z uśmiechem. Po małej wymianie zdań wyszliśmy z gabinetu i skierowaliśmy się do samochodu. W ciszy pojechaliśmy w stronę mojego domu. Nie dość, że przez niego trafiłam do szpitala to jeszcze ma się mną zajmować. No dobra może tak nie do końca przez niego, ale nie mam zamiaru siedzieć z nim przez bity tydzień, co to to nie.

Siemczys słeeeegi ;D
Piantgowy rozdział cieplutki taki mrrr hahhahahahha jest ze mną źle.
Dawajcie komy, duuuuużo komów i miłego weekendu ^^

8 komentarzy:

  1. Czekam na kolejny. :* / Oliwia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo! Ciekawe czy Niall się nią zajmie? Mam nadzieję, że tak :3 Kocham <3333 Czekam na next'a :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cuuuuuuuuuuuuuuuuuudo :**********

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja piernicze biedna Nicol! Genialne! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Suuuuper ! ;* czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Suuuuper ! ;* czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Super!!!! Nie moge się doczekać next :)

    OdpowiedzUsuń