Jeśli czytasz daj komentarz :)
Obudził mnie donośny dźwięk wydobywający się z mojego telefonu. Liczyłam na to, że uda mi się zaspać i nie iść do szkoły, której tak bardzo nienawidziłam. Rodzice nawet, by nie połapali, że sie tam nie pojawiłam, a Luke'owi wcisnęło by się jakaś bajeczkę, że źle sie poczułam. Ale nie! Ktoś musiał mnie obudzić..
Wyszukałam telefonu na szafce nie otwierając nawet oczu i przeciągnęłam palcem po ekranie. -Hallo?-odezwałam się zaspanym głosem.
-Wstawaj! Lekcje sie zaczynają, a Ciebie wciąż nie ma!-usłyszałam krzyk mojego przyjaciela. To oczywiste, tylko on ściągał by mnie do szkoły.
-Już wstaje..przyjdę na druga lekcje..-odpowiedziałam gramoląc się z łóżka.
-No ja mam nadzieje! Nie wyobrazam sobie siedzenia cały dzień samemu-zachichotał. Uwielbiałam to jaki był. Miał w sobie tyle pozytywnej energii, że trudno było sie nie uśmiechać rozmawiając z nim. Cieszę się, że trafił mi sie taki przyjaciel. Czasami wydaje mi sie, że na niego nie zasługuje. Czesto bywam dla niego niemiła przez moje humorki, które ciężko jest mi opanować, a on wciąż jest przy mnie.
**
Przeszłam przez duże szklane drzwi i skierowałam sie do
mojej szafki na końcu korytarza. Przyszłam tak, że akurat za dwie
minuty miał być dzwonek. Dojście na drugi koniec korytarza było
trochę męczące jednak fakt, że miałam szafkę tuż obok
Jessie'ego bardzo mnie cieszył. Zawsze chodziliśmy razem na
przerwach więc to ułatwiało nam sprawę, nie musieliśmy biegać po całej szkole żeby sie znaleźć. Kiedy w moich uszach rozbrzmiał
dzwonek szkolny momentalnie doznałam szoku. Wszyscy wybiegli z klas
tak szybko jakby sie paliło. Może tak bylo zawsze, ale nie
zauważałam tego, bo przychodziłam punktualnie na pierwsza lekcje
albo wcale. W każdym razie kiedy zobaczyłam Jessie'ego idącego w
moim kierunku mimowolnie się uśmiechnęłam. Podszedł blizej i
złożył buziaka na moim policzku jak co dzień na przywitanie.
-Ładnie to tak zostawiać mnie samego na chemii?!-zapytał z udawaną pretensją w głosie.
-Przepraszam Jessie..nie chciało mi sie w ogóle wstać..-westchnęłam spoglądając na swoje buty.
-No. Co sie dzieje?
-A musi sie coś dziać żeby nie mieć ochoty iść do szkoły?-nie powiem, zdziwiło mnie jego pytanie.
-Nie, ale skoro zostawiasz swojego przyjaciela na pastwę losu z chemiczką to coś jest na rzeczy-zaśmiał się lekko, a ja mu zawtórowałam. Jessie polozyl reke na moim barku "obejmując" mnie a ja objełam go w talii. Zawsze tak chodziliśmy. Wyglądaliśmy wtedy troche jak para, ale każdy wiedział, że jesteśmy jak rodzeństwo. Szliśmy długim korytarzem prosto pod sale od Historii. Nie przepadałam za tym przedmiotem dlatego zawsze z Jessie'm zrywaliśmy się i spędzaliśmy te lekcje gdzieś na mieście
-Może zostaniemy na tej lekcji?-zapytałam niepewnie patrząc w ziemie
-Jesteś chora?-dotknął mojego czoła w geście sprawdzenia czy nie mam temperatury
-Po prostu nie chce się narażać nie było mnie już na pierwszej lekcji..-to dziwne, ze minęło dopiero pól roku, a ja nie byłam na ani jednej historii nie licząc lekcji organizacyjnej. Naprawdę razem z Jessie'm nienawidzilismy tej lekcji, a szczególnie kolesia, który jej uczył. Z pozoru sympatyczny,przystojny 25-latek, ale jeśli pozna sie go blizej jest już mniej czarujący.
**
Cisza!-można było usłyszec donośny krzyk
nauczyciela historii. Nagle w całej sali rozmowy ucichły, a ludzie
zajęli swoje miejsca.
-Miło Cię widzieć Johnson.-spojrzał na mnie a mnie oblał rumieniec myślalam ze zapadnę sie pod ziemie. Co ja sobie myślałam, ze przyjdę tak po prostu na lekcje na której nie było mnie pawie nigdy i wszystko będzie dobrze? Nie. Ja wcale nie myślałam. To bylo logiczne, ze nie będę tu niezauważona. Na szczęście Pan Herneson nie miał ochoty męczyć sie ze mna i olał to, ze w ogóle tu przyszłam.
-Jasne. Wpadnij po obiedzie, a potem coś wymyślimy -posłałam mu szczery uśmiech i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Jednak coś uniemożliwiło mi to zadanie pchając mnie prosto na szafki. No tak..nie coś tylko ktoś i wcale nie taki "ktoś" tylko Niall Horan. Popchnął mnie prosto na szafki i odszedł śmiejąc się ze swoimi koleszkami. Nienawidziłam typa z całego serca. Nie dosyć, że bezczelny to jeszcze zero szacunku i jak tu takiego lubić? Nie dziwie sie, że nikt po za jego kumplami go nie lubi. Jest po prostu pojebany, nie da sie tego inaczej określić. No bo co powiedzieć o takim co znęca sie nad dziewczyna? Zero dobrego słowa. Najchętniej to bym mu wygarnęła, ale kto wie jak to sie skończy. Jeszcze mnie pobije i co? Luke'owi przecież nie powiem co jest grane, bo mu nogi z dupy powyrywa, a potem mnie oberwie się jeszcze bardziej, a Jessie uznał, że nie ma co z takim gadać, bo to tylko strata czasu. Nie myli się. Rozmowa z kimś takim nic nie zmieni pół mózg nie zrozumie.. Ciekawe co jego rodzice na jego zachowanie. Napewno nie są dumni z takiego syna..do nich pewnie też nie ma szacunku i obraża cały czas, a oni biedni muszą to znosić, bo to ich syn, ale takiego sobie wychowali to takiego mają.
Cześć.
Pierwszy rozdział nie jest mistrzowski, ale obiecuje, że się poprawie :c
Komentujcie jak przeczytacie, zmotywuje mnie to do dalszej pracy.
Dopiero zaczynam więc jakaś mniejsza pomoc z waszej strony typu polecenie bloga znajomym będzie wielką pomocą dla mnie.
Rozdział 2 powinien pojawić się jakoś w przyszłym tygodniu albo nawet w weekend :)
-Ładnie to tak zostawiać mnie samego na chemii?!-zapytał z udawaną pretensją w głosie.
-Przepraszam Jessie..nie chciało mi sie w ogóle wstać..-westchnęłam spoglądając na swoje buty.
-No. Co sie dzieje?
-A musi sie coś dziać żeby nie mieć ochoty iść do szkoły?-nie powiem, zdziwiło mnie jego pytanie.
-Nie, ale skoro zostawiasz swojego przyjaciela na pastwę losu z chemiczką to coś jest na rzeczy-zaśmiał się lekko, a ja mu zawtórowałam. Jessie polozyl reke na moim barku "obejmując" mnie a ja objełam go w talii. Zawsze tak chodziliśmy. Wyglądaliśmy wtedy troche jak para, ale każdy wiedział, że jesteśmy jak rodzeństwo. Szliśmy długim korytarzem prosto pod sale od Historii. Nie przepadałam za tym przedmiotem dlatego zawsze z Jessie'm zrywaliśmy się i spędzaliśmy te lekcje gdzieś na mieście
-Może zostaniemy na tej lekcji?-zapytałam niepewnie patrząc w ziemie
-Jesteś chora?-dotknął mojego czoła w geście sprawdzenia czy nie mam temperatury
-Po prostu nie chce się narażać nie było mnie już na pierwszej lekcji..-to dziwne, ze minęło dopiero pól roku, a ja nie byłam na ani jednej historii nie licząc lekcji organizacyjnej. Naprawdę razem z Jessie'm nienawidzilismy tej lekcji, a szczególnie kolesia, który jej uczył. Z pozoru sympatyczny,przystojny 25-latek, ale jeśli pozna sie go blizej jest już mniej czarujący.
**
-Miło Cię widzieć Johnson.-spojrzał na mnie a mnie oblał rumieniec myślalam ze zapadnę sie pod ziemie. Co ja sobie myślałam, ze przyjdę tak po prostu na lekcje na której nie było mnie pawie nigdy i wszystko będzie dobrze? Nie. Ja wcale nie myślałam. To bylo logiczne, ze nie będę tu niezauważona. Na szczęście Pan Herneson nie miał ochoty męczyć sie ze mna i olał to, ze w ogóle tu przyszłam.
**
-To jak. Widzimy sie
dzisiaj?-zapytał Jessie kiedy wyciągaliśmy potrzebne nam książki z
szafek. -Jasne. Wpadnij po obiedzie, a potem coś wymyślimy -posłałam mu szczery uśmiech i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Jednak coś uniemożliwiło mi to zadanie pchając mnie prosto na szafki. No tak..nie coś tylko ktoś i wcale nie taki "ktoś" tylko Niall Horan. Popchnął mnie prosto na szafki i odszedł śmiejąc się ze swoimi koleszkami. Nienawidziłam typa z całego serca. Nie dosyć, że bezczelny to jeszcze zero szacunku i jak tu takiego lubić? Nie dziwie sie, że nikt po za jego kumplami go nie lubi. Jest po prostu pojebany, nie da sie tego inaczej określić. No bo co powiedzieć o takim co znęca sie nad dziewczyna? Zero dobrego słowa. Najchętniej to bym mu wygarnęła, ale kto wie jak to sie skończy. Jeszcze mnie pobije i co? Luke'owi przecież nie powiem co jest grane, bo mu nogi z dupy powyrywa, a potem mnie oberwie się jeszcze bardziej, a Jessie uznał, że nie ma co z takim gadać, bo to tylko strata czasu. Nie myli się. Rozmowa z kimś takim nic nie zmieni pół mózg nie zrozumie.. Ciekawe co jego rodzice na jego zachowanie. Napewno nie są dumni z takiego syna..do nich pewnie też nie ma szacunku i obraża cały czas, a oni biedni muszą to znosić, bo to ich syn, ale takiego sobie wychowali to takiego mają.
Cześć.
Pierwszy rozdział nie jest mistrzowski, ale obiecuje, że się poprawie :c
Komentujcie jak przeczytacie, zmotywuje mnie to do dalszej pracy.
Dopiero zaczynam więc jakaś mniejsza pomoc z waszej strony typu polecenie bloga znajomym będzie wielką pomocą dla mnie.
Rozdział 2 powinien pojawić się jakoś w przyszłym tygodniu albo nawet w weekend :)
Ej pacz frajerku jestem pierwsza :** Jak inni Cię nie zmotywują do pisania to sama o to zadbam <3
OdpowiedzUsuń~Zuza :*
Suuuuuuper ♥ Pisz szybko kolejny ♥
OdpowiedzUsuńszuperr ♥ #Netti
OdpowiedzUsuńtak bardzo szłodko ;* czekam na nexta /Wikuu
OdpowiedzUsuńSweet *_*
OdpowiedzUsuńMega zajebisty ! <3
OdpowiedzUsuńŚwietne! ^^
OdpowiedzUsuńCzudoo ♥
OdpowiedzUsuńJestem z ciebie dumna ;-; ♥♥♥ /Marta
OdpowiedzUsuń